Niemiecki rząd potwierdza kurs na dekarbonizację


Po miesiącach debat, konsultacji i dyskusji rządząca wNiemczech koalicja CDU-SPD uzgodniła, a rząd federalny przyjął plan działań klimatycznychna następne trzy i pół dekady. Zakłada docelowo niemal całkowitą dekarbonizacjęniemieckiej gospodarki, potwierdzając cel z 2010 r. – redukcję emisji gazówcieplarnianych do 2050 r. o 80-95 proc. w stosunku do roku 1990.

 

Cele stawiane przez „Klimaschutzplan 2050” są znacznieambitniejsze, niż te zapisane w unijnej polityce klimatycznej. Do 2030 r.redukcja emisji ma zatem sięgnąć co najmniej 55 proc., podczas gdy UE celuje w40 proc. W 2040 r. redukcja ma sięgnąć 70 proc. Przy czym już w 2020 r.redukcja ma sięgnąć nawet 37 proc.

 

W preambule, dodanej na wyraźne życzenie urzędukanclerskiego, podkreśla się, że plan realizuje zobowiązania paryskiegoporozumienia klimatycznego sprzed roku. Nie ukrywa się, że chodzi też o sprawywizerunkowe. W przypadku przyjęcia mniej ambitnych celów, wiarygodnośćEnergiewende zostałaby mocno nadszarpnięta, zarówno w kraju jak i w UE – można wywnioskować z zapisów.

 

Po raz pierwszy Niemcy zdefiniowali ścieżki redukcjiemisji dla poszczególnych sektorów gospodarki, od energetyki, przez przemysł,transport, budownictwo po rolnictwo. I tak dla energetyki na rok 2030 zakładasię redukcję emisji o 61-62 proc., dla przemysłu o 49-51 proc., dla transportuo 40-42 proc., a najwyższy wskaźnik przypadł na budownictwo – 66-67 proc.

 

Jeśli chodzi o produkcję energii, to Niemcy przewidujądalszą ekspansję OZE, z zastrzeżeniem, że spalanie biomasy będzie ograniczane,a główny nacisk położony zostanie na spalanie odpadów.

 

Wraz z rosnącym udziałem OZE spadać ma produkcja energiielektrycznej z węgla. Cele klimatyczne mogą zostać osiągnięte tylko i wyłączniepoprzez stopniową redukcję użycia węgla w energetyce – stwierdza wprostdokument. Jednak elektrownie gazowe oraz najnowocześniejsze z istniejącychwęglowych odegrają bardzo ważną rolę jako źródła w okresie przejściowym.

 

Kwestia przyszłości węgla była jednym z najbardziejspornych tematów. Związki zawodowe, a częściowo również koalicyjna SPD byłyprzeciwko jednoznacznemu postawieniu kreski na węglu brunatnym,wydobywanym i spalanymgłównie we wschodnich Niemczech. W rezultacie negocjacji w planie pojawiły sięzapisy o konieczności wzięcia pod uwagę i minimalizowania efektów rezygnacji zwęgla brunatnego w regionach, gospodarczo mocno zależnych od energetyki,opartej na tym surowcu. To z kolei budzi ostre sprzeciwy zwolenników bardziejradykalnej polityki klimatycznej. Taka jest jednak cena kompromisu wokółkwestii węgla brunatnego.

 

Niemiecki rząd sugeruje też w planie, że będzie sprzyjałzaostrzeniu unijnej polityki, zwłaszcza jeśli chodzi o system handlu emisjami.Są zapisy, które można odczytać jako poparcie dla pomysłów w rodzaju MSR czyteż wprowadzenia minimalnej ceny emisji. Padają też deklaracje, że„Klimaschutzplan 2050” nie jest dany raz na zawsze i w przyszłości będziedostosowywany do zmieniających się warunków zewnętrznych.

 

Wszystko to na papierze wygląda bardzo ładnie. Jakie będąrealne efekty, przekonamy się za kilka lat. Plan daje jednak pojęcie, jakiwysiłek jest potrzebny, by realizować chociażby porozumienie paryskie. Dlaporównania, polski rząd uważa, że w polityce klimatycznej już zrobiliśmy zadużo i w zasadzie należałoby się ograniczyć do sadzenia nowych lasów, w miejscetych palonych w kotłach elektrowni.

 

 

Wojciech Krzyczkowski
fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here