Aga Sielańczyk rozmawia z Piotrem Mosakiem

Czy istnieje osobowość sukcesu? Odpowiada psycholog biznesu

Stereotyp sukcesu przez wielu utożsamiany z eksplozją ponadprzeciętnego talentu i zarezerwowany wyłącznie dla osób wysoce inteligentnych, został obalony już jakiś czas temu. Wciąż jednak sporo osób planujących własny biznes, zastanawia się nad powodami swoich niepowodzeń. O szczęściu już było, dzisiaj o mniej nieuchwytnych czynnikach – z psychologiem biznesu, Piotrem Mosakiem.

 

Agnieszka Sielańczyk: Czy istnieje osobowość sukcesu?
Piotr Mosak: Myślę, że osobowość jako taka nie, bo mamy zbyt dużą złożoność osobowości, nadal odkrywamy niektóre jej elementy, a z niektórych wciąż nie zdajemy sobie sprawy lub nie wiemy jak je nazwać. Na pewno natomiast istnieją cechy czy umiejętności, które pomagają nam odnieść sukces. Przy czym należy zauważyć, że ten sukces jest inny w zależności od czasów historycznych, w jakich żyjemy, jakie mamy okoliczności wokół siebie, możliwości. W kulturze zachodniej jest obecnie tak, że największe sukcesy odnoszą osoby, które są pracowite. I uwaga – nie oznacza to ciężkiej pracy pozbawiającej czasu na rozwój i kreację. Chodzi o ludzi, którzy są otwarci, odważni, mają pomysły, ale jednocześnie nie muszą być genialni, żeby czegoś w życiu dokonać. Cechuje ich za to konsekwencja i pracowitość na zasadzie wytrwałości w działaniu, nie zapracowywaniu się kosztem zdrowia i życia prywatnego. Różnica między nimi a geniuszami jest taka, że osobom wysoko inteligentnym zdarza się uczyć prokrastynacji, czyli tendencji do przekładania wszystkiego na później. Kilka razy w życiu zrobili coś na ostatnią chwilę, udało się i to doświadczenie dowodzi, że nie trzeba być systematycznym. Tymczasem systematyczność i konsekwencja na pewno koreluje z sukcesem.

Mam niepokojące wrażenie, że spora część moich zawodowych znajomych, ze mną włącznie, należy do tej grupy. I wszyscy żyją i pracują.
(śmiech) O ile takie osoby mają niewielkie czy średnie zawodowe wyzwania i ta prokrastynacja nie jest w ich życiu tragedią i daje im możliwość funkcjonowania, to już wejście w większą odpowiedzialność czy większy biznes powoduje, że osoby z tą cechą z niego wypadają. Przeżywają ogromny stres, przeżywają ogromne emocje i to ich wyklucza.

Polak wie wszystko lepiej. Hasło „nie znam się, więc się wypowiem” mogłoby znaleźć się pod naszym godłem.

Mamy więc osoby bardzo inteligentne bez sukcesu, dodatkowo cierpiące z powodu, że tuż obok dużo mniej zdolny i wyjątkowy, wydawałoby się, znajomy znakomicie się rozwija zawodowo. Czasy się zmieniły i prawda jest taka, że większość osób z wysoką inteligencją bez pracowitości i skrupulatności niczego w życiu nie osiągnie lub dojdzie do maksymalnie średniego poziomu.

Zastanawiam się, jak do tego o czym rozmawiamy ma się propagowane od lat wychowywanie bezstresowe, czyli przekonywanie dziecka o jego inteligencji i świetności.
Polacy są krajem fachowców. Każdy Polak wie wszystko lepiej. Hasło nie znam się, więc się wypowiem mogłoby znaleźć się pod naszym godłem. Dowiadujemy się, że pozytywne wychowywanie z akceptacją, budowaniem własnej wartości jest dobre. I to jest fakt, to jest dobre. Problem polega na tym, że przeciętny Polak na tym kończy swoją wiedzę na ten temat. Tymczasem z nurtu wychowywania pozytywnego wynika najważniejszy fakt – nie wmawiamy dziecku, że jest wspaniałe, mądre i cokolwiek zrobi piszczymy ze szczęścia jako rodzice czy dziadkowie. Mówimy mu – dasz radę. Potrafisz to zrobić, potrafisz to osiągnąć, a przede wszystkim – potrafisz się tego nauczyć. Masz możliwości do tego, żeby przy odpowiednim wysiłku poradzić sobie ze wszystkim. To jest ogromna różnica w pojmowaniu wychowania pozytywnego i duży błąd polskich rodziców, czytających nagłówki artykułów.

Jako mama biorę sobie do serca, tymczasem zapytam o kolejne cechy przypisane ludziom sukcesu.
Kolejną cechą, która jest bardzo ważna na przykład w polskich realiach, jest spryt. To jest pewien rodzaj inteligencji, ale bardziej kojarzenia rzeczy, faktów, wyciągania wniosków. Dzięki tej umiejętności wiemy dokąd i do kogo pójść, w jaki sposób rozmawiać z różnymi ludźmi, jak się odnaleźć w każdej sytuacji. To pewna elastyczność i umiejętność dostosowywanie się. I znowu – osoba, która myśli: Nie odpuszczam, rozmawiam tylko z wykształconymi, inteligentnymi, równymi sobie – nie sprawdzi się już w biznesie.

Kolejna rzecz – odwaga. Ogromna odwaga, żeby spróbować. Często mówią o tym sportowcy – porażki są częścią ich życia i mogą je przeżyć, ale nie przeżyliby, gdyby nie spróbowali. Nie ma sukcesu bez próbowania. Jest cała masa ludzi, którzy mają genialne pomysły siedząc na kanapie i umierają we frustracji, że nigdy niczego nie zrobili, a mieli przecież tak fantastyczne koncepcje. Dzieje się tak z różnych powodów. Jednym z nich jest potrzeba posiadania przez nich stu procent szansy, żeby czegoś spróbować. Innym brak odwagi, by rzucić wszystko w kąt i wziąć hipotekę na dom, żeby zaryzykować. Ludzie sukcesu potrafią to zrobić. Dobrym przykładem jest Ray Kroc – założyciel McDonald’sa, który w pewnym momencie zastawił wszystko i był u progu tragedii. Jego późniejsze zachowania można różnie oceniać, ale ten moment był niezwykle odważny, wyjątkowy i zadecydował o sukcesie jego i firmy.

A jak ma się w tym zestawieniu upór?
Tutaj zderzamy się ze znaną formułką: Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! Próbuj, próbuj, aż w końcu ci się uda, dobiegniesz do tej mety, będą diamenty. Ja mówię – nie tędy droga. Od walenia głową w ścianę w pewnym momencie głowa zacznie boleć, a ściana jak stała, tak stoi. A tu chodzi o to, że osoby, które osiągają sukces sprawdzają owszem różne możliwości i są wytrwałe, ale nie kopią się z koniem. Są jak powiedziałem elastyczni, potrafią poszukiwać, zmieniać. Myślą – ok, w gastronomi nie umiem, pójdę w buty. Hmm, nie idzie mi w butach, spróbuję w doradztwie lub w IT. Nie jestem informatykiem, ale mam już umiejętność zarządzania. I okazuje się, że ten największy sukces po dwudziestu latach, faktycznie przychodzi w nieoczekiwanej dziedzinie. Natomiast niebezpieczne jest to, kiedy ktoś mówi sobie: musisz, musisz, musisz.  Jeśli to ci nie wyjdzie, to nic ci nie wyjdzie.

Potrzebny jest pewien rodzaj inteligencji, kojarzenia rzeczy, faktów, wyciągania wniosków.

Różni ludzie różnie przyjmują zawodowe porażki. Na czym to polega?
To jest wspomniany już problem z celami. Jeżeli celem jest, że muszę mieć restaurację, a ona mi nie idzie, ale ja ją muszę mieć, ale ona mi kompletnie nie idzie – to mamy problem. To może się oczywiście ostatecznie udać, ale właściciel na zawsze już pozostanie mistrzem zrobienia tej jednej restauracji. Natomiast, jeżeli mamy osobę, która doskonale potrafi sobie radzić na rynku biznesu, to jest to osoba, która szuka, analizuje, przelicza, zastanawia się. Wie, co oznacza dywersyfikacja, outsourcing i w sytuacji powyższej zamknie restaurację i otworzy nową działalność, bo chce funkcjonować w biznesie, a nie być właścicielem restauracji. To jest ogromna różnica. Startujący w biznesie bardzo często fiksują się na tę jedną, pierwszą koncepcję i dziedzinę, po czym kiedy nie wchodzi przeżywają tragedię. Jest to dla nich swoisty koniec świata. A tu właściwe jest podejście do biznesu, jak do ogromnej przestrzeni, w której istnieją miejsca jeszcze nie odkryte, do których można dotrzeć, można je sprawdzić. I to jest najlepsza i najważniejsza rada, jaką mogę przekazać młodym start-upowcom.


Piotr Mosak – psycholog. Własna działalność gospodarcza od ponad dwudziestu lat. Wykładowca UW, WSB w Poznaniu, MSBiF w Katowicach. Trener psychologii biznesu. Członek rady nadzorczej jednej ze spółek akcyjnych. Wychowawca w domu dziecka, społeczny kurator sądowy, nauczyciel WOS, edukator seksualny II stopnia, konsultant i ekspert. Prywatnie ojciec trójki dzieci.