Sentyment do miejsca, w którym przeżyłam kawał życia, i okrągła rocznica zawiodły mnie do Wolimierza – magicznej wioski na Pogórzu Izerskim. W tym roku trzydniowy festiwal odbywał się pod hasłem Klinika Lalek ma 30 lat. Co prawda wędrowny teatr, o którym mowa, zawitał na tym terenie na początku lat 90., ale to między innymi dzięki Klinice i w dużej mierze wokół niej skupiła się i rozrosła fala osiedleńcza w Wolimierzu i okolicznych wsiach.

Dotarliśmy na Stację (budynek starej stacji kolejowej ocalonej lata temu przed rozbiórką, remontowany, rozbudowywany i będący siedzibą teatru) w piątek po południu. Akurat na paradę, w której brała udział większość zgromadzonej społeczności – kolorowy pochód aktorów, lalek i poprzebieranych ludzi z akompaniamentem muzyki, śmiechu i radości.

Na kilku scenach odbywały się koncerty i różne jam-sesje, a na plaży dubowe i reggae’owe potańcówki przy muzyce granej przez didżejów. Bardzo fajne miejsce z usypanym piaskiem będącym parkietem pod gołym niebem i artystycznie stworzonymi palmami oraz muzyką dzień i noc.

teatr Klinika Lalek
fot. Monika Kilian

Każdego dnia wieczorem teatr Klinika Lalek grał spektakl – w sobotę wieczorem atrakcyjny dla małych i dużych, czyli Cyrk bez przemocy, z ogromnymi, pięknymi lalkami żyrafy, słonia i lwa, zainstalowanymi na machinach i animowanymi przez aktorów, oraz bajecznie kolorowymi rybkami pływającymi w przestworzach nad głowami widzów, wzbudzając wielką radość, okraszoną piskami i niemożnością usiedzenia w miejscu przez gromadkę dzieci. W piątek wieczorem był starszy, kultowy spektakl plenerowy Poemat o Słońcu i Księżycu – baśń z udziałem aktorów w kostiumach i maskach, jeżdżących machin i monstrualnych lalek z oprawą muzyczną na żywo w wykonaniu Włodka Kiniorskiego. Widowisko okraszone symbolicznymi mandalami płonącego ognia, które często pojawiają się w spektaklach Kliniki Lalek.

teatr Klinika Lalek
fot. Monika Kilian

Ze względu na XXX-lecie teatru w tym roku festiwal miał charakter bardziej artystyczny, ale odbyły się również w jego ramach warsztaty i spotkania poświęcone ekologii. Nie dotarłam niestety na wykład Schemat, który przetrwa wieki – czyli o teorii humoralnej i upcyclingu – ciekawy projekt artystyczny Ewy z Pabianic, zgłoszony do międzynarodowego konkursu Universal Sea – pure or plastic?!, który ma na celu walkę z odpadami w morzach i oceanach. Jako jedyna Polka wespół z czterema innymi osobami wygrała ten konkurs, prezentując instalację z 10 tysięcy gwintów plastikowych butelek oraz propozycje działań chroniących wody mórz i oceanów.

W ramach festiwalu odbyły się również wykłady z ajurwedy, warsztaty z tworzenia masek, gry na bębnach, warsztaty taneczne 5 rytmów, zajęcia jogi i koncerty gongów. Kilka stoisk oferowało różnego typu rękodzieło, od lokalnej ceramiki do ciuszków z Ameryki Południowej, a także bębny i gazofony tworzone przez przyjaciół spod Lublina.

teatr Klinika Lalek
fot. Monika Kilian

Przez lata rozrosła się także sieć stoisk z jedzeniem food trucki ze świeżymi sokami owocowymi, lodami wegańskimi, różnymi przysmakami wegetariańskimi, stoisko z pizzą wypiekaną w tradycyjnym piecu, a na łące naprzeciwko Stacji, przysposobionej przez lokalnego rolnika na parking i pole namiotowe, pojawiła się przyczepa z kebabami i kiełbaskami z grilla…

Festiwal wedle niektórych traci swój niekomercyjny charakter, bo rozrasta się i nie jest już imprezą kameralną, ale dla mnie ma niepowtarzalny urok i niespotykany charakter. Można spotkać tam nie tylko wielu znajomych, ale i poznać interesujących ludzi. I popatrzeć, poczuć i współtworzyć RADOŚĆ 🙂

Niewiele jest takich miejsc w Polsce, warto więc się tam wybrać przy okazji odwiedzin Karkonoszy, których piękna i uroku nie trzeba reklamować.

teatr Klinika Lalek
fot. Monika Kilian