zezwierzęcenie dyskursu
fot. pixabay.com, Angelo Giordano

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


 

Dokładnie 188 lat pierwsze szkice swojej Erystyki poczynił Artur Schopenhauer. Już wtedy zarzucano mu, że przyczynia się do nastawiania ludzi przeciwko sobie. Niemiecki filozof nie mógł się jednak spodziewać, że prawie dwa wieki później nad Wisłą będzie pisana przez media nowa wykładnia sztuki prowadzenia sporów. Wychwalająca wszystkie, opisane przez Schopenhauera, patologiczne chwyty.

Zachowała się jak trzeba – napisała na pierwszej stronie Gazeta Polska Codziennie w chwilę po tym, jak Dominika Arendt-Wittchen, urzędniczka Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, spoliczkowała wykrzykującą antyrządowe hasła działaczkę KOD-u. Powołując się na falę oddolnego poparcia dla rzekomo patriotycznego gestu byłej już pracownicy wojewódzkiej administracji. Zachowanie z gatunku skandalicznych? Niewątpliwie. Dyskwalifikujące w oczach opinii publicznej? Wydawałoby się, że bezdyskusyjnie. Tymczasem Arendt-Wittchen rzeczywiście znalazła rzesze obrońców. Spadł na nią [działaczkę KOD-u] patriotyczny liść – z dumą podkreślił jeden z dziennikarzy GPC, powołując się na mętne uzasadnienia obrońców urzędniczki. Pod policzkowaniem kodziarzy podpisał się również znany z wieczornych sesji w programie Minęła 20 w TVP Info Wojciech Cejrowski.

W kontekście tego typu zachowania nie szokują już zupełnie tezy, wygłaszane z pełnym przekonaniem przez Krystynę Jandę, która pogardliwie spostrzega, że mamy w Polsce panie z Ukrainy, które mogą służyć jej jako gosposie. Bo najgorzej zarabiające Polki nie chcą. Nie zapalają czerwonej lampki retoryczne ścieki na twitterowych kontach Krystyny Pawłowicz czy Dominika Tarczyńskiego. Bezkarny pozostaje wyzywający swoich przeciwników od popaprańców eksprezydent Lech Wałęsa. Przykłady można mnożyć. Wszystkie te osoby łączy łatwość znajdowania gorliwych naśladowców i klakierów, którzy dają autorom paliwo do dalszego rozdawania razów na prawo i lewo.

To już nie jest kryzys. To nie jest stan przejściowy. Nie możemy już mówić o jednostkowych przypadkach. Każdy kolejny tydzień dostarcza dowodów na postępujące zdziczenie, na zezwierzęcenie dyskursu okołopolitycznego. Nie ma żadnych symptomów poprawy, znikąd nie widać nadziei. Wręcz przeciwnie, zacietrzewione media tożsamościowe potrafią znaleźć sto pięćdziesiąt tysięcy powodów, aby w zawoalowany sposób poprzeć obrzydliwe zachowanie pupila swojego obozu. Społeczny dowód słuszności płynie z komentarzy wypisywanych namiętnie przez wierzących w iluzję anonimowości wzmożonych trolli.

Jak najbardziej słuszne konsekwencje (utrata pracy), które spotkały redaktora naczelnego Faktu za paskudną okładkę w obliczu ludzkiej tragedii, to jeden z ostatnich odruchów zdrowego rozsądku. Jeżeli nie będziemy się tych odruchów łapać, wskazywać jako wzory do naśladowania, to czeka nas nieuchronne przebicie erystycznego dna. Przebicie, bo na dnie jesteśmy już od dawna. I, jak napisał klasyk, zaczynamy się na tym dnie urządzać.



REO poleca: 

📻 Paweł Krulikowski: Zakładnicy skłóconych plemion

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.