Nieudolni, leniwi i dbający tylko o własne partykularne interesy – taki obraz związkowców dominuje w Polsce w mediach i debacie publicznej. Stereotyp ten jest jednak co najmniej niesprawiedliwy.

Niezwykłym paradoksem jest, że w kraju, w którym związek zawodowy jeszcze przecież całkiem niedawno doprowadził do wyzwolenia spod sowieckiej dominacji, dominuje bardzo zły obraz związkowca. Nic dziwnego, skoro co najmniej od lat 90. upowszechniają go liderzy opinii publicznej. Zarzuty wobec związkowców można streścić w trzech głównych tezach – są nieudolni, dbają tylko o swoje związkowe interesy, a także nie palą się do pracy. W związku z dyskusją o zakazie handlu w niedzielę mogliśmy podziwiać wysyp kolejnych tego typu komentarzy i opinii. Łukasz Warzecha, czołowy przeciwnik polskich związków zawodowych, według którego każdy działacz związkowy to z definicji nierób, jeszcze w ubiegłym roku wielokrotnie zarzucił szefowi Solidarności, że ten od lat normalnie nie pracował. Zrobił to zarówno w felietonie traktującym o projekcie zakazu handlu w niedzielę, jak i później wielokrotnie w czasie dyskusji na twitterze.

Parę dni temu atmosferę podgrzał Marcin Bosacki, były dyplomata i rzecznik MSZ za czasów poprzedniego rządu. W ostrych słowach poskarżył się, że już za tydzień nie będzie mógł kupić lodów synowi w pobliskim markecie. A także podał dalej tweet internauty, w którym ten tradycyjnie zarzuca związkowcom lenistwo i nieudolność.

Oba powyższe tweety są wręcz wzorcowymi wypowiedziami, jakie kierują w stronę związkowców i związków zawodowych ich przeciwnicy. Problem w tym, że te zarzuty są niesprawiedliwe, absurdalne, a często wręcz wewnętrznie sprzeczne. No bo też w jaki sposób nieudacznicy i lenie mogli doprowadzić do wprowadzenia zakazu handlu w niedziele w całym kraju? Skoro udało im się przeforsować tak istotną ustawę, to ani nie są nieudacznikami, ani tym bardziej nie są leniwi. Zresztą wprowadzenie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele nie jest jedynym sukcesem związków zawodowych w ostatnim czasie. Przecież od ubiegłego roku zaczęła funkcjonować minimalna stawka godzinowa. Związki zabiegały o nią od przynajmniej kilku już lat. Uporczywe starania w tym kierunku doprowadziły wreszcie do uchwalenia jej i określenia na poziomie 13 złotych w 2017 roku. Także w zakresie miesięcznej płacy minimalnej, która jest tradycyjnie głównym przedmiotem zainteresowania związkowców, i którą co rok negocjują one z rządem i związkami pracodawców w Komisji Trójstronnej, organizacje pracownicze odniosły sukces. Obecna płaca minimalna w Polsce jest nie tylko najwyższą wśród krajów naszego regionu, ale jest także wyższa od płacy minimalnej w Portugalii i Grecji oraz niemalże równa hiszpańskiej.

W ubiegłym roku zaczęła funkcjonować minimalna stawka godzinowa. Związki zabiegały o nią od przynajmniej kilku już lat.

Podwyższenie płacy minimalnej, wprowadzenie godzinowej stawki minimalnej oraz ograniczenie handlu w niedzielę były w ostatnim czasie głównym przedmiotem dążeń związkowców. Na wszystkich tych polach mają sukcesy. Co ważniejsze jednak, żaden z tych obszarów nie leżał w interesie samych związkowców. Najbardziej uprzemysłowionymi obszarami gospodarki są spółki Skarbu Państwa, sektor energetyczny i wydobywczy oraz duży przemysł. W każdej z tych branż zarabia się zdecydowanie powyżej płacy minimalnej. Godzinowa stawka minimalna to już w ogóle postulat, który nie był w interesie żadnego członka związku zawodowego. Z tego prostego powodu, że dotyczył on osób pracujących na umowach zlecenie, a one wciąż nie mogą się jeszcze zrzeszać w związkach zawodowych (zresztą pomimo wyroku TK, który nakazał ustawodawcy umożliwienie im to). Ograniczenie handlu w niedzielę również nie było w interesie członków związków zawodowych, gdyż uzwiązkowienie w handlu jest mizerne. Handel jest wręcz najmniej uzwiązkowioną branżą w Polsce – zaledwie 3% pracowników handlu należy do związków.

Jak widać związkowcy mają spore sukcesy na koncie w ostatnim czasie. I żaden z nich nie dotyczy ich partykularnych interesów. Trudno też im zarzucić brak chęci do pracy. Zarzuty takie, jakie wystosował do Piotra Dudy Łukasz Warzecha, są zupełnie absurdalne. Czy szefowanie ogromnej, być może największej w Polsce organizacji społecznej nie jest ciężką pracą? Dlaczego niby pisanie tekstów do Do Rzeczy jest pracą, ale kierowanie największym w kraju związkiem zawodowym już nie? Praca związkowca to praca jak każda inna – twierdzenie, że osoby na etatach związkowych nie pracują, jest absurdem. Polskim związkom zawodowym można sporo zarzucić – często kłócą się między sobą (ZNP z Solidarnością, Solidarność z OPZZ itd.) czy nie nadążają za zmianami technologicznymi, o czym pisałem dla Reo.pl w tekście Uzwiązkowić Ubera. Jednak na pewno nie są nieudolne, leniwe i skupione tylko na sobie. W ostatnim czasie mają sporo sukcesów i to w obszarach, w których uzwiązkowienie jest albo minimalne, albo wręcz zerowe.