REO POLSKA: Paweł Krulikowski – Patrz trochę szerzej!

Wybory samorządowe 2018: gra idzie o chodniki, a nie stołki

Oficjalnie rozpoczęła się kampania samorządowa. Zbliżające się wybory to doskonała okazja do zainteresowania się swoim otoczeniem i odcięcia się od wielkiej polityki. Dla lepszego jutra.  

Rano zaatakowała mnie na Twitterze informacja, iż jeden z kandydatów na prezydenta z  dużej partii postanowił w ramach kampanii zwrócić się do prokuratury z wnioskiem o delegalizację ONR-u. Uzasadnienie? Koniec z faszyzmem w Warszawie. Z jednej strony to chwalebne ze strony tegoż challengera, ale z drugiej – co ma piernik do wiatraka? Dlaczego w ramach tak istotnej dla przyszłości małych ojczyzn kampanii wyborczej mamy rozmawiać o wielkiej polityce? Znowu?

To wszystko powtarza się cyklicznie. Media zadają podstawowe pytania: która partia wygra wybory samorządowe? Która zdobędzie więcej miejsc w sejmikach? Która obsadzi więcej stołków prezydenckich w dużych miastach? Przywołany przeze mnie przykład Warszawy, gdzie do tej pory toczyła się tylko prekampania, udowadnia, że czeka nas batalia PiS-u i Platformy, w najlepszym przypadku z przystawkami w tle. Stolica nie jest jedyna.

Opera mydlana dookoła kandydata we Wrocławiu. Poczynania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza dookoła obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej. Kolorowe flagi na tramwajach w Poznaniu. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że to jeszcze nie jest koniec. I proszę mnie dobrze zrozumieć, nie chcę oceniać słuszności tego typu posunięć. Ale nie mają one nic wspólnego z niezwykle odpowiedzialną rolą samorządowca.

Tymczasem lokalne komitety często pełne są pozytywnych świrów, zakręconych na punkcie swoich miast. Takich, którzy piszą programy, interesują się swoim środowiskiem lokalnym, a za podwórko, na którym się wychowali, daliby się pokroić. I powszechnie zdarza się, że startują na radnych, wójtów, burmistrzów, prezydentów. Po czym przegrywają z wielką machiną marketingową wielkich partii, dla których zdobycie gigantycznej ilości mandatów w tej czy innej radzie to prestiżowe zwycięstwo. Sponsorowane przez trzy literki Z, jak na studiach: zamieszać w głowie (wyborcom), zwyciężyć (głosami tych samych wyborców), zapomnieć (o tychże).

Mimo że duże partie mają pieniądze, struktury i mechanizmy gotowe do tego, by wygrywać wybory, to zawsze warto rozejrzeć się dookoła.

Nie dajmy się zwariować. Świeżo rozpoczęta kampania, głównie nakręcana przez ogólnopolskie media i internet, będzie toczyć się pod dyktando PiS-u i Platformy. Nawet jeżeli z powyższego tekstu przebija naiwne wishful thinking, bo przecież to duże partie mają pieniądze, struktury i mechanizmy gotowe do tego, by wygrywać wybory, to zawsze warto rozejrzeć się dookoła. Warto bowiem pamiętać, że w najbliższych wyborach wcale nie chodzi o utarcie nosa Kaczyńskiemu albo o dalszą bohaterską walkę ze złogami postkomunizmu i wyśmiewanie totalnej opozycji. Gra idzie o chodniki, place zabaw, przedszkola, plany zagospodarowania przestrzennego. O to, by naprawdę żyło się lepiej. I tym razem NAPRAWDĘ wszystkim.

Data wyborów wyznaczona!

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.