📻 REO KRAJ: Dwa honory

Jak różnie, rózni ludzie pojmują jedno słowo. Słowo honor

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście. Czyta Paweł Sito.  


Dla jednego utratą honoru będzie przespanie się z żoną przyjaciela, drugi natomiast z żoną przyjaciela chętnie się prześpi i będzie uważać, że to przyjaciel nie mszcząc się honor stracił. 

W czyich oczach?
Honor w dzisiejszych czasach jest uważany za coś przestarzałego, szczególnie przez postępowców i lewicowców, jednak całkowicie niesłusznie. Mam wręcz wrażenie, iż to właśnie ci, którzy wyrzucili to słowo ze swojego słownika częściej zachowują się zgodnie z nim niż ci, którzy szafują nim na każdym kroku. Nie mam zamiaru tworzyć tu jakiegoś kodeksu honorowego na miarę stulecia z prostej przyczyny. Wszak mamy, widzimy jaki,  XXI wiek i każdy na pytanie o to, co jest honorowe, a co nie, musi sobie odpowiedzieć sam, ewentualnie z czyjąś pomocą.

Pewien socjolog stwierdził, z grubsza, że honor nie jest niczym innym niż opinią innych ludzi na nasz temat, opinią głównie moralną. A czym że on tak naprawdę jest i czy rzeczywiście został wyparty przez dbałość o reputację? Moim zdaniem mylił się on i to bardzo. Reputacja, różni się od honoru tym, czym pusta, ale zamknięta paczka papierosów, od tej pełnej.

Tylko z zewnątrz nie widać różnicy. Jednak dla kogoś uzależnionego od nikotyny różnica jest i to zasadnicza. I potwierdzi to każdy, kto przymusowo został odcięty od jej dopływu.Reputacja jest tym, co myślą ludzie na temat naszych czynów, honor natomiast opiera się na tym, co rzeczywiście robimy i własnej tego ocenie. W skrócie jest tym, co my widzimy, oczywiście jeżeli jesteśmy wobec siebie uczciwi. Są to także uczynki niewidoczne dla nikogo. Honor nie zależy od tego, co ktoś na nasz temat mówi. Bez znaczenia czy mówi prawdę czy nieprawdę, czy na naszą korzyść czy niekorzyść. Można stracić honor, a nie stracić reputacji i na odwrót. Na pytanie, co się opłaca mieć, a co warto (tutaj parafrazuję myśl Władysława Bartoszewskiego) każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, chociaż jak dla mnie odpowiedź jest prosta.

Głos sumienia
Oczywiście, jeżeli nikt nie dowie się o naszych haniebnych uczynkach, to pozornie nic nie stracimy. Jeżeli z kolei nasz honor wymaga postawienia się opinii publicznej czy środowisku, w skrócie nonkonformizmu, możemy stracić wiele. Jednak osoby w ten sposób kalkulujące są de facto na straconej pozycji. Przykładowo, mógłbym skopiować jakiś wybitny tekst, być za niego chwalonym, nawet zdobyć sławę i pieniądze. W przypadku, gdyby nikt się o tym nie dowiedział, pozornie bym zyskał. Byłbym pozornie w lepszej sytuacji niż prawdziwy autor tekstu, który popełnił dzieło wybitne, ale go z niego okradziono i nic z niego nie ma, no ale właśnie…

Nie jest tak, że nikt by nie wiedział. Wiedziałbym ja i ten autor. Ja bym wiedział, że ludzie tak naprawdę chwalą i podziwiają nie mnie, tylko prawdziwego twórcę (wiedziałbym, że na to wszystko nie zasługuję, że ludzie mylą się, że to nie ja jestem wybitny), a prawdziwy autor mógłby mieć satysfakcję, że to jego dzieło święci triumfy. Można oczywiście ukraść komuś z domu złoty medal i twierdzić, że jest się mistrzem olimpijskim i do tego cwaniakiem, jednak taka postawa już na pierwszy rzut oka wydaje się dość absurdalna. Dlaczego więc w podobnych przypadkach tak często kierujemy się tym, co ludzie myślą, a nie tym jak jest naprawdę (co z kolei wiemy my)?

Dwa honory
Honor polega na życiu zgodnie ze swoimi ideałami i oczywiście bywa różnie definiowany, często sprzecznie. Można zauważyć jego dwa rodzaje. Pierwszy jest charakterystyczny dla mentalności demokratycznej, egalitarnej czy liberalnej (niekoniecznie w znaczeniu poglądów politycznych), drugi zaś dla autorytarnej, faszyzującej. Otóż dla pierwszego typu, czy to będzie złodziej czy rycerz, blokers, pracownik korporacji, profesor albo biznesmen, honorem będzie niewyrządzanie krzywdy niewinnym, ogólnie rzecz biorąc niełamanie swoim zachowaniem jakiegoś kodeksu.

Drugi rodzaj honoru, zwany bandyckim, czasem wręcz faszystowskim – ale myliłby się ten, kto twierdzi, że występuje wyłącznie gdzieś na marginesie społeczeństwa – polega z kolei na kulcie siły, czyli na tym, że to ja nie mogę być skrzywdzony, a jak to się stanie muszę się zemścić, bo inaczej honor tracę. Może to być cios w twarz, ale może też być to sprawa sądowa, telefon do znajomego nam, czyjegoś szefa, użycie przeciwko komuś wpływów w małym miasteczku czy nawet w tym większym przez szanowanego obywatela, słowem zniszczenie kogoś, brudnymi, chociaż legalnymi metodami.

Dla jednego utratą honoru będzie przespanie się z żoną przyjaciela, drugi natomiast z żoną przyjaciela chętnie się prześpi i będzie uważać, że to przyjaciel nie mszcząc się honor stracił. Przybiera to jeszcze gorsze formy, w niektórych społeczeństwach. Otóż jedni uważają, że to gwałciciel traci swój męski honor, inni z kolei, że być może robi on coś złego, ale honor odbiera kobiecie, że to ona jest zhańbiona, nie on. Takie faszyzujące osobniki niekoniecznie są sadystami bez serca. Oni naprawdę mogą takiej kobiecie współczuć i nienawidzić sprawcy, jednak współczują jej głównie tego, że okryła się hańbą i straciła godność, a o nim w tych kategoriach nie myślą.

Kult siły i etos dominacji
Ma to swoje odbicie w prawodawstwie i to nawet w naszej cywilizacji. Nie jestem teraz w stanie tego na 100% sprawdzić, bo brzmi to aż niewiarygodnie, ale informacja pochodzi z szacownego źródła, a źródło to podaje, że we Włoszech do 1996 roku (jeżeli dobrze pamiętam) gwałciciel mógł uniknąć kary, jeżeli ze zgwałconą przez siebie kobietą ożenił się, a to dlatego, że zdejmował z niej hańbę. To dowodzi tylko tego, że chorego i bandyckiego myślenia nie trzeba wcale szukać w najciemniejszych zakamarkach naszych miast, ale można je znaleźć w prawodawstwie kraju będącego członkiem Unii Europejskiej. Skąd w ogóle pomysł, że kobieta będzie chciała wyjść za swojego oprawcę? Skąd pomysł, że to ona, a nie on honor traci, przecież to on zrobił coś złego? Odpowiedź jest prosta: kult siły i etos dominacji. Obecny w złagodzonej formie np. w korporacjach. Tam też honorem nie jest wcale nie oszukiwać kogoś czy nie wykorzystywać, ale nie być oszukanym ani wykorzystanym, słowem zawsze być górą, czy to będąc dobrym czy złym, mówiąc potocznie nie sfrajerować się.

Duma i uprzedzenia
Jest to wypaczenie słusznej idei będącej składnikiem honoru, czyli dumy, niegięcia kręgosłupa, nieulegania złu, ze złem walki. Ale chodzi w niej o walkę w imię jakichś wyższych idei, chociażby przyzwoitości, a nie o dominację samą w sobie. Oczywiście nie namawiam nikogo do wyzywania na pojedynek dresiarza, który szturchnął naszą partnerkę. Niektóre zasady starego pojęcia honoru raczej miały, wcześniej wspomniany charakter autorytarny niż demokratyczny, szczególnie w krajach imperialnych, takich jak Wielka Brytania z utratą twarzy mogła wiązać się odmowa udziału w zbrojnym napadnięciu na inny kraj, czemu dzisiaj byśmy tylko mogli przyklasnąć, ale warto żyć z honorem, nie tylko dlatego, że mówił tak Władysław Bartoszewski.

Rys
Swoją drogą z Polski możemy być dumni, bo u nas honorem było raczej bronienie się przed złym najeźdźcą i walka o wolność, a nie bycie tym najeźdźcą, z tym że zwycięskim, jak do pewnego czasu było we wcześniej wspomnianej Wielkiej Brytanii.

Czy to naprawdę źle, że za powód do chwały uważamy walkę o wolność, nawet jeżeli przegraną, a nie zwycięskie podboje, czytaj napadanie na inne kraje i gnębienie ich ludności (nawet za czasów Churchilla)? Niemców jakoś za podboje nie podziwiamy, ciekawe czemu? Może nie tylko dlatego, że dopuszczali się wielokrotnie gorszych zbrodni niż Anglicy albo dlatego, że to nas napadli? Carskiej Rosji jakoś też nie, a nie dopuszczała się eksterminacji naszej ludności na jakąś masową, jak na tamte czasy, skalę. Chociaż zapewne znajdą się tacy, co podziwiają, ale to już temat na osobny artykuł.

Tak, mamy  XXI wiek, widzimy jaki. I naprawdę każdy na pytanie o to, co jest honorowe, a co nie, musi sobie odpowiedzieć sam, ewentualnie z czyjąś pomocą. Ale czy poczuje taką potrzebę?