📻 REO ROZWÓJ: Technologia, głupcy! Zdaje się mówić laureat tegorocznego ekonomicznego Nobla

Piotr Wójcik o poglądach Paula Romera

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 


  • Ekonomiczny Nobel dla Paula Romera pokazuje, że światowe spojrzenie na kwestię wzrostu gospodarczego zmienia się na lepsze.
  • Amerykański ekonomista na poważnie włączył do teorii wzrostu kwestie postępu technologicznego oraz sprawności instytucji.

Papierek lakmusowy trendów

Tak zwany ekonomiczny Nobel wzbudza co roku bardzo duże zainteresowanie – być może nawet większe niż Nobel literacki, też zresztą tak zwany, bo ani jeden, ani drugi nie został ufundowany przez Alfreda Nobla. Ekonomicznego Nobla funduje Riksbank, czyli szwedzki bank centralny, odpowiednik naszego NBP. Duże zainteresowanie nagrodą nie jest niczym dziwnym – pokazuje ona trendy w światowej ekonomii, co po jakimś czasie zawsze odbija się dobrze lub źle na rozwoju państw i dobrobycie społecznym. Z tej perspektywy możemy powiedzieć, że nie jest źle.

W ubiegłym roku nagrodę otrzymał Richard Thaler, jeden ze specjalistów ekonomii behawioralnej, która skutecznie rozbija mit w pełni racjonalnego Homo economicusa, będący podstawą wciąż jeszcze dominującej ekonomii neoklasycznej. Zresztą już na początku XXI wieku za podobne spostrzeżenia tę samą nagrodę zgarnął psycholog Daniel Kahneman. Teraz ekonomicznego Nobla przyznano Paulowi Romerowi (wspólnie z Williamem Nordhausem), skutecznie polemizującemu z neoklasycznymi teoriami wzrostu gospodarczego.

Ekonomia neoklasyczna w swoich modelach w zasadzie nie uwzględnia postępu technologicznego. Jest więc ślepa na najważniejszy czynnik rozwoju gospodarczego. To dzięki postępowi technologicznemu powstają nowe produkty zaspokajające ludzkie potrzeby, powstają też nowe rynki, które przynoszą nowe miejsca pracy. Według ekonomii neoklasycznej postęp technologiczny przychodzi niejako z zewnątrz, a polityka ekonomiczna na niego niewielki wpływ. Dlatego ekonomiści i decydenci polityczni powinni się skupić na efektywności, czyli bardziej racjonalnym wykorzystaniu istniejących zasobów.

Takie podejście jednak zabija innowacyjność. Ponieważ z tego punktu widzenia nakłady na innowacje są nieracjonalne, gdyż nie dają pewności, że będą dobrze wykorzystane. Badania nad rozwojem technologicznym są obarczone bardzo dużym ryzykiem – tylko niewielka ich część przynosi wymierne efekty, czyli zwrot dla przedsiębiorstwa. Według teorii neoklasycznej jedyne racjonalne innowacje to innowacje efektywnościowe, czyli usprawniające proces produkcji, a więc, mówiąc wprost, obniżające koszty.

Według prac Romera z końca lat 80. zmiana technologiczna to efekt celowych działań podmiotów działających na rynku.

Postęp nie bierze się znikąd

Paul Romer, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, wykształcony wcześniej m.in. na słynnym MIT, zakwestionował takie podejście. Już w latach 80. XX wieku przedstawił konkurencyjną koncepcję, w której postęp technologiczny jest czynnikiem wewnętrznym, a więc ma charakter endogeniczny. Na tej podstawie zaczęły powstawać endogeniczne modele wzrostu gospodarczego. Według prac Romera z końca lat 80. zmiana technologiczna to efekt celowych działań podmiotów działających na rynku, a szczególnie tych podejmujących badania.

Bardzo ważną funkcję w tym pełnią również instytucje oraz publiczna polityka ekonomiczna, która może sprzyjać podejmowaniu przez podmioty gospodarcze działań innowacyjnych lub je hamować. Odpowiednie otoczenie instytucjonalne ma kluczowe znaczenie w tworzeniu fermentu kreatywności w gospodarce. Zakładanie, że postęp technologiczny przychodzi z zewnątrz, jest oczywistym błędem, gdyż technologie nie biorą się znikąd. Jeśli wszyscy gracze rynkowi zafiksują się na efektywności, żadnego postępu nie będzie, bo każdy będzie tylko dążyć do zwiększania zysków poprzez ograniczanie różnego rodzaju kosztów. A to jest podejście antyrozwojowe.

nie każdego rodzaju inwestycje są pożądane dla długoterminowego rozwoju. Szczególnie istotne są inwestycje wysokiej jakości.

Swój pierwszy głośny artykuł omawiający powyższe kwestie Romer opublikował już w roku 1986. Dał tym samym początek endogenicznym modelom rozwoju gospodarczego. Na gruncie tych modeli wielką rolę w kreowaniu wzrostu gospodarczego zdobyło państwo. Jego przemyślane działania miały mieć wpływ na wzrost nie tylko w krótkim terminie, ale też na zwiększanie potencjału wzrostu w długim terminie. W teorii endogenicznej zwracano też uwagę na jakość inwestycji – nie każdego rodzaju inwestycje są pożądane dla długoterminowego rozwoju. Szczególnie istotne są inwestycje wysokiej jakości, które poprawiają potencjał gospodarki, a nie petryfikują ją na niskim poziomie rozwoju. Inwestycje niskiej jakości mogą zablokować rozwój państwa, jednak inwestycje wysokiej jakości, nawet w mniejszej skali, rozlewają się na całą gospodarkę, przynosząc pozytywne sprzężenie zwrotne – tworząc sieci powiązań z innowacyjnymi podmiotami, dzięki czemu proces uczenia się zachodzi także wśród tych podmiotów, które działań innowacyjnych nie podejmują.

Enklawy białego człowieka

Paul Romer w ostatnim czasie skupił się na innej kwestii, która już może budzić przeróżne wątpliwości. Stworzył koncepcję charter cities – miast o wyodrębnionym statucie, niezależnych od władzy centralnej. Miałyby one być zakładane w krajach rozwijających się i stawać się ich motorami wzrostu. Sprawowaliby nad nimi zarząd specjaliści i eksperci, najpewniej z krajów rozwiniętych, którzy tworzyliby w nich odpowiednie otoczenie regulacyjne i instytucjonalne – wyższej jakości i bardziej prorozwojowe niż instytucje państwa, w którym leży dane miasto. Inaczej mówiąc, dajmy na to Kenia oddałaby Mombasę pod zarząd zachodnich ekspertów, wyłączając to miasto spod jurysdykcji krajowej, a eksperci zadbaliby o szybki rozwój miasta, na czym skorzystaliby Kenijczycy, gdyż mogliby do niego migrować bez przeszkód, a pozytywne efekty sieciowe rozlewałyby się także na inne miasta w okolicy.

oparcie rozwoju o parę metropolii często kończy się skoncentrowaniem całego bogactwa w kilku ośrodkach otoczonych oceanem biedy.

Ten pomysł razi jednak na bardzo wielu poziomach. Po pierwsze, Romer wierzy w bezbłędność i obiektywność ekspertów – a przecież to eksperci tworzyli neoklasyczne teorie wzrostu, które sam Romer obalał. Eksperci ekonomiczni tyle razy już się skompromitowali, że oddawanie im całych miast pod zarząd jest wielce ryzykowanym pomysłem. Po drugie, pomysł aż razi podejściem neokolonialnym. Biały ekspert przyjedzie do kraju w Afryce, wytyczy niezależną enklawę i wyrwie z nędzy miliony czarnych. Takie pomysły też można liczyć już w dziesiątkach, a ich efekty często były fatalne. Poza tym oparcie rozwoju na paru metropoliach również jest wątpliwe – prowadzi do wytworzenia się modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego, który często kończy się skoncentrowaniem całego bogactwa w kilku ośrodkach otoczonych oceanem biedy.

Nadchodzi dobra zmiana?

Cokolwiek by mówić o najnowszych pomysłach Romera, to jego wkład we współczesną debatę o rozwoju gospodarczym jest niebagatelny. A ekonomicznego Nobla nie dostał przecież za koncepcję charter cities, lecz za bycie pionierem endogenicznych modeli wzrostu. Ostatnie edycje tej nagrody napawają optymizmem – najpierw Thaler obalający mit racjonalnego Homo economicus, teraz Romer wraz z Williamem Nordhausem, który pokazał wpływ zmian klimatycznych na gospodarkę.

Miejmy nadzieję, że w światowej ekonomii szykuje się wreszcie naprawdę dobra zmiana, dzięki której badacze szerzej spojrzą na kwestie gospodarcze. Nie tylko przez pryzmat efektywności, ale też zawodności ludzkiego postrzegania, roli państwa i postępu technologicznego oraz kosztów zewnętrznych, jakie generują szkodliwe dla środowiska działania ludzkie. W końcu gospodarka ma służyć dobrobytowi społeczeństw, a nie prezentować się dobrze na wykresach.



REO POLECA

📻 Piotr Wójcik: O Polaku, który mógł powstrzymać światowy kryzys. Portret Michała Kaleckiego