REO IDEE: Pieniądze czy wartości? Czym kieruje się polska lewica?

Czyli komu patronuje Marks, a komu Fromm

Czyli komu patronuje Marks, a komu Fromm.

Zwykło się mówić o lewicowości jako jednym, w miarę spójnym sposobie postrzegania i interpretacji świata, który różni się jedynie stopniem nasilenia. Jednak istnieją dwie lewice, które pomimo powierzchownie podobnych postulatów, mają kompletnie inne spojrzenie na rzeczywistość, a przede wszystkim na człowieka.

Jeden rodzaj nazwałbym materialistycznym. I nie chodzi tu o marksowski materializm dialektyczny, ale materializm w znaczeniu potocznym oraz filozoficznym, jako brak wiary w istnienie sfery duchowej, pogląd, że wszystko opiera się na mierzalnej materii, a coś takiego jak dusza to tylko wymysły klas wyższych, mające odciągnąć lud pracujący od realnych problemów, czyli pieniędzy i władzy. Ktoś, a w szczególności lewicowcy, zapewne się oburzy. No jak to? Nazywać lewicowców materialistami w znaczeniu potocznym, czyli osobami, dla których najważniejsze są pieniądze i dobra materialne? Przecież oni gardzą tego typu wartościami, nawet mając dużo pieniędzy, nie kupią sobie porsche, bo to w ich środowisku przejaw ubytków intelektualnych i zwykła siara.

Polacy w badaniu Tygodnika Polityka w większości uznali, że o elitarności świadczą pieniądze.

Odpowiem na to następująco. Jakiś czas temu Polityka zamieściła wyniki badań, mających sprawdzić, kogo Polacy uważają za elitę. Większość orzekła, że elitą są najbogatsi. Dziennikarze niekojarzeni z nową lewicą wyrażali na Twitterze smutek. Mnie również wyniki badań nie napawały optymizmem. Przecież do wyboru, oprócz bogatych, byli na przykład ludzie odznaczający się wybitnym intelektem, artyści czy osoby o wyjątkowych zaletach moralnych. Byli też politycy, których można nie lubić, ale z założenia powinni służyć dobru wspólnemu. Polacy w większości natomiast uznali, że o elitarności świadczą pieniądze.

Dla mnie jest jednak coś jeszcze smutniejszego. Otóż twierdzi tak nie tylko większość Polaków, ale najbardziej są do tego przekonani ci, którzy mienią się idealistami zmieniającymi świat na lepsze i deklarują, że gardzą kultem pieniądza. Otóż chodzi o naszą nową lewicę. Nie zliczę artykułów, które potwierdzają to, co mówię. Dla naszej lewicy to najbogatsi są elitą społeczną, to bogaci są nadludźmi (dosłowny cytat), to życie bogatych jest bardziej wartościowe. Oczywiście tych bogatych nienawidzą, uważają, że to niesprawiedliwe, chcą zmienić ten stan rzeczy, jednak – przynajmniej na razie – na wszystko patrzą przez pryzmat pieniądza. Za nic mają wyższe wartości przy określaniu, kto jest kim w społeczeństwie.

Ziemkiewicz czasem ma rację

Przytoczę doskonale to obrazujący przykład. Stało się tak, że chyba pierwszy raz zgodziłem się z Rafałem Ziemkiewiczem, a nie z Jasiem Kapelą z Krytyki Politycznej. Otóż ów Jaś Kapela wyśmiewał na Facebooku Rafała Ziemkiewicza, określającego warszawskimi elitami jakiegoś ważnego intelektualistę, który napisał coś nie po myśli Ziemkiewicza. Oczywiście nie oznacza to, że Ziemkiewicz owego intelektualistę szanuje, jednak tak go właśnie zakwalifikował, samego siebie sytuując poza tymi elitami. Jaś Kapela zaczął Ziemkiewicza wyśmiewać. Napisał, że sam robił wywiad z owym intelektualistą, był u niego w mieszkaniu – kawalerce w bloku, natomiast gdy był u Ziemkiewicza, ten właśnie powiększał swój luksusowy apartament poprzez dokupienie mieszkania obok. Konstatacja była następująca: jak Ziemkiewicz może nazywać owego intelektualistę elitami, a siebie nie, skoro intelektualista mieszka w bloku, a on w luksusowym apartamencie?

dużo bardziej imponuje mi ktoś, kogo głos ma wpływ na debatę publiczną, niż ten, kto po prostu ma pieniądze.

Jak już pisałem, dla mnie rację, jak rzadko, miał Ziemkiewicz. Złośliwie mogę powiedzieć, że pełną, bo nie uważam go za żadne elity, ale obiektywnie rzecz biorąc, jest on ważnym publicystą i guru intelektualnym ultraprawicy. W pełni się zgadzam, że intelektualistę, którego głos jest ważny w debacie o najważniejszych sprawach kraju, z którym przeprowadza się wywiady, za elity, jeżeli jakiekolwiek istnieją, można uważać. Sam jestem antyelitarystą (nie cierpię dzielenia ludzi na tych z elit i tych z ludu – uważam ten podział za archaiczny). Jednak dużo bardziej imponuje mi ktoś, kogo głos ma wpływ na debatę publiczną, niż ten, kto po prostu ma pieniądze.

Materializm to nie tylko dążenie do wartości materialnych, to także patrzenie na świat, a przede wszystkim na ludzi przez pryzmat pieniędzy. To pogląd głoszący, że o tym, kim jest człowiek, decyduje to, ile ma na koncie – nawet jeżeli chce się ten stan rzeczy zmienić. Szczególnie irytują mnie postmarksistowskie recenzje sztuk teatralnych, książek czy innych wytworów życia duchowego i intelektualnego ludzkości. Owe wytwory mówią najczęściej o wartościach wyższych, duchowych, uniwersalnych. Nasza lewica często natomiast o nich pisze przez pryzmat teorii klasowej. Autor sztuki opowiada o tym, jak zgubna jest żądza kariery i pieniądza – nasza lewica interpretuje to jako historię o tzw. awansie społecznym. To tak, jakby oceniać muzykę, używając jakiegoś czujnika do tworzenia wykresów wahania fal dźwiękowych. Otóż nie, muzyka to nie są drgające fale dźwiękowe ani odpowiednio wyrzeźbione rowki na płycie. I żaden prawdziwy recenzent przed napisaniem artykułu nie patrzy na nią przez szkło powiększające, tylko jej słucha, bo inaczej ewidentnie zatraci istotę rzeczy.

nowa lewica sprowadza wszystko do pieniędzy.

Taka lewica ma nieznośną tendencję do uważania wszelkich wyższych wartości, już nie tylko życia religijnego, ale także po prostu duchowego, za coś, co odciąga człowieka od prawdziwych problemów, czyli od spraw de facto ekonomicznych, tzw. klasowych. Sprowadza wszystko do pieniędzy i uważa, że to w nich leży klucz do uszczęśliwienia ludzkości. Nowi lewicowcy chcą zmiany społecznej, zmiany człowieka, ale chcą to zrobić od zewnątrz. A jak uczy historia, brzmi to bardzo niebezpiecznie.

Ta druga lewica

Inna lewica, dla której punktem odniesienia nie jest Marks i jego komunizm, ale bardziej anarchizm – czy w łagodniejszej formie liberalizm (oczywiście nie wszystkie jego założenia) – uważa natomiast, że nie można zmieniać człowieka za pomocą decyzji politycznych lub inżynierii społecznej. Trzeba dać mu wolność, stworzyć mu warunki. Zmieniać myślenie ludzi i ludzką mentalność można poprzez przekonanie człowieka, poprzez sztukę, literaturę, edukację, publicystykę, a przez nie odgórne decyzje polityczne. To trochę dziwne, że niektórzy, szczególnie azjatyccy komuniści, dążyli do upodmiotowienia jednostki poprzez uprzedmiotowienie jej i uczynienie pionkiem, który można dowolnie przesuwać i kształtować w imię budowy lepszego świata, w którym ludzie będą… wolni.

zarówno Europa, jak i współczesna psychologia przyznają rację lewicy uduchowionej.

Ten drugi rodzaj lewicy nazwałbym właśnie lewicą uduchowioną. Jest to lewica nie spod znaku Marksa (chociaż w wielu miejscach może się z nim zgodzić), lecz Ericha Fromma. Wrażliwa społecznie, ale nie wierząca, że byt określa świadomość. Zresztą zarówno Europa, jak i współczesna psychologia przyznają tej lewicy rację. Czym, jeśli nie złagodzonym snem XIX-wiecznych anarchistów, ewentualnie liberałów, jest społeczeństwo obywatelskie? Czym, jeśli nie spełnionym snem Fromma, jest wychowywanie dzieci na niezależnych, decydujących o sobie i przede wszystkim będących sobą, wolnych ludzi, a nie marionetki, które rezygnują z siebie w imię tego czy tamtego systemu?

Gdyby prawdą było, że byt określa świadomość, jaki sens miałaby psychoterapia? Aby zwiększyć świadomość, wystarczyłoby się dorobić i zrobić karierę, a chyba żaden rozsądny psycholog nie zaleci dorobienia się w celu rozwiązania problemów psychologicznych, zwiększenia samoświadomości lub wiedzy o świecie (z tego, co czytam, twierdzą coś zupełnie odwrotnego). Odczarujmy zatem pieniądze i zacznijmy w końcu traktować je jako środek płatniczy, a nie istotę świata i życia – ponieważ to też jest materializm. A już na pewno przestańmy je traktować jako główną składową ludzkiej tożsamości, bo kierując się tą teorią, słynne już i mocno wyświechtane rzucenie wszystkiego i wyjechanie w Bieszczady to radykalna deklasacja społeczna, czyli innymi słowy, ludzki upadek, a to już absurdalne podejście.



REO POLECA

📻 Piotr Sokołowski: Miejmy w końcu fajnych polityków!