📻 REO PROGNOZA: Dziś ostatni raz bezkarnie pośpimy dłużej?

Dziś w nocy zmieniamy czas z letniego na zimowy. Czy ostatni raz pyta Paweł Krulikowski.

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



4,6 miliona Europejczyków oddało głos w ankiecie dotyczącej likwidacji obowiązku zmiany czasu z letniego na zimowy i odwrotnie. Miażdżąca większość 80% nie miała litości. 

Głównym celem przejścia na czas letni jest wzrost efektywnego wykorzystania światła dziennego przy jednoczesnym ograniczeniu zużycia prądu. Jak mantrę to jedno zdanie powtarzali zwolennicy dwukrotnego przestawiania zegarków w ciągu roku. Problem w tym, że za tym stwierdzeniem współcześnie nie szły żadne wiarygodne badania ekonomiczne. Kiedy w 1916 roku Niemcy wprowadzały powszechną zmianę czasu tryb życia i wykorzystywania energii elektrycznej zasadniczo różnił się od znanego nam w XXI wieku. Dzisiaj to już nie tylko pracujące w dzień fabryki przyczyniają się do ogromnego poboru i zużycia prądu. Urządzenia AGD, komputery, telewizory i wiele, wiele innych, wykorzystywanych niezależnie od pory dnia, całkowicie zaburzają sens uzależniania światła dziennego od zużycia prądu.

W skali całej Indiany na zmianie czasu mieszkańcy stracili ponad 8 mld dolarów.

To oczywiście rozważania tzw. chłopskiego rozumu. A jak jest naprawdę? Otóż – jeszcze gorzej. Dwanaście lat temu w stanie Indiana w USA pojawiła się silna grupa zwolenników zmiany czasu, którym przeszkadzał fakt, iż w większości Stanów Zjednoczonych zmiana czasu obowiązuje, zaś w Indianie do tej pory zegarki przestawiano tylko w kilku z 92 hrabstw. Zdecydowano więc, iż od wiosny 2006 roku czasowy absurd obejmie już cały stan, bez wyjątków. Efekt? Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego wytypowali reprezentatywną grupę, porównali rachunki za prąd i wyszło im niezbicie, że po zmianie czasu konsumenci płacili od 1 do 4% więcej za zużycie energii. W skali całej Indiany na zmianie czasu mieszkańcy stracili ponad 8 mld dolarów. Szczęśliwe mogły być tylko koncerny sprzedające energię elektryczną.

Po stronie strat trzeba również zapisać ogromne problemy, jakie ze zmianą czasu mają firmy transportowe. To one muszą dwa razy w roku obsłużyć zmianę rozkładów jazdy, dostosowywać połączenia do tego, by podróżni bezstresowo zyskali lub stracili po drodze godzinę. Zaś z czysto ludzkiego punktu widzenia – wszyscy znamy kogoś, kto cierpi na zimowe depresje i odbieranie mu wiosną całej godziny porannego słońca jest czynem co najmniej niegodnym. Podobnie jest z jednostkami, których zegar biologiczny trudno dostosowuje się do jakiejkolwiek zmiany. Gdyby przestawianie zegarków rzeczywiście miało uzasadnienie, można byłoby machnąć na nich wszystkich ręką. Ale w obecnej sytuacji nawet tak abstrakcyjnie wyselekcjonowana grupa interesariuszy ma po prostu rację.

80% głosujących nie widzi dalszego sensu utrzymywania zmiany czasu.

Nic dziwnego zatem, że w głosowaniu na oficjalnej stronie Komisji Europejskiej wzięło udział tak wielu zainteresowanych. Wynik również nie daje żadnej wątpliwości. 80% głosujących nie widzi dalszego sensu utrzymywania zmiany czasu. W piątek do wyników głosowania odniósł się Jean-Claude Juncker, który zapowiedział, że będzie rekomendował Komisji zniesienie obowiązku zmiany czasu.Bezsensownie byłoby najpierw pytać ludzi o zdanie, a potem, jeśli opinia większości się nie spodoba, nie zastosować się do niej – stwierdził przewodniczący KE.

Warto oczywiście zauważyć, że likwidacja zmiany czasu, odgórnie, dyrektywą Komisji, wcale nie oznaczałaby, że wszystkie państwa unijnej wspólnoty witałyby wschód słońca o tej samej porze. W Unii funkcjonują obecnie trzy strefy czasowe, a z kręgów decyzyjnych europejskich komisarzy wyłania się raczej negatywne podejście do ujednolicania zegarków Europy, od Lizbony po Tallin. Nie zmienia to faktu, że funkcjonujący od 1916 roku na Starym Kontynencie absurd wreszcie odszedłby do lamusa. Koniec z niezrozumiałym spaniem godzinę dłużej/krócej. I choć Europejczycy stracą wygodną wymówkę do jednorazowego solidnego spóźnienia się do pracy (nie przestawiłem budzika…), to zawsze warto pamiętać o słowach Prezesa nad Prezesami, Ryszarda Ochódzkiego. Ważne, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów.



REO poleca:

Leszek Kadej: Prąd drożeje. Ale czy podrożeje?

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.