📻 INŻYNIERIA SPOŁECZNA. I jej skutki

Paweł Wowra o tragicznej historii Chin i jej ciagu dalszym

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito (18’57”)

Restrykcyjne zmuszanie do aborcji, przymusowe limitowanie wielkości rodziny, nieprzemyślana polityka, która według szacunków pozbawiła Chiny około 300 mln istnień ludzkich? Czy może raczej wyrachowana taktyka przekształcenia społeczeństwa i wzbogacenia się państwa służąca koniec końców obywatelom?  

Polityka jednego dziecka  nieodzownie kojarzy się z Chinami. Wdrożona po śmierci Mao Zedonga była, obok polityki otwartych drzwi, najważniejszym katalizatorem wielkich przekształceń gospodarczych i społecznych w Państwie Środka. Przez 37 lat kraj ten doświadczał masowego programowania, które dokonało rewolucyjnych zmian w społeczeństwie i modelu rodziny. Jak to wyglądało w rzeczywistości? 

Plakaty promujace w drugiej połowie lat 70. oraz w 80. politykę kontroli urodzeń
Od egalitaryzmu do kultu jednostki

Komunizm w ujęciu Mao głosił powszechną równość i spójność społeczną. Wiodącą zasadą był egalitaryzm. Wszyscy powinni byli stanowić jedną masę, która zmierzała do tego samego celu i pracowała dla dobra ogółu. Ideą było nie wytwarzanie kapitału na poziome osoby, ale gromadzenie dobra wspólnego, które miało być później redystrybuowane w dół, w imię równości. Okres ten wyprodukował miliony wspólnych losów: każdy miał przysłużyć się idei, w ten sposób budując rozwój i wspólny dobrobyt.

Mao widział w rosnącej populacji jedynie pozytywy – większą liczbę rąk do pracy na rzecz idei komunizmu.

Wraz z śmiercią przywódcy w 1976 roku nastąpiło całkowite zerwanie z egalitaryzmem na rzecz społecznego elitaryzmu. Dygnitarze partyjni, formalnie utrzymując i gloryfikując ideologię Mao, w rzeczywistości całkowicie od niej odeszli. Rewolucyjne zmiany dotknęły w pierwszej kolejności gospodarkę, o czym pisałem już tu. Głęboko wpłynęły też na model społeczny i rodzinny. Kult spójności i dobra wspólnego został zastąpiony kultem jednostki i interesu indywidualnego. Od tego momentu każdy musiał zadbać sam o siebie i nie liczyć na innych. Zmiany te zostały odpowiednio dostosowane do idei socjalistycznej. Nowi dygnitarze, na czele z Deng Xiaopingiem, wskazywali, że socjalizm, którego nie można zjeść, nie jest odwzorowaniem idei mającej zapewnić dobrobyt każdemu. Stwierdzili, że Chiny znajdują się na początku drogi do socjalizmu, który to faktycznie nastąpi za 100 lat. Priorytetem jest więc wzbogacenie się państwa poprzez pracę ludzi – a skoro to ona decyduje o wspólnym dobrobycie, nie ma nic złego w przedsiębiorczości i bogaceniu się. Jednocześnie wyżej od interesu ogółu i jednostki stawiano interes państwa, z wiodącą rolą autorytarnej partii. Dopuszczano jak dotąd możliwość ograniczenia praw jednostki ale i brak wsparcia dla najbiedniejszych, póki państwo nie będzie na tyle silne, by zapewnić opiekę najsłabszym: najstarszym, najbiedniejszym i najmłodszym.

Pomnik Mao w Pekinie

Tak rozumiany elitaryzm zaczął rodzić ogromne rozwarstwienia społeczne. Zrodził także różne losy ludzkie. Chiny od kraju miliona wspólnych losów stały się krajem ogromnych kontrastów. Dygnitarze partyjni zauważyli, że zbyt szybki przyrost naturalny jest przeszkodą w bogaceniu się państwa, które nigdy nie będzie w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu życia tak szybko rosnącej populacji. Łatwiej również stworzyć jedną, spójną i bogatą klasę społeczną w sytuacji, w której najbogatsi nie rozdzielają swych dóbr pośród wielu potomków.

Obraz po latach

Należy podkreślić, że tłumacząc wprost z chińskiego, nazwa polityka jednego dziecka nie jest adekwatna. Należy mówić o polityce kontroli urodzeń. W momencie jej wprowadzenia – w 1979 roku – rzeczywiście miała ona na celu przymuszenie obywateli do posiadania jednego dziecka, jednak szybko została przekształcona. Już na samym początku władze ugięły się pod naciskiem wsi i pozwoliły ludziom tam mieszkającym posiadać więcej niż jedno dziecko. To samo dotyczyło mniejszości etnicznych, a nawet mieszkańców miast, których pierwszym dzieckiem była dziewczynka. W końcu okazało się, że model rodziny 2+1 objął niewiele i aż ponad 35% chińskich rodzin.

Mimo to Europejczyk będący w XXI wieku w Chinach i zawierający kolejne znajomości w zdecydowanej większości trafia w pokoleniu urodzonym po 1979 roju na jedynaków. Dlaczego?

Europejczyk, czy obywatel USA w Chinach to biznesmen, student, turysta – osoba, która ma zdecydowanie więcej pieniędzy niż przeciętny Chińczyk. Przybysz studiuje lub odwiedza Pekin, Szanghaj, Tiencin czy, jak to było w moim przypadku, Shenyang. To ogromne i bogate miasta, w których poziom życia w niczym nie ustępuje rozwiniętym krajom Europy, a coraz częściej zostawia je w tyle (mieszkanie w Pekinie kosztuje już niemal tyle co… na Manhattanie). Poznajemy tam młodych Chińczyków, którym zagwarantowano świetne warunki życia, dostęp do kosztownej edukacji i opieki zdrowotnej. Są otwarci na świat i bardziej zachodni, niż może nam się wydawać. Dlaczego jedynacy? Bo

posiadanie dziecka w Chinach kosztuje krocie. A jeśli coś kosztuje, to lepiej nie mieć tego dużo.

Podany procent (35) wydaje się niezbyt wysoki w stosunku do legendy/niewiedzy na świecie o stuprocentoeym modelu rodziny z tylko jednym potomkiem, ale nie zmienia prawdy o brutalnych praktykach, które były powszechnie stosowane w celu limitowania urodzeń.

37 lat tej polityki zna wiele tragicznych losów ludzkich. Posiadanie więcej niż jednego dziecka było możliwe, jednak było obarczone niebotycznie wysokimi karami finansowymi. Odstraszały nie tylko one, lecz także rosnące koszty utrzymania dzieci, powstałe wobec braku opieki państwa.

Ludzie niczyi

W owym czasie chińskie społeczeństwo dopiero się bogaciło i mało kto mógł sobie pozwolić na naruszenie norm w tym zakresie. Matki, które spodziewały się drugiego dziecka, stawały przed wstrząsającym wyborem: urodzić i narazić się na niemożliwą do zapłacenia karę czy dokonać aborcji? Jeżeli ciąży nie dało się ukryć, powszechne było przymuszanie do aborcji. Dzieci, które urodziły się drugie lub trzecie, często były sprzedawane albo porzucane (!).

Pojawiła się także grupa ludzi, którzy w świetle prawa byli nikim. Wobec limitowania liczby dzieci zdarzało się, że rodzice dla uniknięcia kar finansowych nie rejestrowali urodzeń. Takie dzieci nie mogły otrzymać żadnych dokumentów, ergo były zmuszone żyć poza systemem. Nie mogły korzystać z opieki zdrowotnej, szkolnictwa, znaleźć pracy – były to dzieci ulicy, ludzie niczyi, formalnie nieistniejący.

Zmiany społeczne

Wobec limitowania wielkości rodziny dla rodziców niezwykle ważne stało się posiadanie męskiego potomka. Narodziny chłopczyka uważano za sukces, a przyjście na świat dziewczynki nieraz było tragedią. W najlepszym wypadku matki, które mogły sobie pozwolić na sprawdzenie płci dziecka przed porodem, gdy okazywało się, że jest dziewczynką – dokonywały aborcji. Była to tak powszechna praktyka, że rząd zakazał ujawniania płci dziecka przed jego narodzinami. Znacznie bardziej tragiczny los czekał biedne matki. Wobec braku dostępu do opieki medycznej dla kobiet w ciąży nieraz nie znały one płci dziecka do momentu jego narodzin. Nowo narodzone dziewczynki porzucano, a nawet… zabijano. Z pewnością trudno nam sobie wyobrazić, by człowiek dla zabezpieczenia własnej egzystencji, wobec przymusu państwowego, stawał przed tak trudnym wyborem moralnym. Realia tamtych czasów są straszne, a los zgotowany milionom rodziców, schematycznie myśląc – głównie kobiet, szokuje.

Równie szokujące w tym kontekście są słowa jednego z moich chińskich przyjaciół. Powiedział, że aby zarządzać tak wielkim społeczeństwem, nieraz trzeba myśleć o prawach człowieka w innych kategoriach, a nieraz je omijać. Porównał to do pekińskiego metra, w którym nikt nie myśli o nietykalności osobistej innej osoby. Pracownicy odpowiedzialni za wciskanie ludzi do wagonów czynią to z użyciem siły fizycznej, a walka o miejsce odbywa się wśród przepychanek, z głową zwieszoną w dół.

 Co z tymi, którzy się nie zmieszczą lub nie wywalczą sobie miejsca w wagonie? Zostają na peronie i nie jadą dalej.

Armia małych cesarzy

To, w jakim miejscu dziecko się urodziło, z jakiej rodziny pochodzi i na ile mogła ona w nie zainwestować, warunkowało całe jego życie: dostęp do opieki zdrowotnej, bardzo kosztownej edukacji lub szanse na przyszłe zatrudnienie. Dopuszczenie do systemu edukacji i porządnej opieki zdrowotnej jedynie bogatej części społeczeństwa spowodowało jego rozwarstwienie. Rodzice urodzeni w miastach zarabiali na odpowiednim poziomie i mogli sobie pozwolić, by łożyć na kolejne kursy języka, matematyki czy kaligrafii dla swoich pociech. W rzeczywistości tworzyli nową dziecięcą klasę – małych cesarzy.

Pojęcie to oznacza pochodzącego z bogatej rodziny jedynaka, w którego inwestuje się duże pieniądze, dla którego robi się wszystko i któremu na wszystko się pozwala. Dziś dorośli mali cesarzowie tworzą grupę bogatych i wpływowych ludzi, a ich dzieci – urodzone przecież jeszcze podczas trwania polityki jednego dziecka – także są w ten sposób traktowane. Zgodnie z chińskim powiedzeniem: Pracujący umysłem rządzą ludźmi, pracujący fizycznie są przez ludzi rządzeni. Reasumując: mimo powszechnemu protestowi i niechęci społeczeństwa prawie 40 lat temu i w następnych dekadach wobec Programu, z biegiem czasu rodzice z klas bogatszych przyzwyczaili się do takiego modelu i rodzin, gdzie świadomą decyzją jest jedynak, jest coraz więcej.

Na drugim biegunie znajdują się dzieci pochodzące ze wsi i te, których rodzice zdecydowali się na emigrację, by opłacić przynajmniej podstawową edukację dziecka; którzy oddawali się powszechnej praktyce sprzedawania krwi, aby mieć za co wyżywić rodzinę; którzy pozostałe potomstwo sprzedali, oddali lub porzucili. Są to także dzieci, które wyjechały z rodzinami do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Zetknęły się tam jednak ze ścianą – niedopuszczeniem ich do publicznych szkół, dyskryminującym i gorszącym traktowaniem przez rówieśników. Z życiem na ulicy i żebractwem.

Nowe Chiny

Kraj, w którym liczba potomstwa była tradycyjnie wysoka, a rodziny były wielopokoleniowe, zmienił się nie do poznania. Posiadanie dużej liczby dzieci było nielegalne, a nawet gdy ktoś mógł sobie na to pozwolić – okazało się nieopłacalne. Modelem chińskiej rodziny stał się europejski DINK – double income no kids. Zmiana ta wydaje się naturalna w bogacących się społeczeństwach – przecież w Europie też kiedyś rodziny były liczniejsze. Model rodziny chińskiej został jednak przekształcony w ciągu 30 lat, na przestrzeni pokolenia, podczas gdy na Starym Kontynencie proces ten trwał od czasów rewolucji przemysłowej. Tak dynamiczna zmiana przyniosła w Chinach problem w postaci zbyt szybko starzejącego się społeczeństwa.

Zauważyło to państwo, najpierw uchylając politykę jednego dziecka, a obecnie – jak na ironię – nawołując obywateli do posiadania więcej niż jednego potomka!!!

Chiny wkroczyły w XXI wiek z ogromnym bagażem problemów społecznych. Za politykę kontroli urodzeń zapłaciły głębokimi patologiami społecznymi, nielegalnymi aborcjami w pseudoklinikach, porzucaniem i handlem dziećmi, zatrudnianiem ich w fabrykach czy największą na świecie różnicą między liczbą kobiet i mężczyzn (ok. 54 mężczyzn na 46 kobiet). Do tego dochodzi dewastacja środowiska naturalnego odpowiedzialna za wiele chorób genetycznych. Wystarczy wskazać, że jeszcze w 2010 roku w Chinach co 30 sekund rodziło sie dziecko z wadą wrodzoną.

To 7% ogółu urodzeń, podczas gdy średnia WHO wynosi 3-5%. Rozwarstwienie społeczne stało się wysokie – i takie się utrzymuje. Według współczynnika Giniego, gdzie 0 to idealnie równe społeczeństwo, a 100 to społeczeństwo dychotomicznie podzielone na biednych i bogatych, Chiny w roku 2008 osiągnęły wynik 42,8. Dla porównania – w USA, gdzie także mamy do czynienia z dużym rozwarstwieniem społecznym, w tym czasie współczynnik ten wynosił 40,4. Przy czym Stany rozwarstwiały się stopniowo, a Państwo Środka zapracowało na taki wynik drogą rewolucji gospodarczej. Rodzi to niebezpieczną sytuację – w bliskiej przyszłości rozwarstwienie może szybko osiągnąć poziom krytyczny.

fot. pixabay.com, 1588877
Czas redystrybucji

Cena to wysoka, nie do zaakceptowania według wartości europejskich, niemoralna. Jednak co się wydarzyło w XXI wieku? Państwo chińskie rozwinęło się, stało się bogate, silne, z wielkim eksportem i ogromnym potencjałem finansowym. Socjalizm, zdaniem partyjnych dygnitarzy, wreszcie znalazł się w miejscu, w którym mógł odkupić winy i zadośćuczynić obywatelom. Z silnym rządem, zdolnym do centralnego kierowania całym gigantycznej skali państwem, Chiny wypowiedziały wojnę biedzie. Jeszcze w roku 2000 zatrważająca liczba obywateli, bo aż 40%, musiała żyć za mniej niż 2 dolary dziennie, a niewiele mniejszy odsetek społeczeństwa żył poniżej krajowego poziomu ubóstwa. Zgodnie z danymi Banku Światowego, dostępnymi niestety jedynie do 2014 roku, a więc w przypadku dynamiki Chin AŻ cztery lata temu – procent ten spadł do… 1,4. Z kolei z oficjalnych danych wynika, że obecnie już nie 40% obywateli żyje poniżej krajowego poziomu ubóstwa, a jedynie 10 milionów, co stanowi… 0,7% ludności (w Chinach poziom ubóstwa to przychód mniejszy niż 400 dolarów rocznie).

Strona REO poświęcona głównie środowisku i ratowaniu Planety musi i chce podkreślić olbrzymi pozytyw Chińskiej Republiki Ludowej ostatnich lat, to również sprawa błędnie, mitycznie a przede wszystkim nieaktualnie widziana i oceniana na świecie. Państwo Środka mianowicie jest jednym z tych, które najbardziej aktywnie działają na rzecz środowiska. Jeszcze niedawno 16 spośród 20 najbardziej zanieczyszczonych miast świata leżało w Chinach, dziś 14 to miasta indyjskie. Chiny z początkiem XXI wieku potroiły ilość żywności GMO,

Hodowle genetycznie modyfikowane bardzo pozytywnie wpłynęły na rozwój tamtejszego społeczeństwa

stając się samowystarczalnymi w kwestii produkcji żywności (ponadto 7% terenów agrarnych żywi 20% populacji globu). Teraz jednak powoli przenoszą obciążenie zapewnienia żywności swoim obywatelom do Azji Centralnej i Afryki, zwiększając przy tym import europejskiej żywności. Powód? Znów ten sam: pieniądze. Bogatsze społeczeństwo, zwłaszcza w miastach, chce jeść lepiej, a rząd ma dbać o środowisko i swoich obywateli.

Znacząco poprawia się poziom edukacji. Już teraz ponad 99% dzieci kończy przynajmniej szkołę podstawową. Wyraźnie spadł także poziom analfabetyzmu (w 2015 roku do 96,4%). Chiny zainteresowały się także zdrowiem obywateli. Skutecznie walczą o obniżenie przytoczonych wcześniej wyników dotyczących urodzeń niepełnosprawnych noworodków, a jednocześnie przeznaczają coraz więcej PKB na zdrowie publiczne (w 2016 roku 6,23%). Śmiertelność dzieci do lat 5, którą przyjmuje się za wyznacznik stanu sanitarnego państwa, także szybko się zmniejsza, ale wynik wciąż stawia Chiny wśród krajów rozwijających się, a nie rozwiniętych.

Nowoczesność sporych rejonów Chin robi piorunujące wrażenie. To jednak nie cała prawda o zamożności ChRL

Tak korzystna sytuacja jest skutkiem nagromadzenia bogactwa narodowego w okresie wzrostu, które następnie może być redystrybuowane w dół – do warstw potrzebujących. Chiny osiągnęły sukces w wyżej opisanych przeobrażeniach społecznych dzięki korzystnej koniunkturze, którą jednak zagwarantowały sobie same, stosując zatrważające praktyki w okresie obowiązywania polityki jednego dziecka. Nałożył się na to bonus demograficzny – okres, w którym odsetek zawodowo czynnych obywateli był bardzo wysoki. On to wraz z limitowaniem urodzeń ułatwił dystrybucję bogactwa narodowego.



Mijają dopiero trzy lata, od kiedy Chiny zrezygnowały z polityki jednego dziecka. Na rozliczenie tego okresu, wnioski i refleksje chińskiego społeczeństwa i jego władz przyjdzie nam zapewne jeszcze poczekać. Wydaje mnie się, że droga, którą podążają obecnie Chiny, jest próbą wyrównania rachunków i zrekompensowania obywatelom wszystkiego, co wycierpieli na rzecz tego wielkiego i potężnego państwa. Poczynając od objęcia władzy przez komunistów Mao w 1949 roku, przez trudne doświadczenia wielkiego skoku do komunizmu aż po gwałtowne przeobrażenia gospodarcze i społeczne, realizowane także przez politykę jednego dziecka. Pomimo sukcesów, którym nie da się zaprzeczyć, wciąż pozostaje pytanie, czy droga, którą obrały Chiny, była jedyną możliwą? Czy cena za przemiany, którą zapłaciły masy Chińczyków, nie okazała się za wysoka?


REO POLECA

📻 ZATRZYMAĆ ZNISZCZENIA TRUMPA! Wskazują je wszelkie znaki