Oby zostały na lodzie

Hubert Bułgajewski o szansach przetrwania niedźwiedzi polarnych

Kurcząca się pokrywa lodowa w Arktyce sprawia, że żyjący tam niedźwiedź polarny stał się gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Na razie tempo wymierania tych zwierząt jest niewielkie i takie będzie, o ile tamtejsza czapa polarna nie zniknie całkowicie.

Lodowy dom niedźwiedzia
Na drodze ewolucji powstało wiele gatunków niedźwiedzia, jednym z nich jest niedźwiedź polarny (Ursus arctos). To wspaniałe zwierzę żyje na pokrywającym Ocean Arktyczny lodzie. Jest doskonale przystosowane do trudnych, polarnych warunków. Jego białe futro stanowi doskonały kamuflaż w zimowym krajobrazie Arktyki. Z kolei gruba warstwa tłuszczu, jak i samo futro zapewniają mu ochronę przed 40-stopniowymi mrozami.

Lód morski Arktyki jest dla tego gatunku bardzo ważny. Po pierwsze, ze względu na pokarm. Niedźwiedzie polarne żywią się fokami i młodymi morsami, które tak jak on występują na pokrywie lodowej lub bezpośrednim jej sąsiedztwie. Ponadto te niedźwiedzie mają inną budowę kończyn niż ich lądowi kuzyni, co pozwala im nie tylko sprawnie poruszać się po krach lodowych, ale też pływać. I choć właśnie są świetnymi pływakami, bardzo źle radzą sobie na niepokrytym śniegiem lądzie.

Życie na krawędzi
Prowadzone od lat obserwacje pokazują, że w niektórych częściach Arktyki populacja tych zwierząt się kurczy. Różnie się to rysuje w zależności od obszaru – są miejsca, gdzie ich liczebność nie spada. Na razie niedźwiedź polarny nie jest tak zagrożony jak na przykład tygrys, nosorożec czy słoń. Głównie dlatego, że gatunek ten żyje z dala od cywilizacji, w trudnym dla człowieka klimacie. Sama zaś czapa polarna Arktyki nie kurczy się jeszcze aż tak bardzo, by stanowić realne zagrożenie egzystencjalne. W wielu miejscach każdego roku lód morski wycofuje się względnie powoli, dzięki czemu zwierzęta mają czas na reakcję. Niestety, są jednak miejsca, gdzie lód znika latem bardzo szybko.

Dużym problemem jest fakt, że polarne niedźwiedzie nie występują w głębi czapy polarnej, tam gdzie lód utrzymuje się przez cały rok. Największe populacje trzymają się blisko wybrzeży kontynentów. Niedźwiedzie muszą żyć na dość cienkim lodzie, gdzie istnieje możliwość powstawania szczelin i dziur, z których korzystają foki. Foka większość czasu spędza w wodzie, ale tak jak każdy ssak musi wypłynąć na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza. A tam czekają na nie niedźwiedzie polarne. Dlatego też nie spotyka się fok i niedźwiedzi w głębi czapy polarnej, gdzie znajduje się kilkumetrowy lity lód. Ten sprawia, że obydwa te gatunki muszą reagować na letnie topnienie lodu – czasem nie są w stanie zdążyć za dosłownie uciekającym w głąb oceanu lodem. Zostają na lądzie, gdzie mają problem z przetrwaniem.

Marna dieta na lądzie
Naukowcy badający zachowanie niedźwiedzi polarnych zaobserwowali, że te zwierzęta, zmuszone do życia na lądzie, muszą żywić się na przykład ptasimi jajami. Ekosystem tundry, który graniczy z Oceanem Arktycznym, nie nadaje się dla niedźwiedzi. Nie ma tam dla nich wartościowego pokarmu. – Wiemy, że niedźwiedzie polarne plądrowały ptasie gniazda, a nawet łapały czasem dorosłe gęsi, ale krytycznie ważnym pytaniem jest: jak bardzo zmienia to obraz sytuacji [potencjalnego niedożywienia niedźwiedzi]? Jest różnica pomiędzy zaobserwowaniem, że zwierzę coś zjada, a zrozumieniem, co takie odżywianie jest naprawdę warte – powiedział dr Steven Amstrup, szef zespołu badawczego Polar Bears International.

Do tego dochodzi fakt budowy ich ciała. Niedźwiedzie polarne są przystosowane do życia na lodzie i w wodzie morskiej, a nie na stałym, zwłaszcza pozbawionym śniegu lądzie. Nie są w stanie polować na ssaki lądowe, takie na jakie poluje niedźwiedź brunatny czy amerykański baribal. Co więcej, polarne niedźwiedzie z powodu przesuwania się stref klimatycznych są zmuszone do konkurencji o pokarm z żyjącymi na lądzie drapieżnikami. Ocieplenie klimatu sprawia też, że lądowe gatunki niedźwiedzi wędrują na północ. Nawet jeśli polarnym udaje się zdobyć pożywienie, to na drodze staje im przystosowany do życia na lądzie grizzly. Obserwujący subpolarną przyrodę biolodzy zanotowali także, że białe niedźwiedzie wchodzą w interakcję na przykład z grizzly, czego owocem jest nowy gatunek, który nazwano niedźwiedziem pizzly.

Z dala od ludzi
Liczbę niedźwiedzi polarnych szacuje się na niecałe 30 tysięcy osobników. Jest to spora, choć nie bardzo duża liczba. Choć stopniowo maleje, to ssaki te mają szanse na przetrwanie. Po pierwsze, wbrew apokaliptycznym wizjom niektórych naukowców lód morski Arktyki nie zniknie w tym roku. W najgorszym razie będziemy mieli rekordowe (ale raczej naciągane na siłę, można by powiedzieć) topnienie. Naukowcy snujący ponure wizje nie wzięli pod uwagę czynnika wilgoci. Otóż zbyt szybkie topnienie lodu w latach 2005–12 sprawiło, że klimat Arktyki stał się wilgotniejszy. Zimą jest to problem, bo lód z powodu słabych mrozów ma problem ze swoją odbudową. Ale latem koc z chmur działa hamująco na topnienie. Od 2012 roku nie padł kolejny rekord topnienia, a lato w okresie 2013–2017 było pochmurne.

Dlatego też istnieje możliwość, że większość populacji niedźwiedzia polarnego przetrwa następne 50 lat, bo w wielu miejscach lód nie będzie się latem wycofywać aż tak szybko. Na przykład w 2013, 2014 i 2017 roku dość słabo topił się on na Morzu Beauforta. Nie otworzyło się też wtedy słynne Przejście Północno-Zachodnie. Dzięki temu żyjące tam niedźwiedzie polarne miały możliwość odbudowy swojej populacji.

Drugim ważnym czynnikiem jest to, że na zwierzęta te prawie w ogóle się dziś nie poluje. Robią to jedynie żyjący na Dalekiej Północy Innuci. Niedźwiedzie są chronionym gatunkiem, a ponadto gatunek ten żyje w odosobnieniu, z dala od cywilizacji. Nie jest też specjalnie atrakcyjną dla ewentualnych kłusowników zdobyczą. Nie poluje się na nie, tak jak na nosorożce dla rogów czy słonie dla kłów. Sami zaś Innuici szanują te zwierzęta. Żyją w harmonii z przyrodą, biorąc tyle ile potrzebują. Kłusownicy polujący na lwy czy nosorożce postępują inaczej. Zdarza się oczywiście, że ludzie zabijają niedźwiedzie polarne. Tak dzieje się w Kanadzie, ale ludzie robią to tylko w sytuacji, gdy zwierzęta wchodzą bezpośrednio w niebezpieczny kontakt z nimi.

Szanse dla miśków
Przede wszystkim świat musi uwolnić się od paliw kopalnych. Naukowcy zgodnie przyznają, że to jedyny sposób, poza oczywiście samą ochroną gatunku i przenoszeniem zwierząt w inne miejsca Arktyki. Od lat pojawiają się pomysły, by niedźwiedzie polarne przenieść na Antarktydę, bo ta jest stosunkowo odporna na ocieplenie klimatu. Przez wiele lat lód morski wokół Antarktydy rósł, a nie topił się jak w Arktyce. Lód znajdujący się na Morzu Weddella, wzdłuż Półwyspu Antarktycznego, wydaje się najlepszym miejscem dla niedźwiedzi polarnych – panują tam warunki zbliżone do tych przykład na Morzu Beauforta czy Czukockim.

Technicznie wykonalne i realne. Jest jednak poważna przeszkoda, o której mówią biolodzy: inne gatunki, które żyją na Antarktydzie – i którym też nie jest łatwo.  Przeniesienie niedźwiedzi polarnych na Antarktydę oznaczałoby katastrofę ekologiczną – szybko przetrzebiłyby stada żyjących tam pingwinów. Te pewnie czują się na lodzie, bo tam nie zagraża im niebezpieczeństwo, a ponadto są dość nieporadne na stałej powierzchni, nie potrafią szybko biegać ani też, co oczywiste, latać. Naukowcy mówią, niedźwiedzie szybko doprowadziłyby do zagłady pingwinów, jak zresztą żyjących obok nich antarktycznych gatunków fok.
Pozostaje więc chronić arktyczne gatunki i ograniczać emisje CO2, by w ten sposób nie pogorszyć i tak nie najlepszej już sytuacji.

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.