Nadmiar wiatraków nie był przyczyną październikowego blackoutu w Australii


Główną przyczyną blackoutu w stanie Południowa Australia wpaździerniku 2016 r. było zniszczenie i uszkodzenie przez burze i tornadanajważniejszych linii przesyłowych. Według końcowego raportu australijskiegooperatora systemu energetycznego AEMO, w momencie awarii farmy wiatrowezachowały się zgodnie z własnymi procedurami awaryjnymi. Jednak skala pierwotnejawarii okazała się za duża.

Po południu 28 października 2016 r. cały system energetycznyAustralii Południowej dosłownie się rozsypał. Z powodu utraty synchronizacjizresztą kraju został o niej odłączony, a po chwili wszyscy odbiorcy zostali bezenergii. Dla większości przerwa w dostawach nie trwała dłużej niż 12 godzin,ale ostatnie skutki usunięto dopiero po dwóch tygodniach. Od początku byłowiadomo, że w krytycznym momencie większość farm wiatrowych – które w tymakurat stanie są największym źródłem energii – po prostu się odłączyła odsieci.

Dopiero jednak opublikowany właśnie końcowy raport AEMOodpowiada na pytanie „dlaczego” większość wiatraków się wyłączyła. Wuproszczeniu odpowiedź brzmi: „bo prawidłowo zrealizowały zapisane sterującychkomputerach procedury”.

Tuż przed awarią wiatraki dostarczały 883 MW – niemal połowęzużycia energii w stanie. 330 MW pochodziła z elektrowni gazowych, a 614 MWimportowano dwoma interkonektorami ze stanu Wiktoria.

W ciągu kilku minut w różnych miejscach tornada i piorunycałkowicie zniszczyły jedną linię przesyłową, a uszkodziły kilka dalszych.Efektem każdego z tych zdarzeń był gwałtowny spadek napięcia w sieciach.Wiatraki były odpowiednio przed takimi spadkami zabezpieczone, a zabezpieczeniazadziałały. Tylko, że w większości farm wiatrowych oprogramowanie przewidywało,iż po określonej liczbie spadków w odpowiednio krótkim czasie wiatrak zostajecałkowicie odłączony. I tak się właśnie w większości przypadków stało. Cowięcej, nadzorujące sieć AEMO w ogóle nie wiedziało, że taka funkcja w sterownikachwiatraków jest aktywna.

W efekcie w ciągu 7 sekund moc dostarczana przez farmywiatrowe spadła o 456 MW, a po ok. minucie – jeszcze o 42 MW. To wystarczyło,żeby przeciążyć interkonektory importowe i doprowadzić do takiego spadkuczęstotliwości, że stanowy system został automatycznie odłączony od resztykraju. A ponieważ w tak krótkim czasie nie zredukowano poboru mocy, więcpraktycznie wszystkie punkty sieci zostały przeciążone i automatycznie sięwyłączyły, pogrążając Australię Południową w przysłowiowych ciemnościach.

Badając przebieg awarii, AEMO ustaliło, że na niektórychobszarach liczba skoków napięcia była mniejsza niż ustalony w sterownikachwiatraków limit i te farmy pracowały normalnie aż do awarii całego systemu.Ponieważ typowy limit wynosi sześć zdarzeń – a tyle właśnie maksymalniezarejestrowano –  AEMO nakazałooperatorom farm podniesienie go do 10. Zbadano również wpływ towarzyszącegotornadom bardzo silnego wiatru na działanie wiatraków. Okazało się, że redukcjamocy wywołana tym czynnikiem wyniosła tylko 35 MW na 600 MW ogółem, co oznaczamże systemy zabezpieczające przed zbyt szybkimi obrotami wirników też zadziałałyprawidłowo.

Australia Południowa za pomocą wiatraków może pokryć niemalcały swój popyt na energię elektryczną. Ale kiedy nie ma wiatru, musi polegaćna imporcie. Mimo bardzo wysokiego udziału OZE, jest wskazywany jako przykładniezbyt zrównoważonego rozwoju źródeł odnawialnych. Kompletnie zaniedbanofotowoltaikę, której moc to zaledwie kilkadziesiąt MW. Panele bardzo przydałybysię w czasie fali upałów w lutym tego roku, kiedy to znów zabrakło energii, bowiatr akurat nie wiał. O tym, że upał nie idzie w parze z wiatrem, a PV bardzosię wtedy przydaje, od sierpnia 2015 wiadomo nawet Polsce.

Wojciech Krzyczkowski
fot. Juan Alberto Garcia Rivera/CC BY 2.0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here