📻 MIASTO 2018: Życie na zamkniętym osiedlu ma same wady

Piotr Wójcik: Czas skończyć z ogrodzoną ułudą

tvn Warszawa

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 


 

  • Gdańsk przyjął w tym roku uchwałę krajobrazową, zakazującą m.in. grodzenia budynków wielorodzinnych.
  • Nad zakazem grodzenia osiedli zastanawiają się także Kraków i Warszawa.
  • Niestety, wytyczone płotem enklawy to wciąż częsty element miejskiego krajobrazu.
  • Realnych korzyści z takich osiedli wciąż nie zaobserwowano, ich wady widać za to jak na dłoni.

Fałszywa percepcja

W Warszawie jest kilkaset grodzonych osiedli – jak na półtoramilionowe miasto to liczba gigantyczna. Mieszkańcy pozostałych polskich metropolii również chętnie izolują się od otoczenia, choć może na mniejszą skalę niż w stolicy. Ustawa krajobrazowa z 2015 roku umożliwiła gminom przyjmowanie uchwał krajobrazowych, które mogą również obejmować regulacje w zakresie grodzenia budynków. Niestety, polskie miasta jakoś specjalnie się do tego nie palą.

fot. Pixabay Pasja 1000

W tym roku uchwałę zakazującą grodzenia budynków wielorodzinnych przyjął Gdańsk, zakaz budowy nowych osiedli grodzonych wprowadzi prawdopodobnie Kraków, a w Warszawie myśli się o zakazaniu ogradzania bloków wybudowanych przed 1989 rokiem. Opieszałość włodarzy miast można jakoś zrozumieć – grodzone osiedla są tak w Polsce powszechne, że zakaz będzie się wiązać z niemałą rewolucją. Choć będzie to przede wszystkim rewolucja mentalna, gdyż motywacje do kupowania lokali w odgrodzonych enklawach leżą przede wszystkim w głowach.

Osiedle za żelazną bramą – tym razem bez metafory

Jedno z najczęściej cytowanych badań dotyczących grodzenia osiedli przeprowadziła Amerykanka Georjeanna Wilson-Doenges. Wynika z nich m.in., że mieszkający tak w istocie czują się bezpieczniej. Problem w tym, że realnie

nie zaobserwowano różnic w bezpieczeństwie między badanymi osiedlami grodzonymi oraz otwartymi.

Tak więc wzrost poziomu bezpieczeństwa miał miejsce jedynie na poziomie percepcji – mieszkańcy enklaw czuli się bezpieczniej, w rzeczywistości jednak wcale bezpieczniejsi nie byli.

Także polskie dane dotyczące przestępczości nie pozwalają na wyciągnięcie wniosku, że ogrodzenie osiedla zabezpiecza jego mieszkańców przed przestępczością bardziej niż osiedle otwarte. Zresztą

Polska jest jednym z krajów o najniższym poziomie przestępczości w Europie,

a nawet na świecie, więc grodzenie się nad Wisłą ze strachu przed bandyterką jest zupełnie bezpodstawne.

Goniąc za prestiżem

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, analizujące przyczyny i skutki grodzenia osiedli na przykładzie krakowskiej dzielnicy Podgórze, potwierdza, że powody odgradzania się leżą przede wszystkim w głowach mieszkańców. Są one wynikiem dobrowolnej gettoizacji. Przyczyną kupienia mieszkania na ogrodzonym osiedlu najczęściej wskazywaną przez respondentów była chęć posiadania wyłącznego dostępu do infrastruktury i usług. Druga w kolejności – potrzeba zaznaczenia/oddzielenia swojej własności w przestrzeni. Dosyć wysoko była również potrzeba bezpieczeństwa oraz potrzeba prestiżu. Widać więc wyraźnie, że

za grodzenie osiedli odpowiadają przede wszystkim zakorzenione w Polakach postawy indywidualistyczne:

niechęć do dzielenia się z innymi przestrzenią publiczną oraz potrzeba zasygnalizowania własnej pozycji społecznej.

tuwroclaw.com

Indywidualistyczne postawy potwierdza również badanie opisane przez Dominika Owczarka z Uniwersytetu Warszawskiego, porównujące zachowania mieszkańców warszawskich osiedli. Tych z zamkniętych cechował niższy poziom aktywności społecznej niż mieszkańców osiedli otwartych. Drudzy byli też bardziej przywiązani do Warszawy, za to mieszkańcy osiedli grodzonych – do własnego mieszkania. Pomimo deklaracji o wyższym poczuciu bezpieczeństwa, poziom zaufania w osiedlach zamkniętych wcale nie był wyższy od tego w otwartych. Tak więc choć mieszkańcy osiedli zamkniętych deklaratywnie czuli się bezpieczniej, nie potrafili obdarzyć swych sąsiadów większym zaufaniem.

Mieszkańców osiedli otwartych zapytano także, czy chcieliby się ogrodzić, a tych z osiedli zamkniętych, czy chcieliby zlikwidować ogrodzenie. W obu wypadkach respondenci częściej odpowiadali nie. Jak widać, obu grupom dobrze się żyje na osiedlach, które zamieszkują.

Realne konsekwencje

Zalety osiedli grodzonych siedzą głównie w głowach, jednak ich wady są jak najbardziej realne.

Eksperci badający krakowską dzielnicę Podgórze ocenili skutki przestrzenne grodzenia i zauważyli… niemal same negatywne. Jedynym wskazanym pozytywem było skondensowanie wielu funkcji na małej przestrzeni. Pozostałe najważniejsze skutki to tworzenie fizycznych barier oraz utrudnienia komunikacyjne dla pieszych, co już trudno uznać za pozytywy. Także pozostałe konsekwencje miały charakter stricte negatywny. Grodzone osiedla sprawiały, że zmniejszana była liczba przestrzeni publicznych, utrudniały one komunikację samochodową i tworzyły bariery widokowe. Zauważono również negatywne konsekwencje socjologiczne, takie jak zanik relacji sąsiedzkich w dzielnicy, tworzenie podziałów między jej mieszkańcami oraz potęgowanie nieufności pomiędzy lokatorami osiedli zamkniętych a tymi z otwartych.

Trudno znaleźć jakieś pozytywne konsekwencje budowania osiedli zamkniętych w Polsce.

Musi być jakiś ruch na osiedlu

Niszczą one poczucie wspólnoty wśród mieszkańców dzielnic i ograniczają przestrzeń dostępną dla ogółu. Utrudniają też prowadzenie biznesu, przez co często ich mieszkańcy mają dużo dalej do różnych punktów usługowych, gdyż mało kto chce coś otwierać w miejscu, w którym siłą rzeczy liczba klientów będzie ograniczona. Osiedla te są zwykle smutne i martwe,

poziom aktywności wszelakiego rodzaju jest zdecydowanie niższy niż na tradycyjnych osiedlach otwartych,

do których swobodny dostęp mają także znajomi mieszkańców czy osoby przyjeżdżające.

Prosimy o komentarze na dole strony.

Są również dowody na to, że zamieszkiwanie na osiedlu grodzonym źle wpływa na psychikę, a w niektórych przypadkach może nawet prowadzić do depresji. Mimo to takich enklaw wciąż powstaje mnóstwo i to się nie zmieni, gdyż trudno wykorzenić trwałe społeczne postawy. Instrument do walki z tym mają samorządowcy, którzy mogą zakazywać budowy takich osiedli dzięki ustawie krajobrazowej. Problem w tym, że się do tego jakoś nie palą. Nie pozostaje nic innego, niż naciskać na włodarzy miast – gdy się przekonają, że mieszkańcy osiedli otwartych, których na szczęście wciąż jest zdecydowanie więcej, nie życzą sobie, by wydzielano fragmenty ich miast, może zmienią swoje podejście.