📻 Magda Gacyk: W pogoni za pigułką boskości

Czy mikrodawki narkotyków mogą pomagać, a nie szkodzić?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście. Czyta Magda Gacyk:


O nootropikach jest w USA głośno od paru lat. Substancje, które pomagają zwiększyć sprawność intelektualną, są pożądane przez Amerykanów, niezależnie od wieku, zawodu czy statusu materialnego.

W pogoni za pigułką boskości
Nie jest łatwo znaleźć się w peletonie wyścigu szczurów. Ktoś zawsze jest szybszy, silniejszy, sprawniejszy, ładniejszy lub mądrzejszy. W Dolinie Krzemowej ta walka przybrała formę intelektualną – ściga się tu o najbardziej rewolucyjne wynalazki, najbardziej szalone pomysły technologiczne i najbardziej przełomowe innowacje. Kto wymyśli i wdroży w życie ideę, która jeszcze bardziej pchnie świat do przodu? Kto zawojuje wyobraźnię ludzkości swoją technowizją? Wyśle samochód z manekinem w kosmos? Zacznie kopać tunele pod Waszyngtonem, by puścić tam superszybkie kapsuły hyperloopa? Stworzy seksowne roboty, które będą tańczyć na rurze? Kto? Wszystko to zostało już zrobione.

Trzeba myśleć do przodu, bo elektryczna Tesla Elona Muska już krąży po orbicie ziemskiej, jego ekipy już umacniają podziemne fundamenty pod nowy rodzaj transportu, a wijące się sugestywnie Aluminiowe Bliźniaczki już były jedną z atrakcji Consumer Electronics Show w Las Vegas. Jak wybić się zatem na czoło wyścigu? Najlepiej być geniuszem, ale w globalnej wiosce, która liczy już ponad 7,5 miliarda osobników, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest jeszcze bardziej genialny. Może więc zatem wspomóc swój geniusz? W ten sposób eksperymentowali przecież najwięksi guru nowych technologii. Bill Gates i Steve Jobs. Jak? Biorąc halucynogeny.

Mechanika kwantowa a LSD
– Wypalenie zawodowe jest największym problemem wśród pracowników umysłowych Doliny Krzemowej – twierdzi Janusz Smoleński, psychiatra. Na jego kozetce lądują tuziny inżynierów skarżących się na brak kreatywności. Dr Smoleński funduje im na ogół farmaceutyki i terapię. Niektórzy wolą jednak iść na skróty. Wtedy na scenę wkraczają nootropiki.

W USA jest o nich głośno od paru lat. Substancje, które pomagają zwiększyć sprawność intelektualną, są pożądane przez Amerykanów, niezależnie od wieku, zawodu czy statusu materialnego. Z mentalnych wspomagaczy równie chętnie korzystają finansiści z Wall Street, technowizjonerzy Silicon Valley i studenci. Większość nootropików jest bowiem dość łatwo dostępna i nie drenuje kieszeni, a pozwala na doświadczenie stanu niezwykłej jasności umysłowej. Informacje rączo przeskakują po aksonach, neuroprzekaźniki znajdują się w stanie idealnej równowagi, a człowiek może rozprawiać się z najtrudniejszymi kwestiami.

prawie połowa uczestników (44%) po spożyciu niewielkich ilości substancji psychoaktywnych była w stanie rozwiązać problemy logiczne, których nie udało im się rozwikłać wcześniej.

Najbardziej kontrowersyjną kategorią nootropików są substancje psychoaktywne: LSD (kwas), psylocybina (grzybki halucynogenne) czy meskalina (niektóre gatunki kaktusa, np. pejotl). Przeciwnicy twierdzą, że odrealniają i oszałamiają. Zwolennicy zapewniają, że pomagają skoncentrować się i pracować bardziej efektywnie.

Diabeł na ogół tkwi w szczegółach. W tym przypadku wszystko polega na dozowaniu. Halucynogeny działają pobudzająco intelektualnie, pod warunkiem że stosuje się tzw. mikrodawki (w przypadku LSD to około 10-20 mikrogramów raz na kilka dni). Mikrodawkowanie rozmaitych psychotropów bada się obecnie na prestiżowym kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda. To niejako powrót do badań sprzed lat, kiedy panował w Ameryce zupełnie inny klimat społeczny. Po wojnie w Wietnamie patrzono bardziej tolerancyjnie na kwestię używek (szczególnie w przypadku weteranów). Potem gwałtownie zaostrzono politykę dotyczącą narkotyków, a właściwie wypowiedziano im totalną wojnę (nadal toczącą się, acz najprawdopodobniej przegraną z kretesem War On Drugs). Obiecujące wyniki eksperymentów z halucynogenami z lat 50. i 60. trafiły do lamusa.

Rękawicę po latach podnieśli stanfordzccy naukowcy. Wstępne rezultaty ich badań rzucają nowe światło na psychofarmaceutyki. Substancje te, odpowiednio stosowane, mogą bowiem znacząco poprawić procesy myślowe, pozwalając na kreatywne rozwiązywanie trudnych problemów. Badani relacjonowali zwiększoną sprawność intelektualną, szybszy refleks i dłuższy czas koncentracji. Ich relacje potwierdzałyby rezultaty eksperymentów sprzed pół wieku, kiedy prawie połowa uczestników (44%) po spożyciu niewielkich ilości substancji psychoaktywnych była w stanie rozwiązać problemy logiczne, których nie udało im się rozwikłać wcześniej.

Kot Schrödingera i lek na narkolepsję
To mogłoby być zbyt hardkorowe doświadczenie dla Ciebie – Rich Lee zastanawia się chwilę. Widać, że chciałby jakoś sensownie mi doradzić, ale ze mnie taka nootropikowa dziewica, że zupełnie nie wie, jak tę kwestię ugryźć. – Nigdy nie próbowałaś LSD, mogłabyś mieć ciężką fazę, nawet po dawce mini. Przecież w ogóle nie wiesz, czy masz tendencję do bad tripowania… Siedzimy na podłodze w niewielkiej grupce. Jest 2014 rok i nie wiem prawie nic o wspomagaczach umysłu. Podpytuję więc znajomych biohakerów, bo to oni mają odwagę eksperymentować na sobie. Wszczepiają sobie technologiczne implanty, majstrują przy swoim DNA, wypróbowują rozmaite suplementy. Wszystko po to, by stworzyć wersję siebie, która będzie żyła dłużej, zdrowiej i lepiej. Są outsiderami, ale też – na własne życzenie – szczurami doświadczalnymi ludzkości.

Wszczepiają sobie technologiczne implanty, majstrują przy swoim DNA, wypróbowują rozmaite suplementy. Wszystko po to, by stworzyć wersję siebie, która będzie żyła dłużej, zdrowiej i lepiej.

– A próbowałaś kiedyś modafinilu? Nie? To najlepsze, co może Ci się przytrafić! – do ręki dostaję małą tabletkę z osobistej spiżarenki (jak nazywają konsumenci nootropików swoje zapasy). Nie jestem przekonana. Kilka lat wcześniej obejrzałam film Jestem Bogiem i fabuła wydała mi się całkiem przekonująca. I chociaż korciło mnie, żeby – jak Bradley Cooper w roli Eddiego – łyknąć magiczną tabletkę, po czym napisać błyskawicznie książkę, wygrać turniej pokera i z sukcesem zainwestować, zyskując wielomilionową fortunę, to byłam też pewna, że każdy lek ma skutki uboczne – tak jak w filmie. Modafinil przeleżał w bocznej kieszeni mojej torebki przeszło rok, a kiedy byłam już gotowa sprawdzić, jak działa, okazało się, że rozsypał się w biały proszek. Jestem pewna jednak, że to nie koniec mojej przygody z modafinilem. W końcu chciałabym kiedyś zrozumieć paradoks kota Schrödingera i teorię strun.

Z klasycznych farmaceutyków, które stają się nootropikami (bo przypadkowo okazuje się, że pozytywnie oddziałują na pracę mózgu), modafinil wydaje się ulubieńcem publiczności. To stymulant, zapisywany na ogół jako lek na narkolepsję, bezdech nocny i inne poważne zaburzenia snu. Nie uzależnia i wydaje się nie powodować działań niepożądanych, choć nie ma zbyt wielu analiz medycznych dotyczących potencjalnej jego szkodliwości. Można brać go codziennie lub okazjonalnie. Ważne, by przyjmować go rano, bo trzyma w energetycznych szponach przez cały dzień. Tajemnicą poliszynela jest, że to wspomagacz stanowiący ratunek dla wielu studentów w trakcie sesji i wielu nauczycieli akademickich w czasie kończenia ważnych projektów. Niektórzy z nich wspomagają się także Aderallem, przepisywanym na zaburzenia uwagi, ale stosowanie tego farmaceutyku najeżone jest niebezpieczeństwami. Substancją czynną w tym leku są sole amfetaminy, zażywanie go zatem dłużej niż dwa-trzy tygodnie może doprowadzić do uzależnienia, osłabić serce i poważnie zaburzyć zegar biologiczny. Te same zagrożenia powoduje lek na ADHD, Ritalin, też chętnie stosowany jako radykalny nootropik.

Nieco inaczej działają, używane jako nootropiki, beta-blokery. Są zapisywane przede wszystkim przy problemach z wysokim ciśnieniem, ale zauważono też, że potrafią znacząco zredukować napięcie. Stąd ich ogromna popularność wśród zawodowych golfistów, którym – podczas turniejów – nie ma prawa nerwowo zadrżeć ręka. Z beta-blokerów chętnie korzystają także osoby, które stresują się przed ważnymi wystąpieniami czy egzaminami.

Można brać go codziennie lub okazjonalnie. Ważne, by przyjmować go rano, bo trzyma w energetycznych szponach przez cały dzień.

Modafinil, Ritalin, Aderall i wiele innych… Samowolka w przekształcaniu poważnych leków w nootropiki powoduje entuzjazm tych, którzy wierzą, że możemy i mamy prawo eksplorować biochemię własnego organizmu, ale i poważną nerwowość u wielu autorytetów, a także władz różnego szczebla, obawiających się przedawkowań i niepożądanych objawów ubocznych. To farmaceutyczna terra incognita, więc trudno znaleźć wyważoną opinię. Chyba że spotyka się dr Pawła Dominika, pracownika naukowego Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco…

– Istnieje wiele substancji, które wpływają na przekaźnictwo nerwowe. Z jednej strony są to mniej szkodliwe alkaloidy pobudzające, jak teobromina w kakao, z drugiej strony substancje silnie narkotyczne i uzależniające, jak opiaty – tłumaczy polski biochemik. – Praca badawcza nad naturalnymi »dopalaczami« mózgu jest dziedziną prężnie rozwijającą się i powinniśmy się jej bacznie przyglądać. Poznawanie granic ludzkiej świadomości i sprawności umysłowej może przynieść wymierne korzyści w wielu schorzeniach układu nerwowego, takich jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Nie powinniśmy jednak bezkrytycznie łykać pierwszych lepszych »magicznych substancji« z internetu, dopóki wszystkie efekty uboczne nie zostaną zbadane.

Kawa, czekolada i inne delicje dla mózgu
Po powierzchni mojej kawy pływały niewielkie oka tłuszczu. Przy każdym poruszeniu tekturowego kubka zbijały się w niewielkie, żółtawe kałuże, bo po chwili rozdzielić się znowu na pojedyncze, tłustawe drobinki. Barista z rozanielonym wyrazem twarzy rozlewał napój kolejnym osobom.

– To kawa z masłem z mleka samic jaka. Prawdziwych jaków, nie tam żadnych mieszańców. Pasionych na prerii, stąd soczyście trawiasty aromat trunku. I dojonych nie częściej niż raz na trzy dni! Wiedzą państwo, oczywiście, że mleko jaków ma prawie dwa razy więcej tłuszczu od krowiego? No, tak… Oczywiście, że państwo wiedzą, bo w końcu same tęgie głowy tutaj… Mamy zaprzyjaźnione ranczo w Wyoming, czasami sprzedają nam kilkanaście maślanych bloków – chłopak był wyraźnie przejęty swoją rolą. Dwoił się i troił, żebyśmy docenili wyjątkowość produktu. – Nieczęsto się zdarza, że mogę serwować gościom Bulletproof Coffee tak wysokiej jakości, ale szef uznał, że dla tak szacownego grona tylko najlepszy produkt – dodał z lizusowskim uśmiechem.

Wiedzą Państwo, oczywiście, że mleko jaków ma prawie dwa razy więcej tłuszczu od krowiego?

Szef to Dave Asprey, twórca Bulletproof Coffee, czyli Kuloodpornej Kawy, znany w Dolinie Krzemowej kapitalista inwestycyjny. Szacowne grono stanowiliśmy natomiast my, uczestnicy warsztatów, zorganizowanych w San Francisco przez Consciousness Hacking Labs. Podczas dnia wykładów, dyskusji i ćwiczeń mieliśmy się dowiedzieć, jak skutecznie włamywać się do własnej świadomości, korzystając z najnowszych osiągnięć naukowych. Mieliśmy nauczyć się – wzorem komputerowych hakerów – jak odpowiednio tę świadomość przetwarzać. Miała nam w tym pomóc Bulletproof Coffee.

Szał na kofeinę z tłuszczem dopiero się zaczynał. Pojawiali się pierwsi wyznawcy, którzy twierdzili, że codzienne poranne picie kawy z masłem nie tylko całkowicie niweluje uczucie głodu oraz pomaga zbić wagę, ale daje ogromną energię na cały dzień. Ba! Pozwala na funkcjonowanie do wieczora na najwyższych intelektualnych obrotach.

Sam Asprey, uznany w Dolinie Krzemowej na poły za marketingowego szarlatana, a na poły za biznesowego wizjonera, podsycał zainteresowanie, opowiadając, jak to jego kawowy wynalazek pozwolił mu przepoczwarzyć się z niezdarnego i niezaradnego grubasa w sprawnego i produktywnego profesjonalistę oraz jak pomysł na Bulletproof Coffee narodził się podczas rytualnego picia tradycyjnej herbaty w Tybecie.

Rok po wprowadzeniu na rynek produkt miał już zagorzałych fanów i został okrzyknięty jednym z najlepiej przyswajalnych nootropików. Zyskał rzesze miłośników wśród tych, którzy preferują łagodniejsze podejście do zmieniania chemii mózgu: stymulującą kofeinę; zwiększającą wytrzymałość umysłową L-teaninę, ekstrahowaną z liści herbaty; czekoladową teobrominę, sprzyjającą koncentracji; poprawiający pamięć wyciąg z bakopy drobnolistnej (Bacopa monnieri), indyjskiej rośliny wodnej; wspomagające metabolizm całego organizmu kwasy GABA i wiele, wiele innych.

Na razie nootropiki to pojemny wór. Zajmujący się biochemią mózgu naukowcy, nieustraszeni w swoich eksperymentach biohakerzy, naukowi pasjonaci-amatorzy, ale też wszelkiej maści oszuści wrzucają do niego jak leci rozmaite substancje, które oddziałują na różne funkcje mózgu. Nie wiadomo wprawdzie do końca, czy substancje te działają, czy wywołują efekt placebo, ale wiadomo jedno: nootropiki to przyszłość psychofarmakologii. Szansa na wynalezienie pigułki boskości, która pozwoli przekroczyć człowiekowi wszelkie intelektualne ograniczenia. Ich popularność z roku na rok jest coraz większa, a liczba ich zwolenników rośnie nie tylko w USA. Zjawisko masowego używania mentalnych wspomagaczy od kilku lat zauważa Wielka Brytania. Poważne badania nad nootropikami prowadzone są w Szwajcarii i Holandii. Huxleyowski Nowy wspaniały świat będzie światem ludzi na umysłowych sterydach.