📻 NIE TYLKO O BOŻYM NARODZENIU: Drogie Mamy! Nie dajmy się zwariować w święta

Lidia Piechota. Róbmy swoje. Czyli?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 


 

Oooooo! Mamo! Są święta!

Tak? A skąd wiesz?

Popatrz! Światełka na drzewach!

To prawda, powiesili lampki. Ładnie świecą?

Taaak! Ładnie! O! I tu też! Duuuużo światełek!

Wiesz, Mamo, ja lubię święta!

Tak? A dlaczego?

Yyyyy, bo jest ładnie w święta. Lubię kolorowe światełka na drzewach. I lubię, jak przychodzi Mikołaj i przynosi prezenty.

Lubisz dostawać prezenty?

Taaak. Bardzo. Dużo prezentów.

Zac, a dlaczego jeszcze święta są fajne?

Bo się ubiera choinkę… i śnieg pada.

A co lubisz robić w święta?

Bawić się.

No tak. Ty zawsze lubisz się bawić. A wiesz, że święta to nie tylko prezenty.

Tak.

A co jeszcze?

W grudniu prawie każdy z nas dopisuje do listy codziennych obowiązków te związane ze świętami. Gotowanie i zakupy są zwykle na szczycie listy i rozmnażają się tak, że na kartce nie wystarcza miejsca na zapisanie innych ważnych spraw. Czy to znaczy, że dla niektórych z nas świąteczne uziemienie w kuchni i wydawanie wszystkich pieniędzy na prezenty to wymarzona sytuacja? Szczerze wątpię.

Z jednej strony łatwo dajemy się omamić świątecznym piosenkom w radiu i wizji radośnie rodzinnych świąt. Z drugiej,

robimy niewiele, żeby ten czas właśnie taki beztroski był.

Nie wydaje mi się, że którakolwiek matka, ciotka czy babcia wolą spędzać długie godziny w kuchni, zamiast poczytać książkę, poprzytulać dzieci, wyjść na spacer. Szczególnie gdy naprawdę zaczyna padać śnieg, gdy ulice faktycznie wyglądają bajkowo, gdy sklepy są pozamykane, więc można z czystym sumieniem nie robić nic. No właśnie. Na to ostatnie nie dajemy sobie często przyzwolenia.

Wiem, wiem, tyle się mówi o tym, że w domach powinno panować równouprawnienie, że mężczyźni nie są od pomagania kobietom, a od bycia partnerami, że obowiązkami można się sprytnie podzielić albo po prostu odpuścić, bo szczególnie w tym okresie należy zwrócić uwagę na to, czego nam naprawdę potrzeba… No właśnie, mówi się. Mówi się, ale robi de facto niewiele. Odpowiadamy tak wiem, ale…, generalnie masz rację, ale u mnie tak się nie da, każdy by tak chciał, ale co wy będziecie jedli?!

Słyszycie ten ton grudniowego męczennika, który zakuwa swój temperament w świąteczną zbroję musowego znoju i rutyny? Ja staram się puszczać go mimo uszu i nie wchodzę w dyskusję. Ten ton potrzebuje wybrzmieć. Potrzebuje się zmęczyć i nie trafić na grunt, dla którego jest pożywką. Wtedy, odbijając się jak echo, nie wzbudzając żadnej reakcji, zamilknie. Naprawdę uważam, że niereagowanie na czyjąś grudniowo zestresowaną postawę jest najlepszym, co możemy dać takiej osobie. Paradoksalnie taki

brak reakcji daje do myślenia bardziej niż strzępienie języka,

po którym pozostaje jedynie niesmak (widzieliście kiedyś postrzępiony język? Kubki smakowe nie mają żadnych szans).

Zatem, po pierwsze, zamiast gadać, róbmy. A co? Swoje. Naprawdę! Także w święta! Łatwo mi mówić, powiecie. No łatwo, bo wiem, jak chcę i wiem, co jest dla mnie ważne. Podam Wam przykład, a przy okazji wyspowiadam się przedświątecznie sama przed sobą.

Marzą mi się święta w górach, na desce snowboardowej, bez opychania się tłustym żarciem i bez wzdętego brzucha co rano. Generalnie święta chciałabym wykorzystywać jako czas wolny, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Chcę robić rzeczy powoli, bo często średnio mi to wychodzi. Nie mam ciśnienia na efektowne dekoracje ani obficie zastawiony stół.

Chcę świętego (!) spokoju.

Nie imprezuję, nie upijam się, nie odpinam wrotek. To ostatnie to nawet wręcz przeciwnie, bo lubię zimą pojeździć po krytym skateparku na rolkach. Tymczasem dobrze mi, gdy serwuję osobom w moim otoczeniu życzliwość, empatię i moją spokojną obecność. To jest dla mnie naprawdę ważne. Nie efektowna wyprawa w góry w lanserskim kombinezonie. Dlatego nie będę w Wigilię zjeżdżać z wysokiej góry na snowboardzie, choć postaram się znaleźć czas, żeby w okresie okołoświątecznym niejeden deskowy trening zaliczyć. Co zatem będę robić? Emanować spokojem. Naprawdę.

fot. Lidia Piechota

Mam to szczęście (to nie przejęzyczenie) mieć całkiem sporą Rodzinę, z którą widujemy się rzadko. Za rzadko. Może dlatego jest tak fajnie, gdy się w końcu, od święta, spotkamy. W tym roku będzie nas wyjątkowo dużo. Londyn, Gdynia, Warszawa, Niemcy, Opole… Dużo dzieci, zaległości w rozmowach, szeroko otwarte, ciekawe świata oczy i optymistyczne podejście do życia… Nic, tylko emanować spokojem. A uszka? A barszcz? A pierogi i grzybowa?

Nie macie czasem takiego wrażenia, graniczącego z przekonaniem, że gdy się coś odpuści, to to natychmiast lepiej wychodzi?

Udaje się bez ofiar. Ja tak zaklinam w tym roku święta. I żeby nie było – nie należę do niejadków. A pierogi z kapustą i grzybami uwielbiam.

Prawdopodobnie jest tak, że kiedy dajesz dojść do głosu swoim fundamentalnym potrzebom, którymi na pewno nie są objadanie się do nieprzytomności, wydawanie wszystkich pieniędzy na prezenty lub zadowolenie wszystkich wokół oprócz siebie, te inne zdarzają się przy okazji ze sporym powodzeniem ot tak. Nie poczujesz, jak nie spróbujesz.

Mamo, a kiedy pojedziemy do babci?

Chcesz jechać?

Tak, bardzo. Dawno nie byliśmy.

Pojedziemy niedługo. Na święta.

Jutro?

Na święta. To za chwilę. Jeszcze nie jutro.

Do Babci Ewy?

Tak.

Ja chcę też do Babci Jadzi.

Super. To Twoja prababcia. To mama babci Ewy.

Mama?

Tak.

Ja bardzo lubię babcie Jadzie. Chcę jechać. Teraz. Najpóźniej jutro.

🙂

Lubię święta. Lubię babcię Jadzię.



REO POLECA

📻 BYĆ WIEŚNIAKIEM: Super zmiana!

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.