Piotr Sokołowski: Nie osądzajmy Nowackiej

Tak tyka taktyka

  • Po tym, jak zdecydowała się przystąpić do Koalicji Obywatelskiej z PO i z Nowoczesną, na Barbarę Nowacką spadły gromy z całej lewicy (prawie).
  • Jedni widzieli w tym cyniczną zagrywkę obliczoną na zdobycie jakiegoś stanowiska, inni zdradę lewicowych ideałów, jeszcze inni zdradę całego ruchu.
  • Ja jednak nie oceniałbym jej aż tak ostro. Być może zrobiła dla lewicowych ideałów bardzo dobrą robotę.


Dwie drogi

Nie jestem zdecydowanie fanem stanowiska, według którego cały polski ruch lewicowy, z Robertem Biedroniem i Adrianem Zandbergiem czy Agnieszką Dziemanowicz-Bąk na czele, powinien dać się wchłonąć bez walki obozowi liberalnemu. A wszystko to w imię demokracji. Trochę to absurdalne, bo demokracja nie jest systemem, gdzie wszystkie partie mają się stopić w jedność, lecz zakłada istnienie różnych sił.

Jednak Barbara Nowacka to inna historia niż Robert Biedroń czy Razem. Ona nie miała zaplecza, czy to w postaci oddanych sprawie członków partii, czy to świetnych wyników sondażowych.

Po prostu uważam, że istnieją dwie drogi walki o swoje ideały i w zależności od sytuacji trzeba wybrać jedną z nich. Pierwszą jest tworzenie własnego obozu, niewchodzenie w żadne układy ze znienawidzonym establishmentem, niechodzenie na żadne kompromisy.

Druga natomiast polega na wejściu w ten system i próbie zmiany go od środka. Zawsze było tak, że ci pierwsi zarzucali drugim zdradę, sprzedanie się, odejście od ideałów, a ci drudzy pierwszym nieskuteczność i bujanie w obłokach, które niczemu się nie przysłuży.

System zmieniony od środka

Spójrzmy na rewolucję obyczajową 68’. Wielu mówi wręcz, że system ją zawłaszczył, że hasła antykonsumpcjonistycznych rewolucjonistów pojawiają się w reklamach towarów, że porzucili oni swój bunt i przyjęli ciepłe posadki, często na bardzo wysokich stanowiskach.

Jednak według mnie świadczy to nie o porażce tej rewolucji, ale wręcz o jej zwycięstwie. Nie całkowitym, bo świat nie zmienił się w jeden wielki squat czy komunę hipisowską, ale myślenie społeczne o wielu sprawach zostało odwrócone o 180 stopni.

Naprawdę wcześniej rasizm nie był żadnym wstydem, a dzisiaj nikt, łącznie z Młodzieżą Wszechpolską się do niego nie przyznaje. Bicie dzieci czy nawet żon kiedyś było normalne, dzisiaj uznaje się je za patologię i karze więzieniem. Przykładów można by mnożyć, ale te dwa, które wymieniłem są wystarczającym przejawem tego, jak zmieniliśmy postrzeganie sprawiedliwości czy porządku społecznym.

Otóż podkopanie poglądu o tym, że rodzic ma zawsze racje, jego władza jest nieograniczona, dzieci są złe z natury, a wszelki ich bunt jest grzechem najcięższym – to nie lada wyczyn. O tym, że panuje dużo większa swoboda seksualna też napisano wiele książek i też świadczy to o odwrotnym niż kiedyś myśleniu.

Nowacka w pojedynkę może zdziałać więcej niż cała lewicowa opozycja.

Nie chcę tutaj charakteryzować rewolucji 68’, wybrałem tylko kilka przykładów z brzegu. Chodzi mi o to, że zmian tych nie dokonali wcale hipisi na odwykach, lecz właśnie ci, którzy weszli do nauki, polityki, sądownictwa, kultury itd. A nawet do korporacji.

Kto jeszcze w latach 90-tych słyszał u nas o czymś takim jak work-life balance w owych korporacjach? Wspomnienie o tym, że nie chce się oddawać całego życia firmie na rozmowie rekrutacyjnej byłoby pewnie uznane za przejaw skrajnej niedojrzałości i nieodpowiedzialności, a na pewno za brak profesjonalnego podejścia i słabość.

Nie istnieje jedynie słuszna droga

Dzisiaj sytuacja jest inna. Obóz lewicowy może zdziałać dużo więcej niż kiedyś, działając samodzielnie. Jednak czy naprawdę nie chcemy, żeby w partii, która być może będzie rządzić zabrzmiał silny głos, który upomni się o wartości lewicowe?

Nowacka w pojedynkę może zdziałać więcej niż cała lewicowa opozycja, która, jak wszystko na to wskazuje, dostanie się do parlamentu. Zwłaszcza, że projekt pod tytułem: Biedroń premierem, przy całym moim optymizmie uważam za plan na następne wybory, a nie najbliższe.

Jako optymista wierzę też, że Nowacka nie kierowała się chęcią otrzymania jakiegoś stanowiska i bycia u władzy. Jeżeli wiemy, że raczej z PO nie wygramy, przynajmniej na razie, to może warto rozważyć próbę przeciągnięcia owej Platformy bardziej na lewo? Szczególnie, że prawdziwie liberalne ideały, poza gospodarką mają bardzo wiele wspólnego z ideałami lewicy.

Moje myślenie opieram też na jednym, bardzo ważnym założeniu. Otóż takim, że nigdy nie jest tak, że istnieje jedna prawda, a my mamy na nią monopol. Już Zygmunt Bauman mówił o pożytkach z wątpliwości. Oczywiście to nie znaczy, że jestem cynikiem, relatywistą, ani prawdopośrodkistą, żeby uważać, że wszyscy racji mają tyle samo albo że wszyscy tak samo kłamią (lub co gorsza, że prawda nie istnieje). Jednak warto zrozumieć, że być może to, że ktoś ma inne pomysły na wiele spraw, nie znaczy, że jest od razu kimś złym, że ma złe intencje.

Liczą się efekty

Oczywiście Barbara Nowacka będzie musiała iść na jakieś kompromisy, będzie musiała przełknąć wiele decyzji swoich nowych sojuszników, która nie słynie ze szczególnej dbałości o ludzi pracy, wierząc, że zrobi to za nią rynek. Jednak PO z pewnością nie jest partią ani zbrodniczą, ani faszystowską, ani nawet nie jest PiS-em, żeby każde kontakty z nią kalały człowieka na zawsze. Jednak jakieś podstawowe zasady szanuje.

Na standardy amerykańskie, to jednak pod względem mentalności, szczególnie Donalda Tuska, czy np. Rafała Trzaskowskiego bliżej tej partii do demokratów niż republikanów. Podaje ten przykład dlatego, że w Stanach Zjednoczonych nie przebije się samodzielnie absolutnie żadna inicjatywa polityczna. Od zarania są tam dwie partie, a każdy kto chce coś zmienić, musi do jednej z nich wstąpić. Chociaż są też partie mniejsze jak np. Tea Party,  ale osoby z nią utożsamiane startują w wyborach z list Republikanów. Na szczęście w Polsce tak nie jest.

Amerykańscy demokraci są nazywani partią neoliberalną, często byli zachowawczy obyczajowo, a jednak nikt Berniego Sandersa nie oskarża obecnie o to, że stając się demokratą, zaprzeczył swoim ideom. To dzięki niemu słowo socjalizm przestało być wśród młodych Amerykanów obelgą.