PERU: Niefajna strona haju

Homo narkoSapiens niszczy świat

Broniąc lasów tropikalnych zwykle myślimy o  pochłanianiu przez nie dwutlenku węgla albo o ich wycince na rzecz plantacji palmy oleistej. Okazuje się jednak, że zagraża im także narkobiznes.


Nowe paskudne zagrożenie

Lasy tropikalne Amazonii mierzą się z różnymi zagrożeniami ze strony ludzkiej cywilizacji. Kolejne z nich z pewnością wzbudzi w nas negatywne emocje. To uprawy koki, z której robi się jeden z najbardziej znanych narkotyków na świecie. Na południu Peru coraz bardziej dostrzegalne stają się spalone lasy i powstające w ich miejscu uprawy koki. Tam, gdzie las został wycięty legalnie dla uprawy kawy, też powstają narkotykowe planacje, które wypierają kawę.

W kontrze z uprawami koki stoi Park Narodowy Bahuaja-Sonene. Ten leżący u stóp Andów park usiany jest wzgórzami i dolinami rzecznymi, na których rośnie wiecznie zielony las tropikalny, będący częścią Amazonii. W lasach tych swoje ostoje mają tapiry, jaguary czy pumy.

Obszar między parkiem Bahuaja-Sonene a boliwijskim Madidi zajmują tereny rolnicze, gdzie w sielskie życie plantatorów kawy wkracza narkobiznes. Aby się do niego dostać trzeba pokonać nierówne błotniste drogi, pokonując liczne wzniesienia. Plantacje znajdują się na wysokości co najmniej 1500 metrów nad poziomem morza, gdzie klimat jest łagodny a deszcze obwite. To dobre miejsce dla uprawy kawy.

Ogołocone z lasu wzgórza, na których uprawia się kokę. Vanessa Romo/Mongabay
Kawa wypierana przez kokainę

Wielu rolników decyduje się na uprawę koki. Ci, którzy widzą szczęście w uprawie kawy i zachowaniu swej odwiecznej tradycji są już w zdecydowanej mniejszości. Chcąc rozmawiać z reporterami zza granicy, muszą pozostać anonimowi ze względu na przestępczy półświatek. Ludzie ci niechętnie przechodzą na uprawy koki, ale nie mają w sumie wyjścia. Ceny ziaren kawy w ostatnich latach mocno spadły. Za 46 kilogramów kawy plantator może dziś dostać około 90 dolarów, a jeszcze w latach 90. XX wieku było to dwa razy więcej.

Można już nawet mówić o kryzysie kawowym w prowincji Putina Punco na samym południu kraju. Stamtąd pochodzi kawa organiczna Tunki, która zdobyła wiele nagród, między innymi od Specjalistycznego Stowarzyszenia Kawy w Ameryce, tym samym znalazła się wśród najbardziej prestiżowych gatunków. Teraz jej miejsce zajmuje kokaina, która zasila lokalny narkobiznes.

Z powodu niskich cen kawy, kokaina staje się wyborem miejscowych rolników, którzy na uprawie koki zarobią więcej. Nie tylko znika ceniona między innymi u nas jedna z Arabic. Razem z nią znikają też kolejne połacie lasu. Dane satelitarne przeanalizowane przez naukowców z Uniwersytetu w Maryland nie pozostawiają złudzeń. Wypierające uprawy kawy plantacje koki wchodzą w granice parku Bahuaja-Sonene.

Lasy niszczone dla kokainy

Narkobiznes atakuje lasy, bo popyt na narkotyki rośnie na całym świecie. Poza samymi plantacjami, które sąsiadują z parkiem lub wchodzą w jego granice, tam gdzie rósł las swoje miejsce znajdują inne obiekty. Zaplecze przemysłu narkotykowego: laboratoria, linie produkcyjne, a nawet ukryte pośród lasów lotniska, z których wywozi się gotową do sprzedaży kokainę. Niewielkie samoloty, które nie potrzebują długiego pasa startowego a są w stanie wywieźć każdorazowo nawet 300 kilogramów narkotyku.

Dane satelitarne systemu monitorującego GLAD Uniwersytetu w Maryland wskazują na pogarszającą się sytuację lasów na południowym wschodzie Peru. Oczywiście dotyczy to także samego parku.

Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) opublikowało niedawno wyniki swoich obserwacji, które potwierdzają, że uprawy koki przyczyniły się do wzrostu wylesiania.

W 2016 roku z obszaru Parku Narodowego Bahuaja-Sonene zniknęło 118 hektarów lasów. W jego miejsce powstały nielegalne uprawy koki.

W 2017 roku to już 193 hektary. Według wstępnych szacunków w 2018 roku wylesianie zbliży się do wartości 500 hektarów. Na przestrzeni ostatnich dekad wycięto już wiele obszarów leśnych na terenie parku narodowego. Dane UNODC mówią o ponad 3 tysiącach hektarów.

Kristian Hölge, przedstawiciel Biura UNODC w Peru i Ekwadorze, zauważył, że cała dżungla w regionie Puno na południu Peru stała się jednym z ośrodków wrastającej w ostatnich latach produkcji kokainy. Nielegalne uprawy liści koki w tym regionie przekroczyły powierzchnię 5 tysięcy hektarów i są rozsiane w lasach tropikalnych przy granicy z Boliwią. Są to regiony trudnodostępne i słabo zaludnione, co zwiększa ich atrakcyjność dla narkobiznesu, bo utrudnia ściganie przestępców.

fot. flickr.com
Rdzewiejące plantacje kawy

Według biologa i ekologa Ernesto Ráeza Luny jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku dobrze miały się programy rozwoju produkcji kawy. Co więcej, uprawy te stanowiły dobrą alternatywę dla działań związanych z wylesianiem w parku. Jednak spadające w XXI wieku ceny kawy sprawiły, że jej uprawy zaczęły się załamywać. Do tego jeszcze doszły choroby, takie jak Hemileia Vastatrix, czyli rdza kawowa. Jest to grzyb, który atakuje liście kawowca i w ten sposób niszczy całą roślinę. Hemileia Vastatrix była odnotowywana już w XIX wieku, ale dopiero w ostatnich latach przybrała rozmiar światowej epidemii. Chorobową spiralę nakręca globalne ocieplenie.

według Międzynarodowej Organizacji Kawy, do 2050 roku połowa terenów, na których obecnie uprawia się kawowce nie będzie się do tego nadawać.

Simón, chcący zachować anonimowość plantator, wspomina przeszłość, powoli popijając parującą kawę z glinianego kubka. – Jest Madidi i trochę dalej jest Park Bahuaja – powiedział, wskazując w kierunku drugiej strony gór pokrytych deszczem chmur. – Kiedy byłem dzieckiem, była tu tylko kawa. Mój ojciec wysyłał mnie 50 lat temu z osłem do Putiny, bym zawoził artykuły spożywcze i worki z kawą. Robotnicy ustawili się w kolejce do pracy w gospodarstwie, aby codziennie pracować. W 2012 plaga rdzy zniszczyła wszystko na swojej drodze. Simón ma już tylko jeden hektar, z którego miał szczęście wyprodukować około 720 kilogramów ziaren kawy. Za młodu uprawiał kawę na sześciu hektarach.

Lepsze ceny za kokę

Potem oczywiście doszła uprawa koki. Bardziej atrakcyjna i bardziej dochodowa niż kawa. Średnio jeden hektar koki może dać od 1200 do 1800 kilogramów liści. Ale można osiągnąć jeszcze lepsze wyniki, co przyznaje UNODC. Dla miejscowych to czysty zysk. Ci, którzy wciąż zajmują się kawą zarabiają dziennie 9-11 dolarów; ci, co wybrali kokę – około 40 dolarów.

Tworzy się pułapka biznesowa, w którą wpadają nie tylko miejscowi plantatorzy kawy, ale też lasy tropikalne. Już od kilku lat w sąsiedztwie lasów rozwija się przemysł narkotykowy, powstają nawet ekskluzywne domy, a ciężarówki jeżdżą w górę i w dół.

Krzew koki, fot. wikimedia.org
Szkodliwy narkotyk

Ziemia, na której uprawia się kokę jest degradowana w dwóch etapach.

1 Pierwszym jest wylesianie. Najpierw usuwa się krzewy, a następnie drzewa, które wywozi się ciężarówkami, potem czeka się aż upały wysuszą grunt. Powstaje pole, na którym sadzi się kokę.

2 Drugim etapem jest degradacja gleby. Koka tak samo jak inne monokultury zakwasza glebę, zmniejszając poziom składników odżywczych. Odzyskiwanie tych gleb jest procesem powolnym, zwłaszcza że nie są one dostosowane do intensywnego rolnictwa monokulturowego.

Przy okazji dochodzi problem powodzi i osunięć ziemi, bo tereny pokrywają doliny, wzgórza i same góry, bo uprawy sięgają nawet 2000 metrów nad poziomem morza. I choć władze Peru widzą problem i mają polityczną wolę przeciwdziałać temu, to trudno będzie wygrać. Konia z rzędem temu, kto zniszczy narkobiznes.

Według Kristiana Hölge, jeśli procedury walki z przemysłem narkotykowym zostaną dobrze rozplanowane, to problem jest możliwy do rozwiązania. – Konieczna jest kompleksowa interwencja państwa – powiedział Hölge.

Sytuacja nie musi być przegrana. Rolnicy przywiązani do tradycji jak Simón mają nadzieję, że to się zmieni. Hernán Tito z Centralnej Spółdzielni Rolniczej Dolin Sandii nie akceptuje tego, co się dzieje. – Powiedziałem młodym ludziom, żeby nie uprawiali tak dużo koki, a za to przynajmniej trochę kawy – powiedział. – A jeśli masz kokę, to przestań wycinać drzewa. To, co masz ci wystarczy. Trzymając filiżankę kawy w dłoniach, odwraca się w kierunku swoich młodych roślin i patrzy na nie z nadzieją. – Dzięki odmianie Tunki mamy teraz dobrą reputację w uprawianiu wspaniałej kawy, i mamy obowiązek to kontynuować.

Przykład Peru pokazuje, że kokaina ma potrójną szkodliwość. Pierwszą z nich znamy, to narkomania i wszystko, co się z nią wiąże. Teraz dochodzi deforestacja obfitujących w różnorodność biologiczną lasów deszczowych Amazonii. A na dokładkę, zanik tradycji uprawy kawy, którą my na Zachodzie tak bardzo cenimy.

Źródło: news.mongabay.com



Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.