U Zlateho Tygra, fot. Mohylek, Wikimedia Commons

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście (czyta Hubert Augustyniak):

 



Bywali tu wielcy tego świata: Bill Clinton, Angela Merkel, Madeleine Albright oraz oczywiście Vaclav Havel, ale to duch Hrabala unosi się nad tym miejscem.

Piwiarnia U Zlateho Tygra jest miejscem niezwykłym. Z jednej strony to wizytówka, nie tylko turystyczna, całych Czech, z drugiej jednak, pomimo światowej sławy, zachowało swój swojski charakter. Adres Pod Złotym Tygrysem, być może paradoksalnie, jest niezwykły właśnie dzięki temu. Z pozoru nie wyróżnia się niczym. Każdy może tam wejść i stwierdzić, że ot, zwykła czeska piwiarnia, ale właśnie dlatego jest to miejsce tak wspaniałe dla kogoś, kto lubi poznawać obce kultury, obyczaje oraz oczywiście piwo. Właśnie z tego powodu, że piwiarnia ta jest tak szalenie reprezentatywna dla tutejszego stylu życia, zapraszano do niej głowy innych państw, będące z wizytą w Czechach. I to takiego formatu, jak Bill Clinton czy Angela Merkel. Mówi to też wiele o samych Czechach. W jakim innym kraju, goszczącego w nim prezydenta zaproszono by na piwo? I to do piwiarni, a nie do najbardziej ekskluzywnej restauracji albo na elitarne przyjęcie? Stało się tak dlatego, że po pierwsze, w Czechach piwiarnia jest tym, czym w Anglii czy Irlandii pub, a we Włoszech kawiarnia, a poza tym Czesi są narodem bardzo egalitarnym, nie lubią wywyższania się, a co za tym idzie, chwalą się czymś innym niż ekskluzywne, niedostępne dla ogółu miejsca.

Jedyne popiersie
O wizytach możnych tego świata informują fotografie porozwieszane na ścianach Pod Złotym Tygrysem, jednak, jak na egalitarny kraj przystało, wiszą one tuż obok zdjęć zwykłych gości. Jedyną wyróżnioną osobą jest Hrabal. To jego popiersie wisi w centralnym miejscu i to on jako jedyny ma namalowany portret. Oczywiście słynny pisarz w swojej prozie wspominał o wizytach Pod Złotym Tygrysem. Oto cytat z książki pt. Zaczarowany flet:

I tak siedziałem Pod Złotym Tygrysem, myślałem jak zawsze, że gdyby mnie bogowie kochali, to zdechłbym nad kuflem piwa, siedziałem i słuchałem szczegółów tego Wielkiego Poniedziałku i Wielkiej Niedzieli, tych wieści przekazywanych z płonącym wzrokiem: układały się one w wielki kobierzec, który już nie może być odwołany ani zapalony, te fakty zdarzyły się i zostały wyszyte rzeczywistością, a tego, co się stało, tego już nie można odwołać. I tak marzyłem Pod Złotym Tygrysem o swojej śmierci, o tych kilku moich piwach, dzisiaj wypiłem ich sześć, i wszystko to, co słyszałem i czemu się przysłuchiwałem, wszystko wymknęło się spod kontroli, i słyszałem już tylko ludzkie rozmowy, w których nie mogłem dopatrzeć się sensu, wobec tego zapłaciłem, po czym poczęstowano mnie jeszcze jednym piwem, a potem wyszedłem w noc…

Naturalna radość
Cytat dotyczy wydarzeń roku 89, był to z pewnością gorący czas w tej słynnej piwiarni. Czas, kiedy rozmowy były jeszcze bardziej ożywione niż zazwyczaj. Cytat pochodzi również z czasu, gdy Hrabal miał już 75 lat i był pogrążony w głębokiej depresji, prawdopodobnie na skutek utraty żony i bliskich przyjaciół. To Pod Złotym Tygrysem regularnie podnosił się na duchu. Robi tak wielu Czechów, bo jak mówią, piwiarnia pełni dla tego narodu rolę gabinetu psychoterapeuty. Jednak myliłby się ten, kto myśli, że Pod Złotym Tygrysem to miejsce smutne, do którego chodzą przegrani życiowo pijaczkowie. Czesi chodzą na piwo zaraz po pracy, to w piwiarni odreagowują stresy dnia codziennego. Większość gości ma wypisane na twarzach, że miejsce to jest im dobrze znane, ale raczej mało kto wygląda na alkoholika, chociaż kilka osób o czerwonych twarzach można dostrzec. To miejsce wręcz radosne, ale radosne w sposób naturalny, ludzki, a nie sztuczny, jak często bywa np. w modnych klubach.

Jeżeli przyjdzie się tam w dzień powszedni, w okolicach godziny 16-17, czyli zaraz po godzinach pracy, spotka się tam praktycznie samych stałych bywalców, turystów widziałem zaledwie kilku. Trudno o wolne miejsce, trzeba mieć szczęście, by trafić akurat na moment, gdy ktoś stolik, a raczej ławę, opuszcza. Zresztą i tak jest ona zwykle zarezerwowana na późniejszy czas. Zawsze jednak można się do kogoś przysiąść. To stały element, że przy wielkich ławach siedzą nieznajomi sobie ludzie. Charakterystyczny zapach piwa uderza już od progu. Atmosfera jest nim tak przesiąknięta, jak do niedawna papierosami w polskich pubach czy klubach. Swoją drogą w Czechach też stosunkowo niedawno wprowadzono zakaz palenia w piwiarniach.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że piwo serwowane w tej piwiarni jest inne niż w Polsce. Chociaż u nas też bez problemu można dostać Pilsnera, to jego smak i tak nie równa się temu Pod Złotym Tygrysem. Piwiarnia ma specjalny atest tego browaru, piwo jest ultraświeże z uwagi na to, że kolejne beczki są opróżniane w ekspresowym tempie. Myślę, że słowo świeże doskonale opisuje jego charakter. To piwo nie upija, ono orzeźwia. Czuć w każdym łyku krystaliczność wody, z której jest zrobione. Dlatego też raczej nie zobaczymy w tym miejscu kogoś, kto się zatacza albo jest agresywny. Ujrzymy za to prowadzących bardzo ożywione rozmowy Czechów, którzy zaraz pójdą do domu. Niektórzy z nich bezsprzecznie wyglądają na opisywanych prze Hrabala pabiteli, czyli stałych bywalców piwiarni, których żywiołem jest opowiadanie bardziej lub mniej niestworzonych, za to zawsze ciekawych historii. Jak ujął to Hrabal: Pabitel przeważnie niczego nie czytał, za to dużo widział i dużo słyszał. I niemal niczego nie zapomniał. Pogrążony w swym monologu wewnętrznym, obnosi się z nim po świecie jak paw z pięknymi piórami. Swoją drogą trzeba wiedzieć, jak ważną w tym miejscu osobą jest barman. Nie jest to tylko człowiek do nalewania piwa, ale gospodarz i jeżeli chce się być miło potraktowanym, trzeba o tym pamiętać.

Jest to też miejsce, w którym nie warto próbować zgadywać, kim z zawodu jest osoba siedząca przy ławie. Może to być menedżer w korporacji, a może robotnik, profesor albo polityk. Kolejna ważna sprawa: bywalcami o tej porze bywają prawie wyłącznie mężczyźni, zwykle około 50., chociaż młodsi i starsi też się zdarzają.

Luz pod krawatem
Inaczej rzecz się ma w okolicach 22:00, czyli niedługo przed zamknięciem. Wtedy stosunek turystów do miejscowych się odwraca. Czesi idą spać przed kolejnym dniem pracy, przyjezdni chcą się zrelaksować po całym dniu zwiedzania, w miejscu, w którym jak podają wszystkie przewodniki (i mają rację), można poczuć prawdziwe Czechy. Dominują 20-30-latkowie, stosunek płci się wyrównuje. Chociaż goście zdarzają się różni, bo obok mnie siedziała duża grupa, na oko 40- i 50-letnich, Niemców pod krawatem.

Kluczem do określenia tego miejsca jest właśnie różnorodność gości, zarówno wśród stałych bywalców, jak i turystów. Czy taki właśnie nie stał się w dużej mierze współczesny świat? I to na przekór wszelkim pohukiwaniom socjologów o klasach społecznych, dystansie, habitusie, skłonności ludzi do zaznaczania swojego statusu, nieprzekraczalnych podziałach klasowych itd. Słowem, wszelkim teoriom zakładającym, że dzielimy się na różne gatunki, o przynależności do których decydują władza, pieniądze i papierek z uczelni.