📻 STARSI PRACOWNICY W POTRÓJNYM KLINCZU. Niech roboty zapłacą składki emerytalne

Automatyzacja, starzenie się społeczeństw i niewydolność systemów emerytalnych składają się na toksyczną mieszankę

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 08’44”


Gdy Washington Post martwi się o świadczenia społeczne – socjal – wiedz, że coś się dzieje. Oczywiście duże amerykańskie dzienniki – wśród których Post – nie jest wyjątkiem, cyklicznie diagnozują kolejne problemy społeczne i w szczytnych celach wykorzystują swoje doświadczone i sprawne zespoły dziennikarskie do ich diagnozy. Ale konserwatywny dziennik, który z uwagą i nie bez pewnej troski pisze o bolączkach sektora publicznego, to wcale nie taka codzienność. Prędzej należałoby spodziewać się rutynowej pochwały prywatyzowania wszystkiego, co się da i laurki dla wielkiego biznesu, który rozwiązuje problemy, z jakimi nie uporał się federalny moloch. Nie tym razem. Jednak przewrót Trumpiański ma swoje pożytki.

Post pisze o pracujących 70-latkach. Na pełny etat, w zawodach wymagających rutynowej i powtarzalnej pracy fizycznej, często w pozycji stojącej. To generacja – być może ostatnia – która korzystała z korporacyjnego państwa dobrobytu, gdy amerykańskie firmy rozwijające się w czasach trzydziestolecia powojennej prosperity gwarantowały większości pracowników świadczenia emerytalne. Nie wszystkim jednak było pisane w pełni z tego przywileju skorzystać.

w ciągu ostatnich 20 lat odsetek osób aktywnych zawodowo powyżej 75. roku życia zwiększył się o połowę – z 5,4% do 8%.

Pracownicy firmy z branży lotniczej McDonnel Douglas – wówczas 50-latkowie – w zakładach w Tulsa, w stanie Oklahoma, stracili pracę w połowie lat 90. Zakład zamknięto pomimo tego, że właśnie zdobył kontrakt na produkcję samolotów wojskowych F-15. Powodem były właśnie emerytury: akurat ta fabryka McDonnel Douglas miała najstarszą załogę, więc zamknięcie jej pozwalało najwięcej oszczędzić na przywilejach emerytalnych dla pracowników z największym stażem. I tak osoby, którym firma opłacała przez dwadzieścia i więcej lat pracy składki do zakładowego programu emerytalnego, utraciły prawo do pełnoprawnej emerytury od pracodawcy wraz ze swoim miejscem pracy. Pracownicy McDonnel Douglas padli ofiarą tego samego procesu, który miał ich zabezpieczyć: właśnie dlatego, że mogli dostać najlepszy pakiet emerytalny (wymyślony jeszcze w tłustszych latach) okazali się pierwszymi do redukcji.

Sytuacja pracowników McDonell Douglas – 70-latków, którzy zostali zmuszeni przez okoliczności do podjęcia pracy jako, na przykład, ochroniarze w supermarketach – jest wyjątkowa. Ale ilustruje istotny trend, który (wraz z przemianami technologicznymi i automatyzacją miejsc pracy) uruchamia lawinę zmian dla przyszłości pracy w ogóle.

Osoby w wieku przed- i około emerytalnym – 55 lat i więcej – niedługo będą 1/4 wszystkich zatrudnionych.

Według raportu Deloitte w ciągu ostatnich 20 lat odsetek osób aktywnych zawodowo powyżej 75. roku życia zwiększył się o połowę – z 5,4% do 8%. Analitycy przewidują, że do 2024 roku w Ameryce proporcje będą jeszcze mocniej przechylone na rzecz starszych pracowników: zatrudnionych będzie 10% 75-latków, 30% 65-latków, i 66% 55-latków. Spadać będzie liczba najmłodszych pracujących, a najszybciej przybywać będzie pracujących dziadków i babć. Osoby w wieku przed- i około emerytalnym – 55 lat i więcej – niedługo będą 1/4 wszystkich zatrudnionych.

Starsi pracownicy będą zatem ofiarami podwójnego lub potrójnego klinczu. Populacja pracujących jest coraz bardziej zróżnicowana, wyedukowana i starsza – a zatem zaostrza się konkurencja. Największa podaż miejsc pracy w pokryzysowych latach dotyczyła sektorów pracy tymczasowej, dorywczej lub w niepełnym wymiarze. Zaś według wszelkich prognoz, największe zapotrzebowanie jest w branżach służby zdrowia i opieki – właśnie w związku z koniecznością zaopiekowania się coraz większą liczbą seniorów. Najwolniej zaś ma rosnąć zapotrzebowanie na pracę fizyczną, w handlu i administracji – czyli akurat tam, gdzie mogłyby się odnaleźć sieroty po przemysłowym kapitalizmie, pokolenie dzisiejszych dziadków i babć, którzy pracowali w dużych zakładach produkcyjnych, przemyśle albo sektorze publicznym. Także te zawody najłatwiej będzie zautomatyzować.

Na początku XXI wieku ponad połowa europejskich emerytów pracowała fizycznie lub nigdy nie podejmowała pracy zawodowej – dziś proporcje są nieco inne, ale niezmiennie najstarsi pracownicy mają największe trudności w odnalezieniu się na zmieniającym się rynku pracy.

Otto von Bismarck gdy wprowadzał ubezpieczenie emerytalne w XIX wieku, robił to na dwa lata, nie dwadzieścia dwa.

A fakt, że globalnie żyjemy coraz dłużej oznacza większe obciążenia dla publicznego systemu emerytalnego – tu sytuacja USA, Francji i Polski jest przy wszystkich różnicach dość analogiczna. Na jednego emeryta przypada coraz mniej pracujących i płacących składki, czas pobierania emerytury wydłuża się, konieczność bilansowania systemu emerytalnego na inne sposoby jest coraz bardziej paląca.

Anegdota mówi, że gdy Otto von Bismarck wprowadzał ubezpieczenie emerytalne w XIX wieku, robił to na dwa lata, nie dwadzieścia dwa. Wiedza o pierwszych systemach emerytalnych potwierdza tę intuicję: gdy Wielka Brytania wprowadzała państwową emeryturę 110 lat temu, tylko jedna czwarta ludzi żyła wystarczająco długo, aby jej doczekać. Była to forma ubezpieczenia od zbyt długiego życia. Koncept życia na emeryturze jest dużo młodszy niż sama idea emerytury.

Najczarniejszy ze scenariuszy przedstawił niedawno Bank Anglii. Jeśli zgodnie z przewidywaniami automatyzacji może podlegać nawet 1/3 miejsc pracy w Wielkiej Brytanii, dziura w systemie emerytalnym – o ile nie zostanie zreformowany – niemalże dorówna… całemu brytyjskiemu PKB. Parlament w Westminsterze zastanawia się nad kolejnymi stopniowymi podwyżkami wieku emerytalnego – jak zrobiono to w Polsce za rządów koalicji PO-PSL, a odwrócono za rządów PiS – które przynoszą wymierne korzyści dla budżetu. Ale pytanie, czy szybciej natrafimy na biologiczną granicę podnoszenia wieku emerytalnego – 75, 80, 85 lat? – czy może ograniczymy lub uregulujemy automatyzację lub znajdziemy inne rozwiązanie, aby wprowadzić równowagę między pracującymi i emerytami? Może, czego chcą brytyjscy związkowcy, opodatkujemy roboty, aby to one płaciły składki?

Oskładkowane roboty i pracujący stulatkowie – tego twórcy systemu emerytalnego sobie chyba nie wyobrażali.


REO POLECA

📻 STAN LEE. Komiksjoner wszech czasów. Więcej niż sylwetka scenarzysty, autor: Mateusz Szlachtycz