📻 #COP24 ZAKOŃCZONE: Objazdowy cyrk globalnego ocieplenia – Odjazd!

Przejdźmy od słów do czynów

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Negocjacje klimatyczne, organizowane co rok spotkania. Czy to w ogóle ma jakiś sens? Obserwacje pokazują, że negocjacje klimatyczne nie przyniosły tak naprawdę żadnych rezultatów. Każdy walczy po swojemu.


24. edycja

Zakończył się kolejny, dokładnie 24. szczyt klimatyczny Konferencji Stron (COP – Conference of Parties). Wygląda na to, że pomyślnie. Bowiem późnym wieczorem 15 grudnia, w sobotę, strony szczytu klimatycznego ONZ w Katowicach przyjęły dokument końcowy. To tak zwany Pakiet Katowicki, czyli dokument będący mapą drogową realizacji Porozumienia Paryskiego z 2015 roku.

Czy jednak ten klimatyczny zjazd, jak i zresztą poprzednie przyniósł jakiś efekt? Czy w ogóle jest to coś warte?

Celem klimatycznych negocjacji jest wypracowanie planu redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery i dokonaniu wszelkich innych działań mających na celu ograniczenie wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza. Według szerokiej opinii naukowców z zakresu klimatologii, ocieplenie ziemskiej atmosfery o 2 stopnie uruchomi mechanizmy prowadzące do dalszego ocieplenia ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tymczasem ostatnie lata to świat cieplejszy o 1 stopień. Warto tu dodać fakt, że jeszcze 15-20 lat temu ziemska atmosfera była o 0,5 stopnia chłodniejsza. Żyjemy w okresie, który już jest najcieplejszym w holocenie, i jeśli nic się nie zmieni, to za kilka-kilkanaście lat będziemy żyć w wartościach temperaturowych podobnych do tych z czasów interglacjału eemskiego.

Dwutlenek węgla kiedyś a dziś

Aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego negocjacje klimatyczne są tak naprawdę nic niewarte, wystarczy znać się na paleoklimatologii, fizyce oceanów i atmosfery. Nie będę tutaj przedstawiać wykładu na temat tych spraw, od razu przejdę do meritum.

Głównym czynnikiem jest zawartość dwutlenku węgla w atmosferze oraz jego właściwość. Obecnie w atmosferze mamy niespełna 410 ppm CO2 (parts per milion – części na milion).

W holocenie, czyli ostatnim interglacjale, mieliśmy średnio 270 ppm CO2 w atmosferze. Panował wtedy stabilny klimat pozwalający na rozwój cywilizacji. Jeszcze kilka lat temu stężenie CO2 było podobne do tego z czasów pliocenu, około 4 milionów lat temu. Obecne wartości CO2, czyli przekraczające 405 ppm, po raz ostatni miały miejsce w miocenie, około 15 milionów lat temu. A dokładnie w czasie optimum klimatycznego pierwszej połowy miocenu sprzed 15-17 milionów lat. W obu tych przypadkach świat wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Zwłaszcza w miocenie. Temperatury przekraczały wartości odnotowane w XIX wieku o 3-5 stopni Celsjusza. Poziom morza był wyższy o 36-58 metrów, co oznacza, że na Grenlandii nie było lodu, a na Antarktydzie czapa lodowa była znacznie mniejsza niż dziś. Panował tropikalny klimat, także u nas. To właśnie z tamtych czasów pochodzą złoża węgla brunatnego. Powstał on z gnijących roślin tamtejszego tropikalnego świata.

W miocenie nie było człowieka. Owszem, ktoś może powiedzieć, że wtedy też istniało życie, tak samo jak we wcześniejszych epokach. Tak, istniało, ale było inne niż dziś. Zmiany klimatyczne zachodziły znacznie wolniej niż obecnie. No i w końcu zwierzętom nie przeszkadzał wzrost poziomu oceanów czy konieczność migracji.

Mamy już część odpowiedzi. Z obecną ilością CO2 świat ociepli się o ponad 2 stopnie bez dwóch zdań. Przez miliony lat to CO2 regulował klimat z pomocą aktywności wulkanicznej czy trwającego dziesiątki tysięcy lat procesu wietrzenia skał. Oczywiście w grę wchodziły także zmiany w ruchu orbitalnym Ziemi, ale to właśnie stężenie CO2 wyznaczało trend klimatyczny. Kiedy jego stężenie spadło poniżej 200 ppm, Ziemia weszła w erę zlodowaceń. Kiedy zaś jego ilość przekraczała 200 ppm, Ziemia wychodziła z epoki lodowcowej. Tak więc obecny skład atmosfery różni się znacząco od tego, co miało miejsce w ciągu ostatniego miliona lat, kiedy Ziemia doświadczała epok lodowych.

Długo żyjący gaz

Drugą częścią odpowiedzi na pytanie, dlaczego szczyty klimatyczne są nic niewarte, jest właściwość dwutlenku węgla jako gazu cieplarnianego. Chodzi tu głównie o jego żywotność. CO2 to gaz, a nie zanieczyszczenie. Smog nie jest gazem, lecz zawiesiną drobin, tak więc CO2 nie zachowa się tak jak smog. Nie zniknie kilka dni po tym, jak zaprzestaniemy spalania paliw kopalnych. Ten gaz jest dość żywotny. Usunięcie większości CO2 z atmosfery, który ludzkość wyemitowała, zajmie 200-300 lat.

Tyle będą potrzebowały oceany, aby wyciągnąć ten gaz z atmosfery. Po pierwsze, to bardzo długo, więc w tym czasie Ziemia, a dokładnie oceany będą dalej akumulować ciepło z racji podwyższonej ilości dwutlenku węgla. Po drugie, oceany będą się zakwaszać wraz z przybywającą w nich ilością CO2. Tym samym będą tracić efektywność pochłaniania tego gazu, bo coraz bardziej kwaśny i do tego za ciepły ocean oznacza zubożenie życia, spadek produktywności biologicznej, co już jest obserwowane.

O jeden most za daleko

Możemy więc dojść do momentu, kiedy oceany po prostu zaprzestaną pochłaniania CO2, bo zostaną nim przesycone. Będą niczym woda gazowa po otwarciu butelki. A tempo zakwaszania według paleoklimatologów jest najszybsze od 300 milionów lat. Warto też przy tym zwrócić uwagę na dwa czynniki. Pierwszy z nich to nie to, jak szybko zmniejszymy emisje CO2, tylko ile wyemitujemy łącznie. A niestety, ostatnie dane Global Carbon Project pokazują, że ta redukcja nam nie idzie. Po pauzie, która trwała trzy lata i spadku emisji o 1,6 procent w 2017 roku, znów dojdzie do zwiększenia spalania paliw kopalnych. W 2018 roku eksperci po wstępnych analizach spodziewają się wzrostu o 2,7 procent. Czy spadło czy wzrosło, co to ma za znacznie. To kolejne 30-35 miliardów ton CO2 rocznie. 2-3 ppm CO2 rocznie przybywa w atmosferze z racji tego faktu.

Drugi czynnik to naturalne emisje CO2, które rosną z powodu wzrostu temperatury. Emisje metanu z wiecznej zmarzliny czy pożary lasów i susze w Amazonii. Te zjawiska się nasilają. Może w końcu dojść do sytuacji, kiedy to planeta sama stanie się źródłem emisji CO2 do atmosfery. Na przykład dojdzie do masowej destabilizacji wiecznej zmarzliny pod dnem Morza Wschodniosyberyjskiego, tak zwanych hydratów metanu.

Co tak naprawdę myślą o tym naukowcy?

Dlatego też wielu naukowców i ekspertów nie wypowiada się zbyt dobrze o szczytach klimatycznych. Według nich Paryskie Porozumienie Klimatyczne z 2015 roku to tylko puste słowa, tak samo jak Pakiet Katowicki z 2018 roku.  Ta konferencja to tak naprawdę oszustwo, blaga. Wciskają ten sam kit: Mamy limit ocieplenia 2 stopnie i postaramy się lepiej za kolejne pięć lat. To po prostu bezwartościowe frazesy. Nie ma działań, tylko obietnice – powiedział James Hansen, były dyrektor Instytutu Goddarda Studiów Kosmicznych NASA.

I faktycznie, przez ostatnie lata nic się nie zmieniło. Nic dziwnego, świat potrzebuje paliw kopalnych. Co z tego, że Unia Europejska zmniejsza emisje CO2 w tempie 1-2 procent rocznie, skoro wschodzące gospodarki, takie jak Chiny czy Indonezja, zwiększają.

Podobnie wypowiada się Patrick Michaels, klimatolog, dyrektor Centrum Badań Naukowych Instytutu Cato:  Prawda jest taka, że Paryskie Porozumienie Klimatyczne niczego faktycznie nie zmienia. Wystarczy przyjrzeć się liczbom. Gdyby każde państwo postąpiło zgodnie ze swoimi deklaracjami, a nie zrobi tego, redukcja globalnego ocieplenia osiągnęłaby w 2100 roku poziom 0,1–0,2 stopnia Celsjusza. Mówimy o wartości, która jest zbyt niska, by ją mierzyć. To niesamowite, że ludzie poklepują się po plecach i gratulują sobie nawzajem, chociaż wiedzą doskonale, że zgodzili się zrobić tyle, co prawie nic.

Bardzo możliwe, że cały problem sprowadza się do naukowców, których raport IPCC stanowi podstawę dla negocjacji klimatycznych. Oni są zbyt ostrożni, zbyt zachowawczy. Nic dziwnego, nie chcą być posądzani o panikarstwo. Choć pewnie spora ich część po prostu nie zdaje sobie sprawy z problematyki zmian. Chodzi tu o rolę, jaką odgrywają sprzężenia zwrotne, czyli mechanizmy wzmacniające proces ocieplenia klimatu. Dlatego też można co jakiś czas dowiedzieć się, że takie czy inne zjawisko zaskoczyło naukowców. Nie spodziewali się tego.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Paul Beckwith, badacz systemu klimatycznego planety, ekspert od nagłych zmian klimatycznych z Uniwersytetu w Ottawie. – Nowy raport IPCC zaskoczy wiele osób opisem poważnej sytuacji, ale wzorem poprzednich edycji nie powie do końca, jaka jest rzeczywistość. Ludzie nie dowiedzą się z niego, co tak naprawdę się dzieje. (..) Cały proces tworzenia dokumentu jest niedorzeczny i popsuty. Jaki sens ma publikowanie go co 5-7 lat? Potrzebujemy aktualizacji co miesiąc, by uzyskać faktyczny obraz tempa przeobrażeń i dać decydentom szansę na przygotowanie stosownej reakcji. Tymczasem prezentowane wnioski są spóźnione. Od lat apeluję o podjęcie działań naprawczych. Raporty powinny być opracowywane rokrocznie. (..) Jesteśmy świadkami nagłej zmiany klimatu. Powinniśmy ogłosić globalny stan wyjątkowy.

Z czym możemy się porównać?

Beckwith jest naukowcem, który otwarcie mówi o tym, że klimat może ocieplić się w sposób znaczny. Daleko wykraczając poza to, co twierdzi IPCC. Wielu naukowców, podobnie jak Beckwith, uważa, że do końca tego wieku świat nie ociepli się o 2 stopnie, lecz o 4-5 stopni. Świadczy o tym przyspieszający w ostatnich latach trend ocieplenia, związany z bezprocesowym tempem uwalniania CO2 do atmosfery.

Bo takiego czegoś, jak to, co teraz się dzieje, nie było nawet w czasie PETM (Paleo-Eoceńskie Maksimum Termiczne). Wtedy świat ocieplił się o 6 stopni w 10 tysięcy lat w wyniku destabilizacji hydratów metanu w Arktyce. Na Ziemi było wtedy cholernie gorąco, a poziom oceanów był prawie o 80 metrów wyższy niż obecnie. Według naukowców było to zjawisko hipertermiczne, szybkie w skali geologicznej historii.

A jak mamy definiować to, co dzieje się teraz??? Dlatego też negocjacje klimatyczne są nic niewarte. Szczyty klimatyczne to po prostu objazdowy cyrk. Nie ma efektów. Oczywiście nie znaczy to, że mamy się poddać. Niezależnie od tego, co się dzieje, poszczególne państwa powinny walczyć. Nawet jeśli okaże się, że sprawa jest przegrana.


Źródła:

https://www.carbonbrief.org/analysis-fossil-fuel-emissions-in-2018-increasing-at-fastest-rate-for-seven-years

https://exignorant.wordpress.com/ – przetłumaczone wypowiedzi naukowców

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.