Monika Kilian: Kopalnie pazerności gmin

Nawet w parkach krajobrazowych

Wysoki Kamień, Góry Izerskie, fot. Wikimedia Commons

Góry Izerskie, malowniczy zakątek, o którym piszę, położone są na samym krańcu naszego kraju. Cieszy coraz większa liczba odwiedzających ten fragment Karkonoszy turystów, jak i ludzi, osiedlających się tam ze względu na dziką przyrodę, słabe zaludnienie (i w związku z tym duże przestrzenie), a przede wszystkim dobre, czyste powietrze. W okolicy brak ciężkiego przemysłu, zaś kwaśne deszcze znad ówczesnej Czechosłowacji, które w latach 70. XX wieku zdewastowały lasy, przeszły na szczęście do historii.

Niestety okolica jest również bogata w różnego rodzaju złoża – w pobliżu urokliwego uzdrowiskowego Świeradowa-Zdroju już od XVI do końca XIX wieku działały kopalnie rud cynku i kobaltu, których sztolnie obecnie są udostępnione do zwiedzania dla turystów. W pobliżu znajdują się też rezerwowe złoża uranu, w takich miejscowościach jak: Czerniawa, Gierczyn, Giebułtów, Radoniów, Proszówka, Mała Kamienica czy malowniczo położony Kopaniec – wieś, śmiało można rzec, znana jako artystyczna. Oczywiście potencjalne kopalnie odkrywkowe kłócą się z założeniami rozwoju turystyki oraz ekologicznego rolnictwa rozkwitającego w tym regionie, a które to są głównym dochodowym zajęciem i jednocześnie pasją dla ludzi, którzy świadomie tu wybrali swe miejsca do życia na Ziemi.

Mimo pozytywnych założeń w planach rozwoju niektórych gmin jako turystyczne, kwitły i kwitną kopalnie odkrywkowe, np. bazaltu, ponieważ wymiernie zasilają ich budżety. Pamiętam doskonale nasze bitwy o ocalenie przepięknych terenów na pograniczu albo i nawet w obrębie parków krajobrazowych. Niektóre dało się uchronić przed dewastacją, a inne nie, pomimo wszelkiemu brakowi logiki i zdrowego rozsądku. Nie obroniła ich nawet Natura 2000 ani inne projekty czy konkretne ustawy o ochronie przyrody. Obserwujemy z coraz większą świadomością społeczną i niezgodą proceder niszczenia środowiska na całym świecie (wycinanie lasów, które zmienia nieodwracalnie klimat), ale mimo nagłaśniania tej sytuacji i trąbienia wokół niewiele sami robimy.

Po Puszczy Białowieskiej przyszedł wyrok na Puszczę Karpacką, którą tnie się bez opamiętania od zeszłego roku… jak i lasy w Karkonoszach. Białowieża odwróciła trochę uwagę, ale sytuacja jest dramatyczna – naprawdę wycinane są całe połacie lasów, i to nie tylko gospodarczych. W miastach też bezmyślnie czy celowo (?!) wycina się stare, wcale niespróchniałe i niezagrażające bezpieczeństwu, drzewa. Tu trochę odbiję od wspomnień z gór i zadam pytanie: czy ktoś z czytających zna Park Żeromskiego przy pl. Wilsona w Warszawie i czy widział pnie po wycince? KTO WYDAŁ TAKĄ DECYZJĘ i na jakiej podstawie? Nie pójdę już tam więcej, bo widok po prostu boli i mnie przerasta, a znam ten park doskonale z dzieciństwa i młodości. Samo wyjaśnienie też nie odwróci sytuacji – tych pięknych drzew już nie ma…

Zataczając krąg i wracając w góry, to na przestrzeni ponad 20 lat, które tam przeżyłam, zniknęło niestety parę urokliwych górek z krajobrazu. Najpierw wycięli las, potem przyjechały maszyny, które je rozebrały na kamień i drobne kruszywo, wywiezione następnie przez tiry w siną dal, nabijając kabzę głównie obcemu kapitałowi. Jedną z przegranych batalii była otwarta przez szwedzką firmę NCC kopalnia bazaltu w malowniczo położonej wsi Kłopotnica. Wbrew deklaracjom okoliczna ludność nie znalazła w owej kopalni miejsc pracy, ale gmina ubiła interes.

Pamiętam też kopanie studni głębinowej koło domu, w którym mieszkaliśmy. Jak się okazało, firma, którą zatrudniliśmy, robiła w latach 80. odwierty w całej okolicy w poszukiwaniu różnych złóż. Jej szef, gdy pracował u nas, wypowiedział krótkie i treściwe zdanie, które przez lata brzmiało mi w uszach: Tu jest cała tablica Mendelejewa w ziemi. I faktycznie, z upływem czasu zaczęło przybywać przedsiębiorców chętnych na wydobycie jakiegoś kruszywa, a i pojawili się tacy, którzy sprytnie chcieliby pozbyć się szkodliwych odpadów i składować je w miejscach po nieczynnych już kopalniach, bo przecież trzeba coś zrobić z taką dziurą w ziemi…

Znowu wbrew wszelkim założeniom i pięknym planom rekultywacji terenu zamiast zalania byłej kopalni wodą i udostępnienia jako miejsca wypoczynku dla okolicznej ludności pewna gmina chciała ubić kolejny interes. Na szczęście z tego, co wiem, wjechał tylko jeden transport radioaktywnych odpadów od naszych sąsiadów z Niemiec, a miały być ich setki ton… Ludzie są czujni i jest coraz więcej takich, którzy myślą i pilnują tego, co dzieje się za miedzą. Bez tego nie widzę szans – trzeba pilnować każdego drzewa, krzaczka na swoim podwórku i poza nim, jak i ograniczać wszelkie bzdurne działania, poczynając od najdrobniejszych spraw. Nie mogę się oprzeć pewnej dygresji i retorycznemu pytaniu – po co ludzie, kupując w sklepach, pakują owoce czy warzywa do tych foliowych torebek?! Kapustę kiszoną czy ziemniaki niemyte jeszcze trzeba, ale reszta…?

Mam alergię na bezmyślność i łatwiznę, na smog w mieście i tablicę Mendelejewa w górach moich i gdzie indziej – trzeba bronić każdego kawałka ziemi i każdego starego drzewa. Nie wspominając o dzikich zwierzętach, ale o nich w następnym odcinku. Inaczej już się żyć nie da!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here