Bartłomiej Pograniczny: OZE na polskich dróżkach

Rewolucja w technice oświetleniowej.

fot. unsplash.com, Peter Kent

13% energii zużywanej rocznie przez Polskę idzie na oświetlanie dróg i ulic. Myśl, żeby i tu wkroczyła choćby fotowoltaika, nasuwa się sama. Sprawdziliśmy, jakie są szanse na to, by zielone światło w sygnalizacji nabrało nowego znaczenia.

Jak wygląda sytuacja w największych polskich miastach, opisaliśmy tutaj. Na razie dominuje pomysł na wykorzystanie paneli słonecznych jako źródła doświetlania znaku D-6, czyli tego, który informuje nas o tym, że przed nami zaraz będzie przejście dla pieszych czy przejazd dla rowerów. Nad znakami umieszczono pulsujące lampy – dzięki nim kierowcy wcześniej zauważą, że pora ściągnąć nogę z gazu. W Warszawie takie aktywne znaki są tylko trzy, ale w Krakowie już 40. W niektórych miejscach panele wspomagane są drugim źródłem zasilania – energią wiatrową. Miasta jednak boją się inwestować w OZE, bo nie wszędzie jest to skuteczne. – Fotowoltaikę można wykorzystać na drogach osiedlowych. Na drogach wyższej rangi na razie nie da się jej zastosować na większą skalę. Z prostego powodu. Dla oświetlania tych dróg, ze względów bezpieczeństwa i zachowania wymogów prawa, musi być zabezpieczona duża niezawodność działania – wyjaśnia prof. dr hab. Andrzej Chochowski z wydziału Inżynierii Produkcji SGGW, pomysłodawca kierunku Technologie Energii Odnawialnej na tej uczelni.

W Warszawie takie aktywne znaki są tylko trzy, ale w Krakowie już 40.

Dydaktyk zwraca uwagę na to, że panele fotowoltaiczne wykorzystywane w takich układach nie mają dużej mocy, problemem jest też różny poziom nasłonecznienia w poszczególne dni. Jeśli lampa przestanie działać w parku, na drodze osiedlowej czy na parkingu, to w zasadzie nie wiąże się to z dużymi niedogodnościami. Za to brak oświetlenia na drogach ważnych, to już niebezpieczeństwo procesów i odszkodowań. Na niemieckich autostradach OZE już jest, ale na razie w szczątkowej formie. Służy do zasilania telefonów awaryjnych i automatów z napojami. Na poważniejsze wykorzystanie fotowoltaiki jeszcze trzeba poczekać.

Okrągły panel
Jako przykład lokalnego wykorzystania OZE profesor podaje instalacje w warszawskiej Radości. Tam na słupach umieszczono panele fotowoltaiczne, ale nie płaskie, które znamy chociażby z systemu wypożyczania rowerów Veturilo, tylko okrągłe. Mają one nie tylko szersze możliwości pobierania energii słonecznej, lecz także lepiej wkomponowują się w przestrzeń. – Jeśli jest gdzieś droga, do której doprowadzenie źródła zasilania elektroenergetycznego jest kosztowne i miałoby dotyczyć jednego czy dwóch znaków drogowych, to fotowoltaika jest tutaj absolutnie do wykorzystania – uważa ekspert. Zwraca jednak uwagę, że przy jej zastosowaniu trzeba wziąć pod uwagę wiele aspektów. Panele można stawiać tylko tam, gdzie będzie dostępność promieniowania słonecznego przez większość dnia. Inaczej instalacja nie zda egzaminu. Ważne też, by nie dublować źródeł energii. Jeżeli już włodarze danego terenu zdecydują się na zastosowanie OZE, to powinni to zrobić tam, gdzie nie będzie już trzeba stosować stałego zasilania energią konwencjonalną.

Każda lampa z własnym akumulatorem
Takie instalacje OZE powinny mieć też swój akumulator. I to do każdego panelu oddzielnie. – Akumulator nie może ładować dwóch latarni dlatego, że te słupy są w odległości co najmniej 20 metrów. Straty na przesyle byłyby na tyle duże, że nie opłacałoby się podłączać latarni do jednego źródła zasilania – wyjaśnia Chochowski. Akumulatory są coraz mniejsze i wydajniejsze, dlatego w przypadku telefonów na autostradach jedno ładowanie może starczyć nawet na trzy dni. Oczywiście z latarniami jest trochę inaczej. Te, z racji działania tylko w nocy, zawsze muszą korzystać z energii akumulatora.

Fotowoltaikę można wykorzystać na drogach osiedlowych. Na drogach wyższej rangi na razie nie da się jej zastosować na większą skalę.

Dużą nadzieję daje rozwój technologii źródeł światła LED. Diody w niej wykorzystywane potrzebują mniej energii, a dają większy strumień światła. To pozwoli na zastosowanie fotowoltaiki, która na razie często daje za słaby poziom oświetlenia. – W tej chwili podchodzę krytycznie do wykorzystania fotowoltaiki w poważnych ciągach komunikacyjnych, co nie oznacza, że za kilka lat technika i technologia pójdą tak do przodu, że moje dzisiejsze obawy za pięć lat znikną. Spadają ceny, zwiększa się niezawodność. W technice oświetleniowej trwa istna rewolucja – przyznaje wykładowca.

Z profesorem Andrzejem Chochowskim rozmawialiśmy też o perspektywach rozwoju energii ze źródeł odnawialnych w Polsce. Naukowiec stwierdził jednoznacznie: Musimy wrócić do energetyki wiatrowej. Więcej już niedługo w REO.

1 KOMENTARZ

  1. “e słupy są w odległości co najmniej 20 metrów. Straty na przesyle byłyby na tyle duże, że nie opłacałoby się podłączać latarni do jednego źródła zasilania”
    20 metrów drutu. Jakie straty, na co ?
    To chyba profesor mniemanlogii stosowanej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here