📻 Paweł Krulikowski: Quo vadis, Unio?

Merkel i Macron wprowadzają specjalny budżet dla strefy euro

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.



Nieformalne szczyty, nowy budżet eurozony, kryzysy w wewnętrznej polityce Niemiec i Francji. Unia Europejska przechodzi ciężkie czasy, które mogą na nowo zredefiniować europejską wspólnotę. Tymczasem Europa dwóch prędkości staje się faktem. A to za sprawą Macrona i Merkel.

Powrót tandemu

19 czerwca 2018 roku na zamku Meseberg spotkali się prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Ot, wydawało się, będzie to spotkanie jakich wiele. Ale kiedy cała Polska z gasnącymi nadziejami na zwycięstwo oglądała mundialowy mecz z Senegalem, w Brandenburgii wybuchła bomba. Niemiecko-francuska para ogłosiła plan powstania nowego, specjalnego budżetu w ramach UE, dedykowanego tylko państwom eurostrefy. Zmierzamy do tego, aby ten budżet został wykorzystany do wzmacniania inwestycji, a także do wzrostu konwergencji w obrębie strefy euro (…), ponieważ wiemy, że unia gospodarcza i monetarna pozostanie nienaruszona tylko wtedy, gdy polityki krajów euro będą tożsame – podkreśliła Merkel.

Przekaz jest jasny. Będą specjalne pieniądze. Na specjalne inwestycje. Tak, aby bronić, wspomagać i ratować kraje eurolandu przed kryzysami. I podkreślić, że bliższa integracja ma sens. Jednocześnie jest to zapalenie czerwonej lampki dla krajów UE, które euro nie wprowadziły: zobaczcie, prawdziwa polityka i prawdziwe zacieśnianie relacji będzie się działo tylko w naszym klubie. Dołącz albo rób swoje. I w domyśle – na nas nie licz.

Nieformalny zjazd

To jeszcze nie koniec. Na spotkaniu na zamku Meseberg padło również stwierdzenie, że Berlin i Paryż chcą solidarnej odpowiedzi na europejski kryzys migracyjny. W chwilę później Komisja Europejska wystosowała zaproszenie do państw unijnej dwudziestki ósemki (jeszcze) na nieformalny szczyt. Miałby on być poświęcony problemom wynikającym z napływu nielegalnych imigrantów. Z taką formułą spotkania niemal natychmiast nie zgodziły się kraje Wyszehradu: Polska, Węgry i Słowacja. Po chwili dołączyły do nich Czechy oraz Austria. Władze tych pięciu państw niemal jednym głosem skrytykowały chęć powrotu do dyskusji o rozwiązaniach przymusowej relokacji. Viktor Orban dodał zaś, ujmując zdaje się istotę problemu, iż rozumie, że w niektórych krajach są wewnętrzne problemy polityczne, jednak to nie może prowadzić do ogólnoeuropejskiego pośpiechu. Mówiąc o pośpiechu warto dodać, że Unia Europejska planowała rozmawiać o imigrantach na najbliższym formalnym szczycie, zaplanowanym zgodnie z traktatami na 28 i 29 czerwca.

Wewnętrzne kłopoty Macrona i Merkel

Także pierwsza część wypowiedzi Orbana powinna wzbudzić zainteresowanie. Otóż mówiąc o wewnętrznych problemach politycznych, dał on prztyczka w nos zarówno Merkel, jak i Macronowi. Pierwsza ma ogromne kłopoty w koalicji CDU/CSU i tajemnicą poliszynela jest fakt, że to właśnie o mechanizmy relokacji imigrantów pokłócili się liderzy dwóch niemieckich partii. Głośno mówi się, że nieformalny szczyt to głównie demonstracja dla niemieckiego wyborcy, który ma zrozumieć, że kanclerz Merkel ma nadal wszystko pod kontrolą i w sprawach europejskich jest niezbędna i niezastępowalna.

Prezydent Francji traci zaś nimb nieomylnego przedstawiciela nowej lewicy. Nie dalej jak kilka dni temu okazało się, że konieczna będzie prywatyzacja francuskich sreber rodowych – państwowych spółek zarządzających lotniskami, dostawami gazu oraz, prawdopodobnie, Air France. Wspólne propozycje wystosowane w mijającym tygodniu z Angelą Merkel spadły Macronowi z nieba. O tym będzie się teraz mówić.

To oczywiście nie koniec. Unia Europejska nadal ma problemy z domknięciem Brexitu, wciąż produkuje niejasne i niesprecyzowane prawo, które budzi powszechne oburzenie w krajach wspólnoty, vide ostatnia dyrektywa Axela Vossa. Można wymieniać dalej, przedstawiciele instytucji unijnych nie mogą również wyzbyć się niewyparzonego języka i wciąż potrafią z pozycji arbitralnych pouczać państwa członkowskie. Dodając do tego kryzys w relacjach z USA, gdzie Donald Trump wydaje się nie ukrywać swojej nieprzemożonej chęci utrącenia Frau Merkel ze stanowiska kanclerza, mamy pełen obraz sytuacji, w której liderka niemieckiego rządu oraz prezydent Francji stwierdzili dość.

Nowa droga

Zapowiedź odrębnego budżetu dla państw, które przyjęły wspólną walutę, to krok w stronę Unii dwóch prędkości, a może nawet wielu prędkości, o czym od lat przestrzegali eksperci od integracji. Potwierdzać to może fakt zwołania specjalnego szczytu, który jest fakultatywny, ale nikt się na nim nie spodziewa państw z Grupy Wyszehradzkiej, mających własną wizję rozwiązania problemów związanych z imigrantami.

Wydaje się, że Angela Merkel wraz z Emmanuelem Macronem po raz kolejny chcą szarpnąć cuglami. Pokazać, że Unię Europejską mają pod kontrolą i wskażą jej właściwą drogę. Nawet jeżeli miałoby to się odbyć kosztem marginalizacji państw, które nie podporządkują się nowej wizji. I trudno dziwić się francusko-niemieckiej parze. Problem w tym, że to, co skutecznie pobudza wyobraźnię i poprawia notowania Merkel w Niemczech, irytuje przeciętnego wyborcę nad Wisłą czy Dunajem. Tego nad Tamizą zirytowało już niestety skutecznie i nieodwracalnie.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.