OUT dla AUT. Wjazd do Londynu coraz droższy

Wdychamy syf i nawet nie chcemy tego wiedzieć

Londyn wprowadza od dzisiaj nowe normy emisji spalin i dodatkowe opłaty za wjazd do centralnej części miasta. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 56% mieszkańców biorących udział w konsultacjach. Tymczasem nasze Ministerstwo Środowiska nie chce nawet poinformować nas o tym, że powietrze jest tak zatrute, że najlepiej byłoby nie wychodzić z domu. Ot, dwa kompletnie różne światy, chociaż geograficznie jeden kontynent…

Tak, wiem – związki azotu (przed którymi chronią się Londyńczycy) to nie to samo, co pyły zawieszone PM10 i PM2,5 (to dla nich Minister Kowalczyk proponuje nowe progi alarmowania), czyli tzw. smog. Z tym że nie do końca. Drobinki o mniejszej średnicy, określane jako PM2,5 to ta groźniejsza dla zdrowia część smogu, bo przenika nie tylko do płuc, ale i do krwioobiegu. Z tlenków azotu powstają mikrokryształki azotanu amonu, na których obudowuje się smog – jak napisał Michał Karliński, chemik i nasz redakcyjny specjalista od smogu, w artykule pt. Poznaj wroga od podszewki. W tym sensie związki azotu są częścią smogu. I to jedną z najbardziej toksycznych.

– Powiązanie pomiędzy stężeniem związków azotu i pyłu nie jest w pełni możliwe. Zarówno samochody z silnikami diesla jak i benzynowe, a także elektryczne czy gazowe emitują związki azotu. Natomiast najwięcej pyłów emitują pojazdy z silnikami diesla i to one w dużym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia powietrza – ale też pod warunkiem, że nie mają specjalnych systemów oczyszczania spalin, a tak jest dla znacznej liczby samochodów w Polsce. Emisja związków azotu nie jest bowiem związana tylko z paliwem, ale z temperaturami, które powstają w silniku i powodują jonizowanie powietrza (a ono składa się w 98% z tlenu i azotu), a następnie powstawanie tlenków azotu – powiedział REO Wojciech Szymalski z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Tak czy siak, nikt nie kwestionuje, że transport drogowy jest drugim głównym źródłem smogu, zaraz po piecach na węgiel. Ponieważ całkowity zakaz palenia węglem w Wielkiej Brytanii wprowadzono już w latach 90. XX wieku, tam głównym źródłem smogu pozostał transport. W samym Londynie odpowiada za około 50% zanieczyszczeń, z czego dwie piąte przypadają na diesle, których spaliny zawierają toksyczne związki azotu. Nawet jeżeli silnik spełnia dopuszczalne normy w zakresie emisji spalin – a przecież często tak nie jest, przynajmniej u nas – to i tak nagromadzenie wielu pojazdów w jednym miejscu prowadzi do przekroczenia norm środowiskowych.

Cóż się dziwić, że jakość powietrza w Polsce nie poprawia się, skoro ministrowie toczą spory o to, przy jakim poziomie zanieczyszczeń w ogóle poinformować ludność, a nie o to, jakie rozwiązania wprowadzić, aby powietrze było czystsze? Minister Zdrowia prosi: alarmujmy, kiedy szkodzi, czyli przy poziomie PM2,5=80 mikrogramów (we Francji alarm uruchamia się po przekroczeniu przez PM2,5 80 mg, Belgia – 70, Czechy – 100) i PM10=60. A Minister Środowiska na to: nie, bo wtedy byśmy mieli alarm non-stop. Będziemy alarmować tak, żeby ludzie nie zorientowali się w sytuacji. PM2,5=250 mikrogramów i PM10=150 mikrogramów.

POZIOM ZDROWIA
Według WHO dopuszczalne stężenia dobowe nie powinny przekraczać 50 mikrogramów dla PM10, a dla pyłu PM2,5 – 25 mikrogramów na metr sześcienny.

Czyli alarm się w Polsce ogłasza, jak stężenie pyłów PM2,5 10 razy przekroczy poziom uznany za bezpieczny dla zdrowia? Do tego ciągle panuje u nas kult samochodów, rośnie liczba aut na głowę mieszkańca. Pod tym względem jesteśmy w czołówce europejskiej. Jednocześnie niemal jedna trzecia pojazdów ma więcej niż 20 lat. Mamy też najbardziej zanieczyszczone powietrze – o takim, jak londyńskie, mieszkańcy wielu polskich miast mogą jedynie pomarzyć. I przez ostatnie dwa lata nic się nie zmieniło.

– Najnowszy raport środowiskowy Komisji Europejskiej zawiera w rekomendacjach dla Polski tworzenie stref wolnych od aut czy choćby tylko od diesli. Władze miejskie planują, zastanawiają się, ale nikt jeszcze nie wprowadził opłat za wjazd dieslem czy jakimkolwiek innym pojazdem spalinowym do centrum miasta – powiedział REO Krzysztof Bolesta z Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych.

REO SMOG STOP: Wstrzymaj oddech na kolejne trzy lata. Taka to walka naszego rządu ze smogiem

 

– W Polsce istnieje jedynie możliwość wprowadzenia stref niskiej emisji bazujących na rozróżnieniu pomiędzy samochodami elektrycznymi, hybrydowymi na gaz i na paliwa płynne, co w praktycznym wdrożeniu daje taki sam efekt, jak całkowite zamknięcie ulic dla samochodów, a przecież jakiś transport funkcjonować powinien, choćby dowóz towarów do sklepów. Niektórzy przedstawiciele Ministerstwa Środowiska twierdzą, że istnieje możliwość wprowadzenia wyjątków od ustawowego rozwiązania, które przybiorą taką formę, jak rozwiązania londyńskie czy niemieckie w zakresie LEZ (czyli umożliwienie wjazdu pojazdów o określonej normie EURO), ale samorządy w Polsce na razie boją się takiego rozwiązania. Londyńskie rozwiązanie jest także przemyślane na tyle, że z ograniczeń w strefie zwolnieniu są np. niepełnosprawni, taksówki, a dla osób, które pozbywają się starych pojazdów przewidziano program wparcia finansowego – dodaje Wojciech Szymalski.

Lepiej wróćmy do Londynu…

Tam policzono, że zła jakość powietrza przyczynia się rocznie do: 9 tys. przedwczesnych zgonów, 2300 hospitalizacji rocznie, których koszt szacuje się na 3,7 miliarda funtów. – Wprowadzenie Ultra Low Emission Zone w Londynie w żadnym stopniu nie może być porównane do rozwiązań, które są dostępne w Polsce. W Londynie jest to bowiem efekt długotrwałej polityki miasta, u nas taka polityka jest jeszcze w powijakach, co więcej działania rządu (czy też parlamentu?) skutecznie ją torpedują – powiedział Wojciech Szymalski.

Strefa ultraniskiej emisji obowiązywać będzie początkowo jedynie w centralnej części miasta, gdzie zastąpi dotychczasową, mniej restrykcyjną opłatę za toksyczność (Toxicity Charge, T-Charge). W przeciwieństwie do T-Charge, będzie obowiązywała cały czas, a nie tylko w dni powszednie od 7-18. Kierujący pojazdem niespełniającym norm, aby wjechać do centralnego Londynu zapłaci 12,5 funta dla samochodów osobowych, furgonetek i motocykli i nawet 100 funtów dla autobusów, autokarów i ciężarówek. System kamer miejskich namierzy tablice rejestracyjne pojazdu i opłata zostanie naliczona automatycznie.

fot. wikimedia.org

Strefa ultraniskiej emisji obejmuje centralny Londyn, do którego wjazd i tak wiąże się z tzw. opłatą kongestyjną (Congestion Charge) – dla wszyskich aut. Jak podaje portal londynek.net wynosi ona 11 i pół funta i pobierana jest za jazdę w godzinach 7-18 od poniedziałku do piątku.

– Od dziś dla samochodów diesla ze standardem emisji poniżej EUR 6 (produkowane od 4 lat) oraz benzynowych EUR 4 (produkowane od 13 lat) obowiazywać będzie dodatkowa opłata – nie można płacić za godziny, tylko za wjazd. Oznacza to, że ponadczteroletni diesel za wjazd do strefy zapłaci jakieś 24 funty – precyzuje Krzysztof Bolesta.

Wysokość opłaty można sprawdzić, wpisując numer rejestracyjny pojazdu (także spoza Wielkiej Brytanii) tutaj

Spiritus movens projektu jest burmistrz Londynu Sadiq Khan, jednak przed wprowadzeniem strefy ultraniskiej emisji odbył się największy proces konsultacyjny w historii urzędu odpowiedzialnego za transport w mieście. Projekt poparło 56% uczestników konsultacji. Co ciekawe, pojazdy mieszkańców strefy nie będą zwolnione z opłat, ale jednocześnie władze Londynu przeznaczyły 48 milionów funtów na wsparcie mikroprzedsiębiorców i uboższych mieszkańców w złomowaniu samochodów, które będą podlegać wprowadzonym opłatom.

Cele projektu są ambitne, ale będą osiągalne dopiero po 2021 roku, kiedy istniejąca strefa zostanie powiększona osiemnastokrotnie i obejmie większość Londynu. Ma to obniżyć emisje związków azotu o 28%. Liczba Londyńczyków żyjących na terenach, gdzie przekraczane są prawnie wiążące normy jakości powietrza, spadnie o 100 tysięcy. Według nowych badań zamówionych przez urząd burmistrza, do 2025 roku liczba szkół, gdzie przekroczone są normy związków azotu ma spaść z 435 do zera.

Mieszkańcy dzielnic, gdzie zanieczyszczenie powietrza przekracza dopuszczalne normy dwa razy częściej zapadają na choroby dróg oddechowych.

Brytyjczycy postrzegają sytuację jako ogólnokrajowy kryzys jakości powietrza, łączony z 40 tysiącami przedwczesnych zgonów rocznie, w tym 9 tysiącami w samym Londynie. Według ostatnich danych, przekroczenia zaleceń WHO w zakresie zawartości pyłu PM 2.5 w powietrzu występują we wszystkich dzielnicach Londynu. Szacuje się, że zanieczyszczenie powietrza powodowane przez transport kosztuje 6 mld funtów rocznie (w samym Londynie 650 mln funtów).

Kryzys jakości powietrza. Na Wyspach. Jak więc nazwać sytuację w Polsce, gdzie są miasta, w których np. norma zawartości benzo(a)pirenu przekraczana jest wielokrotnie? Brakuje słów.


REO POLECA

POZWIJ RZĄD: Przełomowy wyrok w sprawie smogu

 

Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl