Monika Kilian: Chodził lisek koło drogi…

...a sarna spała w wiklinowym koszu - dzikie życie w Górach Izerskich

Góry i Pogórze Izerskie obfitują w dziką zwierzynę, a najczęściej spotykane czy widziane na łąkach i szczególnie zimą blisko gospodarstw są sarny. Na przestrzeni ponad 20 lat tam przeżytych mieliśmy nawet kilka sarenek pod opieką. Pierwsze doświadczenie poczynione z własnej niewiedzy jest historią, która mocno zapisała się w moim sercu.
Pewnego wiosennego wieczoru, wracając przez łąki, znaleźliśmy w trawie maleństwo, które zabraliśmy do domu. Nie mieliśmy wtedy pojęcia, że matka zostawia swoje młode i idzie na wypas, ale potem do niego wraca. Sarenka była dopiero chwilę na świecie, bo ledwo trzymała się na nóżkach i nie umiała pić nawet z butelki. Mieliśmy w tamtym czasie kozy, więc rozcieńczyliśmy ich mleko z wodą i poiliśmy malucha palcem po kropelce, zachodząc w głowę, jaki znaleźć patent na bardziej efektywne karmienie. W końcu z braku pomysłów mój były mąż, którego nie opuszczała nigdy wyobraźnia połączona z osobliwą fantazją, położył się na plecach i nalał sobie trochę mleka do pępka… i sarenka załapała ten sposób. Śmiechu było co nie miara. Potem nauczyła się pić z butelki ze smoczkiem. Dostała też stosowne miejsce do spania – w wiklinowym białym koszu na kółkach, w sypialni. Była jak nasze dziecko i wbrew opiniom niektórych obeznanych z dziką przyrodą ludzi wyrosła nam pięknie, a pewnego dnia poszła do lasu. Przychodziła czasem pod nasze domostwo, ale trzymała coraz większy dystans, aż wyprowadziliśmy się z tej wsi i przestaliśmy ją widywać.
Mieliśmy jeszcze kilka bliskich spotkań z sarnami, ratowaliśmy dwie potrącone przez samochody, ale nie udało im się przeżyć więcej niż kilka dni. W srogie zimy dokarmialiśmy je obierkami z warzyw i sianem, które sypaliśmy pod lipami rosnącymi za domem, więc czasem sarnie pyszczki zaglądały nam wprost w okna kuchni i jadalni.
W izerskich lasach żyło też trochę dzików, ale mnie osobiście nie było dane ich spotkać. Nikt ze znajomych nie miał żadnej niebezpiecznej sytuacji związanej z natknięciem się na nie – nawet widziane lochy z młodymi zawsze płochliwie uciekały. Z ptaków rzadko spotykanych jednymi z ciekawszych były derkacze, które wieczorem chodziły po łąkach, wydając intrygujące odgłosy, ale tak sprytnie się chowały w trawach, że nigdy nie udało nam się ich zobaczyć. W wyższych partiach gór w okolicach Świeradowa Zdroju miały siedliska cietrzewie, które są pod ochroną. Niejedna walka została stoczona o nierozbudowywanie tras narciarskich, np. na Stogu Izerskim, aby uchronić populację tych pięknych ptaków. Z innych ciekawych gatunków często było można obserwować szybujące nad łąkami myszołowy i jastrzębie zwyczajne, a w lesie, choć bardzo rzadko, zdarzało się natknąć się na puchacza, który jest gatunkiem sowy.
Parę lat temu pojawiły się też w Karkonoszach wilki – jedna wataha przyszła z Czech i przemieszczała się w lasach nad Kwieciszowicami i Przecznicą. Sama doświadczyłam słuchania wieczornego wycia wilków, co jest niesamowitym i wzruszająco pięknym przeżyciem.
Z mniejszych ssaków najczęściej widywane były lisy i kuny. Tu wspomnę jedną bardzo humorystyczną historię. Otóż pewnego pięknego popołudnia wybieraliśmy się na urodziny znajomego, któremu zginął ukochany rudy pies. Jeden z przyjaciół, wracając z pracy na budowie, zauważył przy drodze w rowie małego rudego pieska i od razu wpadł na pomysł ofiarowania go w prezencie urodzinowym, a że było to z dala od jakichkolwiek zabudowań, wydawało mu się, że maluch jest zagubiony albo wyrzucony przez kogoś. Zapakował go bez żadnego oporu do samochodu i szczęśliwy, że znalazł taki fajny prezent, zajechał pod dom. Wszyscy, którzy tam byli o mało, nie przewrócili się ze śmiechu, bo zamiast pieska z otwartych drzwi auta wyskoczył młody lisek… Ku radości innych i swojemu niezadowoleniu przyjaciel odwiózł zwierzaka na miejsce z, którego go wziął. Wspominamy tą akcję ze śmiechem do dziś mimo upływu tylu lat, bo naprawdę trudno pomylić lisa z psem.
Życie blisko natury jest fascynujące i daje mnóstwo siły, a spotkanie z jeleniem czy innym dzikim zwierzem oko w oko pozostaje na zawsze w pamięci i uczy szacunku do życia każdej istoty. Doceniam te wszystkie chwile, które przeżyłam wśród łąk, pól i izerskich lasów. I noszę je w sercu, żyjąc teraz w tyglu wielkiego miasta…