Paweł Krulikowski: Niewygodna demokracja

Wypaczeniom Unia mówi stanowcze nie!

Reakcja prominentnego unijnego komisarza ds. budżetu na wyborcze zamieszanie we Włoszech przypomina, że przedstawiciele europejskiej wspólnoty w znacznej mierze pracują na kryzys liberalnych, wspólnotowych instytucji. Odpowiedzialność za donośny głos populistów spada coraz bardziej na ich barki.

Włosi zostali pouczeni
Rynki finansowe mogłyby nauczyć Włochów, jak mają głosować – streścił wypowiedź Guenthera Oettingera, prominentnego komisarza UE, jeden z włoskich dziennikarzy. I choć cała, pełna wypowiedź Niemca mieściła w sobie więcej niuansów, słowa polityka poszły w świat. Nagłówki gazet, portali, a już obowiązkowo tych sprzyjających eurosceptykom czy eurorealistom, przepełniły się oburzeniem. Co gorsza – słusznym. Wymowa wywiadu Oettingera była bowiem prosta: oto kolejny kraj w wolnych, niczym nieskrępowanych wyborach wybiera nieprawomyślnie, niezgodnie z linią przyjętą wśród elit w Brukseli.

Wymuszenia zamiast demokracji
Sprawa stała się na tyle żywotna, że niepokornego komisarza zdecydował się pouczyć nawet Donald Tusk, przypominając Niemcowi, że kto jak kto, ale on powinien wykazać się większym zrozumieniem dla demokratycznych wyborów przeciętnego mieszkańca Półwyspu Apenińskiego. Problem w tym, że to dla unijnych przedstawicieli zwyczajna recydywa. I nie warto tutaj powoływać się na zgrane przykłady: polski czy węgierski. Pamiętacie jeszcze niepokornego greckiego ministra finansów Warufakisa? Kanclerz Merkel, nie mogąc znieść jego ideologicznych tyrad, po prostu wymusiła jego dymisję. Demokratycznie nominowanego ministra! Tak, aby Unia i Niemcy mogły spokojnie, bez przeszkód, negocjować greckie długi. Na swoich, oczywiście, warunkach.

Niezły bajzel
Z polskiej perspektywy dominujący obraz eurochaosu podkreślił ostatnio jeszcze jeden szczegół. Oto bowiem grupa europosłów PO, PSL i SLD zagłosowała, jak sami zgodnie mówią, przez pomyłkę za dyrektywą niekorzystną dla polskich przedsiębiorców. I oczywiście można by tu dopisywać setki spiskowych teorii, uzasadniać to ich zdradą albo wysługiwaniem się Niemcom, ale problem wydaje się jednak bardziej złożony. Otóż, nie dłużej niż kilkanaście dni przed tym głosowaniem, inny z polskich europosłów opublikował film, w którym ilustruje sposób głosowania na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. – Przewodniczący szacuje większość optycznie, zazwyczaj sugeruje się tym, jak podnoszą ręce przywódcy największych partii – stwierdza w filmie. I dodaje – W wielu przypadkach głosowanie przebiega szybciej niż tłumaczenie. Tłumaczenie tego, co akurat jest głosowane. Czy ten obraz nie łączy się nierozerwalnie z pomyłką polskich europarlamentarzystów?

Przekaz idzie w świat
I działa na wyobraźnię wszystkich wyborców od Lizbony po Tallin. Unia poucza. Unia karze. Unia wymaga. Ale Unia sama nie wie, czego chce. Z jednej strony krzyczy: Demokracja, demokracja!, z drugiej zaś demokratyczne wybory potępia i krytykuje. Wymaga perfekcyjnego, zapiętego na ostatni guzik mechanizmu parlamentarnego, sama zaś u siebie toleruje niewyobrażalny bajzel i traktuje Parlament Europejski jako schumpeterowską maszynkę do głosowania. Jeżeli prominentni przedstawiciele unijni nie przestaną widzieć swoich niedoskonałości, nie będą gryźli się w język, a przede wszystkim nie zaczną szanować zdania i wyborów mieszkańców Starego Kontynentu, kto wie, czy nie doprowadzą do kolejnej, po Brexicie, katastrofy. I o ile angielskie wyjście można uznać za wypadek przy pracy (no bo kto by się spodziewał?), o tyle dalsza pogarda i wymuszona wyższość może kosztować Unię znacznie więcej.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.