📻 REO WIZJONERZY: Nikola Tesla – fascynujące życie oraz gorzkie refleksje (także do posłuchania)

Niełatwo być wizjonerem. Za życia

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście (czyta Paweł Sito):



Z dużym zdziwieniem czytam, że dla autorów polskich słowników wyraz wizjoner bardziej pasuje do jasnowidza Jackowskiego lub dzieciątek z Fatimy czy Medjugorie niż do Billa Gatesa, Juliusza Verne’a czy Le Corbusiera.

Wielka wiedza, przenikliwa inteligencja, odwaga myślenia w poprzek i olbrzymia kreatywność, a w drugim wariancie: głęboka religijność, przechodzenie w odpowiednim momencie wiejską dróżką bądź męczące myśli przenoszące gdzie indziej z domniemaniem, że to odkrywanie prawdy. Które z tych cech bardziej predysponują do bycia nazywanym tak wyróżniającym tytułem? Żeby nie było wątpliwości: nie podkpiwam z osób mających mistyczne widzenia albo ponadnormalne zdolności mózgu. Bez względu na to, czy powiemy, że prowadzą do halucynacji, omamów, czy że dają dostęp do hiperrzeczywistości.

Przeczytaj fascynującą opowieść Weroniki Kostrzanowskiej o wybitnym odkrywcy, lub posłuchaj jej w wersji audio otwierając poniższy link:

📻 Weronika Kostrzanowska: Nikola Tesla – posłaniec przyszłości

Wizjonerzy, których sylwetki przedstawiamy w REO, to ludzie mający talent do przewidywania trendów przyszłości. Potrzeb, zwyczajów, postępu – zjawisk, jakie wydarzą się kiedyś. Co za tym idzie, umieją spojrzeć na teraźniejszość z perspektywy historycznej i nie brnąć w to, co nieistotne, a szukać, odkrywać, kreować, tworzyć, wymyślać przyszłe. To prekursorzy, pionierzy z licencją na uznanie. W latach późniejszych oczywiście. Dla ówczesnych to często ekscentrycy, szaleńcy, mitomani, odszczepieńcy.

Nikola Tesla był zdeterminowany do przekonywania świata o wyższości odnawialnych źródeł: wiatru, słońca, morskich pływów itp.

Wspólnota czasu i miejsca za wizjonerów prędzej uzna tych, którzy przewidzą III wojnę światową, Polskę jako potęgę światową równą Chinom, czy Apokalipsę tuż, niż tych, którzy mówić będą o rzeczach niewidzianych dotąd, wszak – jak świat światem – bardziej lubimy piosenki znane.

Po lekturze jednego z tekstów naszego cyklu, Nikola Tesla – posłaniec przyszłości Weroniki Kostrzanowskiej, poza dumą rozpierającą serce, że takie lektury daje swoim czytelnikom REO, zawładnęły mną również zgoła inne emocje. Precyzyjnie mówiąc jedna, ale dotycząca różnych aspektów. To żal.

Żal najmniejszy żywię do przedsiębiorców, elit czy mediów sprzed stu kilkudziesięciu lat. Okazuje się, że mechanizm wykreowania gwiazdy, ogrzewania się w jej świetle, korzystania na popularności, to nie patent znanych nam tanich gazet sensacyjnych. To znaczy jak najbardziej też, ale działający w najlepsze tak teraz, jak już dwa wieki temu. Finalna jego faza to zmiana podejścia, wyśmiewanie się, wyparcie wcześniejszego wsparcia i czekanie na porażkę. Żal niezbyt wielki – wszak sam napisałem wcześniej, że na zbyt wiele od żyjących w czasie działalności ludzi przyszłości liczyć nie należy. A jednak złości świadomość, że nie musieliśmy ładować się, na stulecie z hakiem, w źródła energii powodujące degradację środowiska. Bo nasz bohater był zdeterminowany do przekonywania świata o wyższości odnawialnych źródeł: wiatru, słońca, morskich pływów itp. Fotowoltaika, wiatraki i turbiny oceaniczne musiały jednak długo czekać na zaistnienie w ludzkiej świadomości jako dobra strona mocy. Pomyśleć, że ponad sto lat temu mogło już egzystować REO… Oczywiście nie w internecie, na to nasi antenaci musieliby poczekać, ale pewnie niedługo, skoro smartfon ze swoimi wszystkimi podstawowymi funkcjami był zapowiedziany światu przez Teslę, jakby miał zdolności przenoszenia się w czasie.

Kimże jest Edison przy wynalazkach Tesli otwierających na świat prąd zmienny i świat na ten rodzaj energii.

Drugi żal skierowany jest do zawiadowców polskiej edukacji. Dlaczego (tu cisną się słowa nielicujące z tytułem rubryki) wraz z koleżankami i kolegami uczyliśmy się, że radio było wynalazkiem Guglielmo Marconiego, mimo że już w roku 1900 pisano, że nadawanie i odbieranie sygnałów przez Marconiego za pomocą oscylacji elektrycznych nie jest niczym nowym. W Ameryce sławny inżynier Nikola Tesla przeprowadził identyczne eksperymenty w 1893, a pół roku po śmierci autora 17 patentów na ten temat, amerykański sąd najwyższy odebrał Marconiemu tytuł wynalazcy radia, zwrócił zaś honor i patent Nikoli Tesli. Przydało mu się to co prawda – i to dosłownie – jak umarłemu kadzidło, ale nie w kontekście biograficznym to piszę. Chcę wiedzieć, dlaczego autorzy programów nauczania w szkołach PRL nie przyjęli ani cytowanych tu słów z początku poprzedniego wieku, ani ostatecznych instytucjonalnych decyzji o tym, kto jest wynalazcą radia? I tak dzielę się tym niedawno z autorką tekstu – świeżą absolwentką studiów wyższych, na co słyszę: to nie tylko w PRL-u nie uczyli tego, nas – teraz – również. Przypominam sobie jeszcze z dzieciństwa mój ulubiony typ książek – o odkryciach i o wynalazcach. Edison przedstawiany jest w nich jako wielki człowiek także świata energii elektrycznej. Mimo swojej wizytówki – cuchnącego, marnotrawnego i zawodnego prądu stałego, który czymże jest przy wynalazkach Tesli otwierających na świat prąd zmienny i świat na ten rodzaj energii. Historii oszukania asystenta, młodego Nikoli i niewypłaceniu mu 50 tys. dolarów z tłumaczeniem się, że to był tylko żart, też trudno było dowiedzieć się z iście hagiograficznych tekstów o wynalazcy żarówki.

I trzecia sprawa, która nie podoba mi się w sprawie Serba… Ano właśnie: Serba czy Chorwata? Przez kilkadziesiąt lat powiedziałoby się Jugosłowianina i to zgasiłoby potencjalne spory. A sprzeczka między obu krajami jest. Niby urodził się na terenach dzisiejszej Chorwacji, ale w rodzinie prawosławnej, a więc wychowany był w serbskim duchu. Szukając ostatnio w google ilustracji do tekstu o krwawym serbskim przywódcy Slobodanie Miloszewiczu, najbardziej potrzebowałem zdjęć z protestów przeciw despocie. Nie wiem, jak na dalszych stronach wyszukiwarki, ale kilkadziesiąt linków na początku to dokumentacja manifestacji poparcia dla dyktatora i hasła nienawiści do USA. Taki to ogląd kraju chcą przedstawiać Serbowie. Dlaczego nie chcą partycypować w obecnej modzie na Teslę, zapoczątkowanej decyzją Elona Muska o takiej nazwie dla czołowej marki aut elektrycznych? Dlaczego nie zamienią go na jedno wielkie Muzeum Tesli? Czy ludzkość dzieli się na nacje wojny i pokoju? Jeśli tak, to dlaczego nie zrobią u siebie Teslalandu Chorwaci?

Skąd ten tekst? Otóż jest mi wstyd, że o tak wybitnym naukowcu zacząłem słyszeć więcej dopiero w ostatnich latach. Żałuję, że tak fascynujących artykułów, jak nasz dzisiejszy nie było mi dane czytać w wieku, w którym nabyta wiedza o takich postaciach potrafi wpłynąć na kształt życia czytelnika. Tak się składa, że w moim przypadku był to wiek XX.

Teraz po dogłębnym zapoznaniu się z historią Nikoli Tesli mogę nie zgodzić się z funkcjonującą szeroko kalką językową na jego temat. Co i raz przeczytać możemy, że otworzył on świat na XX wiek, że w czasie swoich największych sukcesów pod koniec XIX stulecia już był człowiekiem XX wieku.

Nieprawda. XXI to poprawny numer stulecia.