Paweł Bogocz: Tu pieniądz krąży dookoła węgla

Wychowywałem się pod kopalnią Jastrzębie w Jastrzębiu Zdroju. Tak, jak obrońca naszej reprezentacji Kamil Glik, na tym samym osiedlu bez boiska… Mieliśmy za to często parady górniczych orkiestr dętych i dużo wycieczek w pobliskie Beskidy, które kopalnie organizowały górniczym pociechom.

To specyficzne, chyba najbardziej górnicze polskim miasto, a jednak z drugim członem: -Zdrój. Moja rodzina jest tu jedną z niewielu autochtonicznych. Wszyscy moi kumple z dzieciństwa (trzymamy stały kontakt) to były dzieci przyjezdnych. Awanturników, zdobywców. Coś jak społeczeństwo amerykańskie, tylko w skali jednego, stutysięcznego miasta.

Można o Jastrzębiu powiedzieć, ze to twór komuny, ale twór, który tę komunę, w dużej mierze pogonił, do spółki ze stoczniowcami Szczecina i Gdańska. W przeciwieństwie do tych nadmorskich miast w Jastrzębiu Zdroju górników nie wycięto. Oni mają Jastrzębską Spółkę Węglową, którą jak kilka lat temu na parę miliardów złotych okradła polityczna mafia, to ta mafia musiała bronić przed jej przed prawowitymi właścicielami. Zrobili to przy pomocy policji i strzelania gumowymi pociskami. W takim sensie mogę powiedzieć, że tu dzieciństwo się nie zmienia od pokoleń. Węgiel, kopalnie i strzelaniny…

W szerszej skali – niż moje sentymenty i resentymenty – sprawy się mają inaczej. Ten region już ma inne oblicze. Po zmianach z 1989 roku przemysł został tu dramatycznie wygaszony a mieszkańcy Śląska masowo z niego emigrują. Dobrze choć, że naszych, doświadczonych górników tak sprawnie potrafiła wykorzystać Republika Czeska, zatrudniając ich w swoich kopalniach. Im węgiel, jakoś, się opłaca…

Po złotym okresie rozwoju Śląska zostały jeszcze jakieś ważne strzępy w postaci Politechniki Śląskiej, Uniwersytetu Śląskiego, śląskiego Uniwersytetu Medycznego… I właśnie drugie największe, po węglu, bogactwo Śląska to wiedza. Tu chłopi na początku XVIII wieku mieli swoje exlibrisy, w czasach gdy połowa polskiej szlachty była jeszcze niepiśmienna. Patrzę ze spokojem w przyszłość naszego regionu – wiedza jest zawsze i wszędzie najlepszym kapitałem.

Mówię czasem, że w mieście JSW, gdzie kopie się najlepszy koksujący węgiel na świecie pracownicy spółki powinni jeździć białymi cadillacami, jak szejkowie w Dubaju. Nie dzieje się tak, tylko dlatego, że JSW, czy też PGG wpłacają gigantyczne pieniądze ze swej działalności, zasilając budżet całego kraju.

Kto z Warszawiaków, tych dzisiejszych, zastanawiał się skąd Polacy wzięli pieniądze na zbudowanie od zera swojej stolicy – zrównanej z ziemią, jak Hiroshima czy Nagasaki? Kto w tej dzisiejszej Warszawie wie, że została ona im ufundowana przez Ślązaków? Że Warszawa cała jest z węgla???

Śląsk, tak strasznie okradany region, swoista kolonia – mimo wszystko stale się rozwija i na szczęście – jak przed setkami lat – ciągle w kierunku wspomnianej już wiedzy. Jeśli tylko Warszawa popuści nam trochę smyczy – zmienimy oblicze Śląska. Podobną opinię znam też i co do innych regionów kraju. Decentralizacja, to ogromna szansa dla Polski, nie powinna jednak – moim zdaniem –  dotyczyć obronności, sądownictwa, polityki zagranicznej – no i – energetyki…

Wróćmy na Śląsk. Jest taki stereotyp o tutejszym brudzie i dymie nad głowami, tymczasem większy problem ekologiczny ma Kraków czy Warszawa, a nie – Śląsk… Mieszkałem w czasie studiów na osiedlu uniwersyteckim w Katowicach – naszym najbliższym sąsiadem był leśniczy i jego leśniczówka. Codziennie, gdy wracałem z uczelni drogę przebiegały mi sarny, zające. A niejeden czarnoskóry student ściągany był przez straż pożarną z drzewa po spotkaniu z dzikiem pod akademikowym śmietnikiem.

Uwaga – studiowałem 30 lat temu… Śląsk był i jest niezwykle zielony, czysty… Oczywiście że znam hołdy z Łazisk, Czerwionki, Bobrka i przykopalniane familoki. Tak jak wspomniałem – sam się na takim wychowałem i było super! Nie siedzieliśmy przed telewizorem ani tabletem – tylko uprawialiśmy sport i mieliśmy proste kręgosłupy. Szukaliśmy przygód na otwartej przestrzeni,wędkowaliśmy, chodziliśmy po pobliskich górach…

Czy ludzie w reszcie Polski to rozumieją? Nie wiem… Mało kto w Polsce ma świadomość, że mieszkańców województwa śląskiego  jest więcej niż Słowaków, więcej niż Łotyszy i Estończyków razem wziętych. Że obok węgla i wiedzy – największym bogactwem naszego regionu są ludzie, tradycyjna śląska pracowitość, prostolinijność, zbudowana na konkretnych podstawach duchowość i międzyludzka tolerancja niespotykana w innych regionach Polski.

Węgiel to u nas kwestia cywilizacyjna i nic nie jest w stanie go zastąpić. Jestem z pokolenia smakoszy płynu Lugola i katastrofy w Czarnobylu. Dzisiejsze, alternatywne źródła energii to dodatkowa, cenna ale mało tak naprawdę znacząca wartość. Tak uważam, w odmiennności do węgla i uranu, dla mnie to energetyczna baza. Mam znajomego, który wiele lat temu zbudował na swoim domu fotoogniwa i nadmiar energii odprowadza do krajowej sieci energetycznej – kompletnie mu się to nie opłaca i specjalistów od energii odnawialnej nazywa zwykle mafią, która naciągnęła go na ogromne wydatki. Ja nie jestem w swoich sądach aż tak stanowczy, może też i dlatego że nie zainwestowałem w fotoogniwa.

To chyba naturalne że Ślązacy interesują się ekologią bardziej niż mieszkańcy innych regionów Polski, że mają większą wiedzę na temat ochrony środowiska, w tym także zmian klimatycznych. Mieszkają w najbardziej zurbanizowanym, najbardziej uprzemysłowionym regionie Polski. Międzynarodowe Miasteczko Edukacji Ekologicznej – nieprawdopodobny ośrodek naukowy zajmujący się od kilku dekad pracami w zakresie – właśnie edukacji z zakresu ekologii – nie mieści się w Warszawie ani w Krakowie – tylko u nas… W tych kwestiach, tak jak i w zakresie problematyki związanej z węglem – jesteśmy jako Ślązacy – najbardziej wyedukowani w kraju…

Tu też znajdują się najpopularniejsze polskie kluby sportowe, najgorsze instytucjonalne teatry i najsłabsze w stosunku do swego potencjału – publiczne media. Strajki górników sprzed trzech lat, a zwłaszcza brutalność ich tłumienia – udowodniły tu miejscowym, że trzeba walczyć o naszą cywilizację, że nie można odpuszczać, choć działalność tutejszych związków zawodowych coraz częściej przypomina tę z Ameryki, z czasów Ala Capone – ale to chyba możnym tego kraju jest nawet na rękę…

W momencie, kiedy tracisz dorobek całego życia wskutek machlojek giełdowych, centralnej polityki, nie myślisz o zmianie klimatu, tylko o chlebie dla swoich dzieci. Nawet najprostszy górnik, choć większość to absolwenci AGH z laptopem, obsługujący górniczy kombajn na przodku, wszyscy tu na Śląsku zdajemy sobie sprawę jaka solą w oku jest polski przemysł górniczy. Jak bardzo nie pasują kwoty wpłacane przez polskie kopalnie do skarbu państwa, zysk JSW, zysk PGG, jak bardzo antywęglowi lobbyści atakują górnictwo. Ludzie tu jednak są mocno religijni, bez względu na wyznanie mówią sobie na dole: Szczęść Boże! I oddają swój świat pod opiekę św. Barbarze – częściej myśląc i gadając przy piwie o lobbystach w polskiej medycynie, farmakologii czy obronności.

Problemy Śląska niewiele się różnią od problemów innych rejonów Polski. Tak jak wszędzie – poszukujemy inwestorów i czekamy na takich. którzy zechcą płacić podatki. Zagraniczny kapitał wije się jak może i robi wszystko, żeby jednak nas okradać. Niejasne są też do końca czeskie i niemieckie inwestycje w polskie górnictwo – na Śląsku mówi się wręcz, że Warszawa umożliwia okradanie Śląska – bardzo ważnego regionu Polski.

Regionalne media uciekają od specjalistów związanych z regionem, są na pasku właścicieli, którzy mają wrogie co do Śląska, a co za tym idzie – wrogie wobec Polski zamiary. Powie ci to tu każdy normalny człowiek żyjący z mediów, ale powie in cognito. Ja to mówię pod swoim imieniem i nazwiskiem i nie boję się tego mówić, tylko dlatego że w  żaden sposób nie zależę od lokalnych mediów – ale to jest też wyjątkowa sytuacja.

Na pewno też problemem – i to takim długofalowym – jest brak w województwie śląskim od dekad jakiegokolwiek kreowania polityki kulturalnej Rzeczpospolitej Polskiej, urzędników od kultury, którzy jednocześnie są Polakami i Ślązakami. To co robi się w tej materii od ponad 20 lat to ogłupianie i okradanie  ludzi. Mam nadzieję, że tak jest przez przypadek, przez nieuwagę, że nie jest to działanie celowe, choć – kto wie?

Każda wojna wybucha o kulturę. Kultura to taki papierek lakmusowy, który pokazuje kondycję danej społeczności. Patrząc na ten papierek, nie można powiedzieć, że na Śląsku wszystko jest OK. Jak nie wiadomo o co chodzi zawsze chodzi o to samo – to stara prawda. Na Śląsku pieniądz krąży dookoła węgla.

Śląsk to także projektowanie, konstrukcja, produkcja najlepszych maszyn przemysłu górniczego na świecie – bardzo poważna gałąź polskiej gospodarki. Śląsk to najdalej na Zachód wysunięty kawałek szerokiego rosyjskiego toru, nadzieja na końcówkę współczesnego jedwabnego szlaku… Wielką nadzieją dla Śląska jest też mentalność Ślązaków, która udziela się Zagłębiakom i ludziom, którzy tu przyjechali za pracą. Tradycyjne tu: solidność, pracowitość, tolerancyjność – to nie są naturalne cechy Polaków – warto byłoby zaimportować trochę tego ze Śląska, tak dla obopólnej korzyści.



Paweł Bogocz – reżyser, scenarzysta, producent (nie tylko tv). Mieszkał w Jastrzębiu-Zdroju, Sosnowcu, Będzinie. Gdy w roku 2014 kandydował na prezydenta Będzina, poparły go Kongres Nowej Prawicy, Stowarzyszenie Republikanie i Partia Libertariańska.