📻 REO WYBORY: Najbardziej niepotrzebny urząd, na literę „W”

Paweł Krulikowski: Odkrywanie Ameryki w Warszawie

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Analitycy polityczni z lubością i zaangażowaniem potrafią godzinami rozprawiać o doganianiu Zachodu przez styl i jakość polskich kampanii wyborczych. Tymczasem, w sposób mniej lub bardziej świadomy, zamerykanizowaliśmy się również w Warszawie. Powód? Wiceprezydenci.

Inspiracja jankeską kulturą i praktyką polityczną jest tu właściwie oczywista. Każdy kandydat na zaszczytny urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych wskazuje swojego przyszłego zastępcę, który jest wybierany niejako w pakiecie. Razem z głównym challengerem. Potencjalny wiceprezydent nie jest tylko kwiatkiem do kożucha. Zwłaszcza w kampanii. Jego wybór zazwyczaj wiąże się z poszerzaniem opcji. Możliwością dotarcia do szerszego elektoratu. Ociepleniem wizerunku głównego kandydata. Czy wreszcie – zrównoważeniem jego negatywnych, przeszkadzających w kampanii cech. Strategii i dróg potencjalnego sukcesu jest tu oczywiście mnóstwo. Ale jeżeli przypomnimy sobie najbardziej ikoniczną parę lokatorów Białego Domu ostatniego dwudziestolecia, czyli Obama – Biden, efekt synergii jest oczywisty. Afroamerykanin młodszego pokolenia, któremu można zarzucić niedoświadczenie, wybiera na swojego zastępcę siwowłosego wyjadacza z Delaware. Z niemal 40-letnią praktyką polityczną.

Analogia do warszawskich wyborów wydaje się więc naturalna. Oto Rafał Trzaskowski, początkowo kandydat Platformy Obywatelskiej, a obecnie Koalicji Obywatelskiej, na wiceprezydenta wskazuje Pawła Rabieja. Człowieka mającego poszerzyć elektorat, przekonać środowiska zniechęcone do PO, ale przede wszystkim utwierdzić dość liczne przecież w stolicy kręgi LGBTQ o tym, że duet Trzaskowski – Rabiej to właściwy dla nich wybór ideologiczny. Mając tę wiedzę, reaguje jego przeciwnik, Patryk Jaki. I proponuje wiceprezydenturę Piotrowi Guziałowi, działaczowi kojarzonemu z lewicą. Cel jest ten sam. Zdobywać głosy na nieswoim terytorium. Poszerzać spektrum. Dawać wartość dodaną. Nie tylko w sferze ideologicznej, ale również praktycznej. Przywołany bowiem Guział ma niemal 20-letnie doświadczenie w warszawskim samorządzie, co skwapliwie wykorzystuje kandydat Jaki. We wszystkich materiałach wyborczych dobitnie podkreśla dwie dekady pracy na lokalnym szczeblu politycznym, choć będąc precyzyjnym, to przecież nie on przesiadywał w ursynowskim ratuszu.

Do tej pory kandydaci na prezydentów Warszawy urząd swojego zastępcy traktowali instrumentalnie.

Jest to dość istotna zmiana dotychczasowej praktyki. Do tej pory kandydaci na prezydentów Miasta Stołecznego Warszawy urząd swojego zastępcy traktowali instrumentalnie. Można tutaj przywołać przykład obecnie rządzącej stolicą Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przez pałac na pl. Bankowym przewinęła się pokaźna liczba nazwisk. Wszyscy prezydenci, niezależnie od tego, czy wytrzymali dłużej (jak np. Michał Olszewski), czy krócej (jak Jarosław Jóźwiak), odgrywali rolę zderzaków i rąk do pracy. Tocząca się obecnie kampania wyborcza niejako upodmiotowiła wiceprezydenturę.

Znajmy jednak skalę. W polskim systemie politycznym ten wiceprezydencki zabieg ma charakter marginalny. A przede wszystkim jest to z pewnością kolejny chwyt kampanijny. Warto jednak wskazać fakt sympatycznej i niegroźnej inspiracji, nawet jeżeli z pełnionym urzędem Rabieja bądź Guziała skończy się tak jak u pierwszego wiceprezydenta USA Johna Adamsa. Ten bowiem, po objęciu stanowiska, stwierdził ze smutkiem, iż jego kraj w swojej mądrości wymyślił mu najbardziej niepotrzebny urząd.



REO POLECA

📻 REO. STRUKTURY BZDURY: Nie dajmy się złapać na bzdurne kampanie wyborcze

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.