W efekcie globalnego ocieplenia i nieodpowiedzialnych praktyk w rolnictwie, rozrastają się martwe strefy zagrażające milionom gatunków. Także oceanicznych.

Oceany w największym stopniu odczuły wyzutą z poczucia odpowiedzialności działalność człowieka. Tym samym nie są one już tym, czym były w czasach poprzedzających rewolucję przemysłową, a skala poczynionych zniszczeń jest tym większa, im poszerza się zakres naszej wiedzy. Problemem nie są już wyłącznie miliony butelek i wszelkiego rodzaju odpadów, które wypełnionymi po brzegi ciężarówkami, dostarczamy oceanom co minutę. Nie jest to też będące pokłosiem zmiany klimatu rosnące zakwaszenie wody, które dla wielu gatunków jest równoznaczne z wyrokiem śmierci. Niestety problem, dotychczas objawiający się lokalnie, tyczy się całego wszechoceanu. Brakuje w nim tlenu.

Martwe strefy rozrastają się stale od 1950 roku i przez ten czas ich powierzchnia zwiększyła się czterokrotnie.

Obecne oceany są więc jedynie wybrakowaną z tlenu namiastką dawnej wielkości. Martwe strefy, czyli obszar morski, w którym egzystencja życia jest w dużej mierze niemożliwa, rozrastają się stale od 1950 roku i przez ten czas ich powierzchnia zwiększyła się czterokrotnie. Narażone na ich obecność są szczególnie morza oraz przybrzeżne zatoki, gdzie tempo szkodliwych zmian odnotowano jako dziesięciokrotnie większe. O tym problemie, który dosłownie zapiera rybom dech w piersiach, informuje grupa badaczy na łamach pierwszego tegorocznego numeru magazynu naukowego Science[->]. Pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych prowadzą oni badania poświęcone lepszemu zrozumieniu szkodliwych zmian zachodzących w oceanach, a szczególnie rozrostu martwych stref.

Skąd taka drastyczna zmiana na przestrzeni ostatnich dekad? Rosnąca temperatura w atmosferze, gdzie rok 2018 rozpoczęliśmy z koncentracją CO2 w atmosferze rzędu 409 ppm[->], powoduje ogrzewaniem oceanów. Im są one cieplejsze tym mniejsza w nich zawartość rozpuszczonych gazów, w tym tlenu. Nierównomierny rozkład wzrostu temperatury, która zachodzi głównie w warstwie powierzchniowej wody, utrudnia ponadto przemieszczanie się tlenu na większe głębokości. Oceany to niezwykle delikatny ekosystem naszej planety, gdzie nawet mała zmiana pewnych czynników, stałych od bardzo dawna, wiąże się efektem domina, czyli destabilizacją. Według niemieckiego instytutu Geomar tempo ubytku morskiego tlenu to 0,4% rocznie[->], a więc nawet drobny ubytek, jaki miał miejsce przez ostatnich kilkadziesiąt lat, spowodował wysoce nierównomierne szkody.

Powstające przy kontynentalnych wybrzeżach martwe strefy, jak na przykład ta słynna i największa w Zatoce Meksykańskiej[->], związane są nie tylko z cieplejszym klimatem. Przemysłowe rolnictwo, którego celem jest sprostanie apetytowi na mięso, polega znacznie na nawozach bogatych w fosfor i azot. Nadwyrężona gleba, nadmiar środków chemicznych i na sam koniec deszcze wypłukują te pierwiastki z gleby, które następnie spływają do rzek. Tam rozpoczynają długą wędrówkę, która kończy się w większym morskim zbiorniku, jak na przykład wspomniana powyżej Zatoka Meksykańska. Pożywne dla alg odpady powodują rozkwit populacji, a jej późniejsze obumarcie dosłownie zasysa tlen z wody. Proces ten naukowo nazywamy eutrofizacją.

Oceany to niezwykle delikatny ekosystem naszej planety, gdzie nawet mała zmiana pewnych czynników, stałych od bardzo dawna, wiąże się efektem domina, czyli destabilizacją.

Przewiduje się, że morskie głębiny zamieszkane są przez prawie milion gatunków zwierząt i roślin. Wielu z nich nie mieliśmy jeszcze okazji spotkać. Ustalenia specjalistów w dziedzinie taksonomii sugerują ponadto, że dotychczas poznana liczba, będąca zaledwie jedną czwartą przewidywanej, to w rzeczywistości o wiele mniej. Ze względu na różne sposoby opisywania zebranych danych oraz często trudno dostrzegalne różnice pomiędzy osobnikami, ten sam gatunek może być opisany kilkukrotnie, pod różnymi nazwami. Tak zwane przypadki synonimii tyczyć mogą się nawet 170 tys. dotychczas poznanych gatunków. Skala naszej niewiedzy na temat organizmów morskich jest ogromna – z każdym rokiem maleje, ale jednocześnie rośnie ryzyko zaprzepaszczenia tej możliwości raz na zawsze.

Jak możemy pomóc mieszkańcom mórz i oceanów złapać oddech? O komentarza w tej sprawie poprosiłem Annę Sierpińską, redaktor portalu Naukaoklimacie.pl, która zajmuje się właśnie zagadnieniami wykraczającymi poza suchy ląd. Jak mówi: – Problemów związanych z odtlenianiem oceanów nie da się szybko rozwiązać — skutki obecnie zachodzących zmian klimatu będą wpływać na stan mórz przez setki, a nawet tysiące lat. Tym, co pomogłoby w jakimś stopniu powstrzymać ubytek tlenu przy wybrzeżach, jest ograniczenie spływu rzekami zanieczyszczeń, takich jak ścieki i nawozy (w UE w tym celu stworzono m.in. tzw. Dyrektywę Azotanową), a także wyznaczanie rezerwatów morskich. Rezerwaty pozwalają odbudować populacje ryb i innych organizmów morskich, a tym samym wpłynąć na gatunki i ilość glonów pojawiających się w przybrzeżnych wodach.

Oceany to nie tylko dom dla miliona gatunków morskich organizmów, ale również źródło pożywienia, miejsce pracy i ważny element kultury wielu społeczeństw. Wszelkie straty w tym ekosystemie są stratami nas wszystkich. Nie pozwólmy udusić się niezliczonym rybom, zadziwiającym ośmiornicom, majestatycznym płaszczkom i całej reszcie tego podwodnego bestiariusza.