📻 REO PYTA: Zakaz rozwodów? Aha. A co z tymi panami z prawej?

Komentarz w sprawie pomysłów PiS utrudniających rozwód

  • Resort sprawiedliwości szykuje wprowadzenie zmian utrudniających wzięcie rozwodu.[->]
  • Czy wzmocni to, jak zapowiada ministerstwo, instytucję rodziny, czy też jest to zamach na nasze wolności? Średniowiecze czy nowoczesność?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito



Państwo PiS-owskie coraz bardziej miesza się do naszego życia. Czyni to w imię ideologii, którą nie każdy obywatel uważa za słuszną. O ile zakaz handlu w niedzielę dało się jeszcze wytłumaczyć interesem pracowników, to utrudnianie dorosłym ludziom rozwodu to już powrót do średniowiecza. Małżeństwo i rodzina to nie instytucje, to wspólnoty kochających się (dobrowolnie) ludzi.

Krok po kroku

Działania, które podejmuje PiS, jasno pokazują, jak partia ta widzi rolę człowieka w społeczeństwie i jego prawa. Zwolennicy partii rządzącej bardzo często wyśmiewają tych, którzy oskarżają Kaczyńskiego i spółkę o zamordyzm. Mówią: Przecież możesz demonstrować, mówić, co chcesz, nikt ci nie każe chodzić do kościoła albo uprawiać seksu dopiero po ślubie. Otóż jak się okazuje, coraz więcej ich argumentów upada.

Demonstrować mogę, ale jestem wtedy narażony na sprawę w sądzie (jak kilkaset innych osób). Mówić, co chcę, też w zasadzie jeszcze mogę, ale już niedługo mogę nie mieć miejsca do wygłaszania opinii, a jeżeli informacje, które przekażę, będą niewygodne dla władzy, mogę zostać ukarany za rzekome propagowanie fake newsów. Do kościoła też jeszcze nie muszę chodzić, ale już moje dziecko może mieć wychowawcę katechetę, który siłą rzeczy będzie je oceniał według swoich, katolickich zasad, a katecheza będzie stawiana na równi z naukami takimi jak geografia czy matematyka.

Seks przed ślubem też mogę uprawiać. Ale jak się okazuje, jeżeli już ten ślub wezmę, a partnerka okaże się nieodpowiednia (lub na odwrót), to rząd zrobi wszystko, żeby utrudnić mi rozwód. Poprzez wprowadzenie procedury mediacyjnej, która ma trwać miesiąc, oraz podniesienie opłaty sądowej.

W stronę państwa wyznaniowego

Nie od razu Kraków zbudowano, katolicko-narodową dyktaturę także. Proces ten składa się z wielu etapów. Część kroków poczyniono, co pokazuję w poprzednich akapitach. Dotychczasowe przepisy dotyczące rozwodów już były archaiczne, bo jakim prawem o możliwość rozwiedzenia się trzeba pytać sąd? Jest to wyłącznie decyzja dwóch osób i jeżeli nie ma między nimi konfliktu, np. o opiekę nad dziećmi lub podział majątku, powinno się to odbywać wyłącznie na zasadzie obopólnego oświadczenia. Oczywiście praktyka jest dużo bardziej nowoczesna – decyzja sędziego to formalność – ale sam fakt, że on o tym decyduje, i tak jest mocno niedzisiejszy.

PiS zmienia to myślenie, jednak oczywiście w stronę przeciwną niż trzeba. Chce jeszcze bardziej utrudnić życie rozwodnikom, bo jak inaczej nazwać zmuszanie dorosłych ludzi do mediacji oraz podwyższanie opłat? (Może to kara za grzech, jakim jest według katolików rozwód?) To jawny przykład, niestety nie pierwszy, że stajemy się coraz bardziej państwem wyznaniowym.

Jakim prawem rząd chce ingerować w decyzje dwóch dorosłych osób? Co do tego w ogóle ma sędzia?

W imię małżeństwa

Swoją drogą PiS po raz kolejny przyjął taktykę uniku. Wymienione zmiany chciano wprowadzić już jakiś czas temu, jednak po protestach, m.in. Partii Razem, minister Ziobro się z nich wycofał. Gdy sprawa ucichła, powrócił jednak do tego pomysłu. Nasuwają się pytania podstawowe. Czy życie człowieka należy do państwa, czy do niego samego (o ile nie cierpią na tym inni)? Jakim prawem rząd chce ingerować w decyzje dwóch dorosłych osób? Co do tego w ogóle ma sędzia?

Ministerstwo Sprawiedliwości argumentowało zmiany tym, że chce wzmocnić instytucję małżeństwa. Przede wszystkim jest to niemoralne, bo narusza wolność i podmiotowość osób, które w tym małżeństwie są; pokazuje, że małżonkowie według resortu Ziobry pełnią funkcję służebną wobec instytucji państwa – czy ich ideologii. Są to początki zwyczajnego, siłowego wręcz zmuszania wolnych, niezależnych i przede wszystkim dorosłych osób do pozostawania w związku małżeńskim wbrew ich woli. W imię czego? W imię tego, że Kościół mówi, że to grzech? Albo że rodzina to podstawowa komórka społeczna, która ma produkować nowych obywateli i przekazywać im ideologię aktualnej władzy?

Minęły już czasy, kiedy związek dwojga ludzi miał służyć nie im samym, lecz jakimś innym celom.

Kolejne nieskuteczne rozwiązanie

Po drugie jednak, co częste w wykonaniu PiS-owców, jest to metoda nieskuteczna – w tym w znaczeniu, że PiS nie ma szans na osiągnięcie za jej pomocą celu, który zakłada. Chodzi o scementowanie rodziny, nawet przymusowe. Mówi się, że z niewolnika nie ma pracownika – a co dopiero małżonka… Minęły już czasy, kiedy związek dwojga ludzi miał służyć nie im samym, lecz jakimś innym celom. Jeszcze sto lat temu były to często interesy materialne lub małżeństwo było fuzją dwóch rodzin bądź firmą, która miała zapewnić przetrwanie. Teraz są to względy ideologiczno-państwowe.

To punkt widzenia ideologii katolickiej i państwa się liczy, a nie punkt widzenia najbardziej zainteresowanych, czyli samych małżonków. To nie oni mają być zadowoleni ze związku, lecz państwo, Kościół i naród. Jednak kłodę rzuconą pod nogi – przez ministra – ludziom, którzy po prostu nie chcą być ze sobą, bardzo łatwo obejść. Można nie wziąć formalnie rozwodu, tylko po prostu żyć osobno. Nieudanego małżeństwa nie uratuje się żadną ustawą.

Tak, ale nie pod przymusem 

Oczywiście nie jestem fanem rozwodów. Nie uważam, że to dobrze, że małżeństwa tak często się rozpadają. Jednak przymuszanie ludzi do trwania razem jest lekarstwem (kursywa – cudzysłów – nieprzypadkowo) gorszym niż choroba. Nawet jeżeli w małżeństwie są już dzieci, to chyba każdy psycholog przyzna mi rację, że posiadanie oficjalnie pełnej rodziny, jeśli jest ona pełna wyłącznie za sprawą jakiegoś przymusu (np. kulturowego lub religijnego), nie jest dla owych dzieci dobre, a może być wręcz utrapieniem (pisał o tym ostatnio Newsweek). Ale tych, co ten przymus chcą jeszcze zwiększyć, dobro dzieci niewiele obchodzi. Oni chcą, żeby świat wyglądał zgodnie z ich ideologią – i w jej imię poświęcą wolność obywateli (wolność, która zdecydowanie mało ich interesuje).

Ruch Ziobry, polegający na utrudnianiu rozwodów i oficjalnym przyznaniu, że działa on z pobudek ideologicznych (bo umacnianie na siłę instytucji małżeństwa można tak nazwać, jako że użycie słowa instytucja już coś nam mówi), wygląda na zbadanie terenu. Myślę, że minister nie jest tak naiwny, iż wierzy, że samo zwiększenie kosztów rozwodów lub inne utrudnienia zmniejszą ich liczbę. Deklaracja Ziobry może być wstępem do czegoś znacznie groźniejszego, dlatego warto się przeciwstawiać już teraz, tak aby antywolnościowe pomysły, podporządkowujące jednostkę państwu, zdusić w zarodku.