📻 Piotr Maciążek: Energetyka po polsku, czyli Energiewende à rebours

Czy zapowiadana elektrownia atomowa stać będzie w morzu i mieć napęd na wiatr?

  1. miks energetyczny

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

Krajowy miks energetyczny przekształca się dziś doraźnie, pod wpływem jednostkowych decyzji rządu. Tych znanych opinii publicznej, jak i najprawdopodobniej tych podejmowanych bez rozgłosu, maskowanych modelem nierealnym do wprowadzenia. Brak szerszej, jasnej strategii rodzi coraz większe obawy co do przyszłości.

Dyskusja dotycząca kształtu miksu energetycznego Polski, a więc tego, jaki udział w wytwarzaniu energii w naszym kraju będą miały poszczególne źródła, toczy się w zasadzie nieustannie. Brak dziś większej konferencji branżowej, w ramach której choć jeden panel nie dotyczyłby tego zagadnienia. Kształt miksu ma bowiem kluczowe znaczenie dla rentowności całej gospodarki, której grożą dziś wysokie ceny energii, a więc utrata konkurencyjności. Głównym winowajcą jest niespotykane na skalę Europy uzależnienie naszego państwa od węgla, którego udział w strukturze wytwarzania musi zacząć spadać z powodu unijnej polityki klimatycznej i wyczerpywania się złóż, które są coraz trudniej dostępne.

Miks energetyczny nie powinien kształtować się na dziko

Mimo że kwestia struktury wytwarzania energii zdefiniuje przyszłość naszego kraju, to jednak nie znajduje to odzwierciedlenia w oficjalnej polityce rządu. Aż do dziś dokument Polityka Energetyczna Polski nie został zaktualizowany, a jego poprzednia wersja liczy sobie już cztery lata. W związku z tym – przynajmniej oficjalnie – nie wiadomo, jak będzie wyglądała struktura produkcji energii w niedalekiej przyszłości, gdy mocno spadnie udział węgla w energetycznym torcie naszego kraju. Rząd zasłania się w tej kwestii koniecznością uwzględnienia pakietu zimowego w swojej strategii. Czy słusznie?

Rynek nie cierpi próżni i nie czekając na Politykę Energetyczną, zaczyna sam ad hoc kształtować trendy, moszczące się niczym agresywna samosiejka w ogrodzie, od dłuższego czasu oczekującym na zajęcie się nim przez profesjonalnego ogrodnika.

Rosnąca rola gazu

Widać coraz wyraźniej, że niezwykle szybko rośnie krajowa konsumpcja gazu ziemnego. Według danych PGNiG wzrosła z 15 mld m3 w 2015 roku do 17 mld m3 w 2017 roku. Dynamika jest duża, a będzie jeszcze większa z powodu oddawania do użytku nowych elektrowni gazowych (we Włocławku należącej do PKN Orlen, w Stalowej Woli do Tauronu Wytwarzanie i PGNiG Termika w stolicy), walki ze smogiem czy gazyfikacji Polski, dzięki powstawaniu sieci wyspowych zasilanych LNG.

O zastępowaniu węgla gazem decydują nie tylko te trendy, ale także polityka. Oddanie do użytku gazociągu Baltic Pipe o przepustowości 10 mld m3 oraz rozbudowa gazoportu z 5 do 7,5 mld m3 mocy regazyfikacyjnych rocznie spowodują dodatkowy napływ surowca do Polski. Niewykluczone, że do naszego kraju będzie także dalej trafiał gaz rosyjski, tyle że po wypowiedzeniu kontraktu jamalskiego w ramach tzw. spotów (to zakup konkretnych ilości za określoną cenę). Wszystkie te zjawiska powodują, że mimo braku oficjalnej strategii energetycznej opracowanej przez rząd, gaz – zgodnie ze swoją fizyczną naturą – rozprzestrzenia się niemalże niewidocznie, ale szybko. Wyrasta niepostrzeżenie na źródło energii o dużej dynamice, którego udział w miksie będzie wzrastał.

Gaz może jednak – mimo że bezwonny, bezszelestny i niewidoczny – okazać się trujący. Ponieważ, jak wspomniałem, jest to wynik działań podejmowanych ad hoc, bez całościowego uwzględniania interesów gospodarczych Polski, rozwój energetyki gazowej może wiązać się z wieloma zagrożeniami, których dziś nikt nie diagnozuje. Gaz jest dużo bardziej emisyjny od odnawialnych źródeł energii i choć dziś mieści się w wizji pakietu zimowego, to jednak nie będzie tak zawsze. Tocząca się dyskusja klimatyczna dąży systematycznie do zaostrzania emisji w obrębie krajów członkowskich Unii Europejskiej. Dlatego wielce prawdopodobne jest, że w niedalekiej przyszłości także gaz spotka ostracyzm, analogiczny do tego, jaki dotyka dziś węgiel. Czy w tym kontekście nie lepiej byłoby uwzględnić takie ryzyko i wpisywać zmiany w obrębie polskiego miksu energetycznego w megatrendy unijne (a w pewnym sensie światowe)? Pewnie byłoby lepiej, ale mimo braku oficjalnej Polityki Energetycznej „mleko już się rozlało”.

Na tym przykładzie widać doskonale jak dużym błędem jest wstrzymywanie się przez Ministerstwo Energii z aktualizacją tego dokumentu. Z kunktatorstwa? Przerażenia odpowiedzialnością decyzyjną i jej konsekwencjami? Z powodów, których nam się nie wyjawia?

Morskie farmy wiatrowe zamiast atomu?

miks energetyczny

Drugim trendem, który może wkrótce przemodelować miks energetyczny są morskie farmy wiatrowe. W maju Polenergia sprzedała grupie Equinor (dawny Statoil) udziały w spółkach operujących na polskim Bałtyku. Coraz większe zainteresowanie inwestycjami na naszym morzu wykazują także firmy Donga (duńska) czy Vatenfall (szwedzka). Oczywiście plany te mają charakter wstępny, ale już dziś odciskają piętno na strukturze wytwarzania energii w Polsce.

Bardzo prawdopodobne, że uzyskanie finansowania unijnego dla podłączenia bałtyckich farm wiatrowych do krajowego systemu energetycznego spowoduje, że dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych będzie to priorytet inwestycyjny na północy kraju. Tym bardziej, że chodzi nie tylko o plany spółek państwowych, co jest ryzykowne z powodu ich finansowego wydrenowania w kierunki z energetyką często nie mające jakiegokolwiek związku, ale także zagranicznych graczy o dużym budżecie. W takim scenariuszu, ze względu na lokalizację wodnych wiatraków, okazać się może, że budowa w tym samym regionie geograficznym sieci na potrzeby mocno hipotetycznego projektu elektrowni jądrowej spadnie na dalszy plan. A to będzie już miało implikacje na znacznie szerszą skalę.

Brakujący dokument strategiczny w postaci Polityki Energetycznej Polski i w tym przypadku mógłby rozwiązać rodzące się dylematy. Tak się jednak nie dzieje… ze względu na ów brak. Tymczasem PSE już w tym roku muszą zgłosić w Komisji Europejskiej chęć uzyskania dofinansowania budowy sieci pod kątem morskich farm wiatrowych. Według mojej wiedzy już to robi bez rozgłosu, mimo że projekt ten nie jest kompatybilny (mówiąc oględnie) z forsowanym ponoć przez rząd atomem.

W przypadku farm morskich, jak i gazu, samoczynne kształtowanie się krajowego miksu bez spojrzenia całościowego na potrzeby gospodarcze kraju rodzi ryzyka. Do tej pory rząd informował, że budowa elektrowni jądrowej do 2030 roku spowoduje wypełnienie celów emisyjnych przez Polskę w ramach UE. Co się zatem stanie, jeśli inwestycja ta nie powstanie? Czy farmy morskie w połączeniu z rozwojem innych niskoemisyjnych źródeł energii będą mogły zastąpić tę wyrwę? Bo gaz wręcz przeciwnie, nie mówiąc już o wracającej, niczym hydrzy łeb, do przestrzeni informacyjnej kompletnie wstecznej idei nowych inwestycji związanych z węglem.

Energiewende à rebours, czyli energetyka po polsku

Czytelnicy wierzący dotąd w mit Prawa i Sprawiedliwości jako zwolennika centralnie zaplanowanej polityki gospodarczej, zwłaszcza w obszarach strategicznych, muszą przeżywać niemałe zdziwienie. To, co dzieje się na rynku źródeł energii zarówno obecnie, jak i  w najbliższej do wyobrażenia przyszłości, to chaos, nabieranie wody w usta, kompletny brak państwowotwórczej odpowiedzialności i drobne, a nie strategiczne, decyzje, których efekt może być niewspółmiernie wielki.

Brak szerszej strategii rodzi coraz większy niepokój. Co gorsze, można mieć obawy, że nawet jej powstanie nie gwarantowałoby stabilnego rozwoju gospodarki. Bo w Polsce strategiczne dokumenty zamiast wyznaczać kierunek zmian na ogół opisują, te które już zaszły. O fakcie, że w tym wszystkim pod uwagę bierze się tylko wielkoskalową energetykę państwową, czyli de facto partyjną, a kompletnie pomija prywatną, OZE czy narastającą z roku na rok moc energetyki obywatelskiej – prosumenckiej – i innych form rozproszonych, wspominam tylko z kronikarskiego obowiązku. Bo ta władza (ale to nie jest jakiś szczególny ewenement, w stosunku do poprzednich ekip, o czym czytelnicy REO doskonale wiedzą) po prostu tak ma.

W tym kontekście mimo wielu wad i często słusznej krytyki Energiewende (tzw. zielonej rewolucji ukierunkowanej na produkcję elektryczności z OZE) jednak wiele moglibyśmy się nauczyć od sąsiednich Niemiec. Dojrzałe państwa ustalają zasady gry, my jesteśmy w niej zaledwie uczestnikami. Niekoniecznie sprawiającymi wrażenie nadmiernie przytomnych.

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.