Paweł Krulikowski: Wszystko jest polityką?

A może polityka jest wszystkim?

Na każdym kroku powtarza się nam dzisiaj, że wszystko jest polityką, a nieuczestniczenie w niej to gorzej niż zbrodnia, to błąd. Czy tak jest naprawdę?

Do krótkich przemyśleń spisanych w tym felietonie zainspirowały mnie dwa wydarzenia z minionych dni. Nie dalej jak w środę rano oglądałem program jednego z dużych portali w modnym ostatnio śniadaniówkowym formacie, w którym znany skądinąd prowadzący obwozi samochodem przeróżnej maści polityków, artystów lub po prostu celebrytów i pyta ich o sprawy mniej lub bardziej ważne. Tym razem trafiło na jednego z najlepiej rokujących polskich samorządowców z pewnego miasta na Pomorzu. Na stwierdzenie drugiego z gości, iż politykę to on ma w serdecznym poważaniu, tenże przedstawiciel władz lokalnych ripostował tak: – Ktoś, kto mi mówi, że się nie interesuje polityką, to kapituluje. Niech się stanie bezpaństwowcem, niech pojedzie na bezludną wyspę i niech sobie tam żyje.

Scenka numer dwa. Spotkałem się, towarzysko, z całkiem wysoko umocowanym urzędnikiem z obecnego rządu. Rozmowa dość przyjemna, z gatunku co z tą Polską, choć nie przy ośmiorniczkach i podsłuchów też raczej staraliśmy się unikać, przesiadując pod chmurką. Od tegoż pracownika ministerstwa usłyszałem, iż wojna polsko-polska bywa tak naprawdę korzystna, bo potrafi ożywiać dyskusję o ważnych tematach. Wymowa słów była prosta – lepiej szczuć na siebie dwa obozy, bo z dysfunkcjonalnych konfliktów mogą powstać funkcjonalne korzyści.

Dlaczego zestawiam te dwie sytuacje? Bo pokazują stan myślenia elit, nie tylko polskich. Otóż wszyscy ci ludzie nieustannie powtarzają nam: INTERESUJCIE SIĘ POLITYKĄ. Po czym sprawnie, skutecznie i bezkompromisowo sprowadzają ją do prymitywnych konfliktów, na prawo i lewo opowiadając, że konflikty te mogą się w prosty sposób przełożyć na korzyść dla państwa. To nic, że dyskusje prowadzone w ramach wojen (polsko-polskich, amerykańsko-amerykańskich, to bez znaczenia) są spłycane, sprowadzane do nagich emocji. Ważne, żebyśmy się interesowali polityką. Zwłaszcza w wydaniu OBÓZ X kontra OBÓZ Y. Tylko czy współczesną polityką da się interesować?

Czy mogą się nią interesować zwykli ludzie, jeżeli jedyne, co do nich dociera, to popłuczyny po informacyjnym szumie? Czy mogą się nią interesować ci bardziej dociekliwi, jeżeli przebrnięcie przez zasłony dymne, tworzone przez tego czy innego polityka, zajmuje znacznie więcej wolnego czasu niż jakikolwiek przeciętny człowiek posiada w swoim życiu? Przecież wszyscy to znamy. Praca, dom, rodzina, dzieci, podróże, inne zainteresowania. A chcemy mieć czas na przyjemności. Wątpliwą przyjemnością, doprawdy, jest wysłuchiwanie i czytanie newsów, jak tenże obiecujący, przywołany przeze mnie w pierwszej historyjce samorządowiec zwraca się do dziennikarki słowami, że ta lubi czekać na kolanach. Chętnie zapytałbym go, czy to jest właśnie słuszny kierunek interesowania się polityką.

Dobrze wiem, jako aktywnie uczestniczący w politycznej młócce politolog, że nadążanie za wszystkimi zmianami, projektami ustaw, aferami i kochankami w teatrze bieżączki jest dla osób postronnych niemalże niewykonalne. Staje się to zajęciem dla technoekspertów rodem z Twittera, których i tak nikt nie słucha, a w ich hermetycznym światku nie da się funkcjonować na dłuższą metę. Dlatego apeluję, biorąc pod uwagę coraz bliższy termin wyborów samorządowych: NIE INTERESUJCIE SIĘ POLITYKĄ. Zajmijcie się swoimi rodzinami, pracą, prywatnymi sprawami. Politycy i tak będą Was szczuć przeciwko sobie, media utrudniać życie, filtrując i segregując informacje, które są rzeczywiście istotne. Myślcie o swoim otoczeniu, dbajcie o najbliższych, zastanawiajcie się, czego przez pryzmat własnego życia wymagacie od polityków. I wtedy głosujcie. Nie dajcie się zwariować. Nie wszystko jest polityką. I całe szczęście.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.