Monika Kilian: Kwiaty na talerzu

Koniec maja to pora na rozkoszowanie się smakami.

Koniec maja to pora na rozkoszowanie się smakami – są wyczekiwane truskawki i już pojawiły czereśnie! W sumie trochę wcześnie, ale pogoda jak w pełni lata – przyspieszenie i zmiana klimatu widoczna na każdym kroku…. Z szybkiej wiosny tego roku pozostały tylko wspomnienia.

W górach, gdzie przeżyłam ponad 20 lat, prawie przy każdym gospodarstwie rosła co najmniej jedna czereśnia. Niemcy, jako że Izery to tereny poniemieckie, budując tam domy, znali właściwości zdrowotne tych owoców i sadzili drzewa czereśniowe w przydomowych sadach. Ponoć przykazane było, żeby w sezonie zjeść co najmniej siedem kilogramów tych owoców, a to dla ochrony organizmu przed metalami ciężkimi, których pełno w tamtejszej ziemi. I najlepiej nie mieszkać tam dłużej niż 20 lat ze względu na złoża uranu rozsiane po okolicy, co mnie akurat bez odgórnego założenia się udało… Mieliśmy przy domu piękną, rozłożystą czereśnię i trzeba było pilnować czasu dojrzewania owoców, bo szpaki były na tyle sprytne i szybkie, że jeden dzień nieuważności mógł oznaczać kiepskie zbiory. Owoce miała dorodne, ciemne i bardzo słodkie, więc warto było o nie powalczyć. Mieliśmy też wzdłuż pola zasadzony pas malin, które uwielbiały nasze psy – jadły owoce prosto z krzaków, co było pociesznym widokiem. Nie ma to jak owoce czy zioła zrywane na świeżo i lądujące prawie od razu w żołądku.

Teraz, żyjąc od trzech lat w mieście, obserwuję szał podyktowany zapewne też modą na zdrowe jedzenie i eksperymenty kulinarne. Na rynku wydawniczym pojawiło się sporo ciekawych książek na temat roślin dziko rosnących, jak i uprawnych, choć mało popularnych. W supermarketach można kupić też prawie wszystko, choć najlepsze rarytasy dostępne są na łące i w lesie. Kilkanaście lat temu z nadejściem wiosny skubałam młodą pokrzywę i piłam z lubością oczyszczające herbatki, ale wrzucałam też jej listki chętnie do sałatek.

fot. pixabay.com
Kwiatostany czarnego bzu, fot. pixabay.com

Wielka przyjemność, za którą tęsknię to wyjść rano na łąkę i pozbierać to, co rośnie i jest zjadliwe: szczaw, pokrzywę, młody mniszek, macierzankę, koniczynę czy komosę białą. Z tej ostatniej można zrobić też danie na ciepło – dusi się ją na maśle z dodatkiem czosnku podobnie jak szpinak. Do tego cała gama kwiatów jadalnych, która cieszy podniebienie i oczy. Jednym z moich ulubionych hitów były placki z kwiatami czarnego bzu – ciasto robi się dokładnie jak do naleśników i zanurza w nim kwiatostany obsmażając w głębokim gorącym oleju. Warto zostawić dłuższe gałązki zbierając kwiaty co pomaga wygodnie je usmażyć, a potem po prostu je obciąć. Drugi przysmak to syrop z kwiatów dzikiego bzu nieodzowny na zimę jako dodatek do herbaty i środek przeciw przeziębieniu. Dziś popularny i dostępny już w sprzedaży praktycznie wszędzie.

Ogórecznik. fot. pxhere.com

Moją ulubioną rośliną, która rosła wokół domu był i jest nadal ogórecznik. Po pierwsze jest piękny i ma niezwykle wdzięczne niebieskie kwiatki w kształcie pięcioramiennych gwiazdeczek. Superdodatek do wszelkich sałatek jak i deserów owocowych czy lodów. Polecam ciekawe połączenie zielonego ogórka z truskawkami i jogurtem naturalnym w wersji light lub klasycznie ze śmietaną, a do tego na wierzchu błękitne kwiatuszki ogórecznika dopełniające dzieło, czyli letnia mizeria inaczej… Można również zrobić herbatę z liści tej rośliny, która ma przyjemny lekko ogórkowy posmak i ładny zielony kolor, ale również właściwości lekko rozweselające. Ogórecznik był znany i popularny już w średniowieczu – jego naparem raczyli się wojacy przed stoczeniem bitwy, bo ponoć rozluźniał i dodawał animuszu.

Czosnek niedźwiedzi, fot. pixabay.com

Czosnek niedźwiedzi natomiast można spotkać tylko w niektórych miejscach w  izerskich lasach i też się nim raczyliśmy, jeszcze kiedy mało kto o nim słyszał. Teraz dodawany przez przemysł spożywczy do serków i innych produktów jest dostępny w sprzedaży jako przyprawa i robi robi furorę. Ale ogórecznik ma tę przewagę, że można go spożywać właściwie tylko na świeżo, bo bardzo szybko więdnie i jest trudny do ususzenia ze względu na dużą ilość wody w liściach.

Cukinia, fot. pixabay.com

Z innych smakołyków kwiatowych równie ciekawa dla podniebienia jest nasturcja – bardzo lubię jej kwiaty na talerzu ze względu na cudny kolor i wyjątkowy smak. No i przepyszne kwiaty cukinii i kabaczka – warto zasadzić ich trochę więcej, bo zbierając kwiaty nie doczekamy się aż tak dużych warzywnych plonów. Jednym ze sposobów ich podawania jest najbardziej chyba popularne serwowanie kwiatów cukinii na podobieństwo jabłek w cieście.

Kto ma okazję i będzie poza miastem niech zbiera i próbuje różnych dzikich roślin jadalnych i kwiatów. Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o fiołkach – one też są przeurocze na łące i na talerzu 🙂 Poza tym smakują też dodane do wody, która po paru godzinach nabiera specyficznego, przyjemnego fiołkowego posmaku. Podobnie można potraktować kwiatostany akacji – po prostu zalać je zimną wodą i poczekać, aż aromat przejdzie do wody, czyniąc z niej kwiatowy napój. Nadaje się do tego celu też bez lilak, ale niestety do spróbowania w przyszłym sezonie, bo już przekwitł.

Pięknego i smakowitego lata życzę wszystkim i jadę na parę dni rozkoszować się pięknem Puszczy Białowieskiej, która teraz o wiele bliżej niż moje Góry Izerskie. Nie pożałuję też sobie dzikich roślin i kwiatów do jedzenia, których tam dostatek i z tego ogromnie się cieszę.