Bartek Pograniczny: Mobilne laboratoria

Warszawskie smogowozy mają roczek.

fot. unsplash.com, Chuttersnap

Niedawno Straż Miejska w Warszawie pochwaliła się, że w 2017 roku interweniowała prawie 60 tysięcy razy w sprawach dotyczących ochrony środowiska. To o ponad jedną trzecią częściej niż rok wcześniej. W wykrywaniu problemów strażnicy wykorzystywali smogowozy.

Namierzyć kopciucha
Choć z pozoru wyglądają jak zwykle samochody służb miejskich, to tak naprawdę są to mobilne laboratoria wyposażone w specjalistyczny sprzęt do badania stanu wody i powietrza. Zajrzyjmy do środka jednego z pięciu aut, które na co dzień pomagają mundurowym.

Jednym z najważniejszych urządzeń jest pyłomierz, który w czasie rzeczywistym sprawdza poziom pyłów PM10 i PM2,5. Wystarczy przez okno wysunąć niewielką rurkę i po 10 minutach otrzymujemy informację, czy w tym miejscu jest coś nie tak z powietrzem – w tym konkretnym, właśnie przed tym domem. Chodzi o to, by nikt nie mógł powiedzieć, że to kopci u sąsiada. Smogowóz podłączony jest też do bazy zawierającej informacje o stanie zanieczyszczeń w mieście.

Ale oczywiście na tym się nie kończy.

500 złotych mandatu
Po wejściu do budynku czasem od razu widać, że właściciel spalał w piecu coś, czego nie powinien. Ale gdy trzeba by było zejść do piwnicy, pojawia się ryzyko zatrucia niebezpiecznymi tlenkami. Dlatego funkcjonariusze biorą ze sobą przenośne detektory, które pokazują im, czy w pomieszczeniu unosi się tlenek węgla, lotne związki organicznych, siarkowodór lub tlenek azotu. Bo palimy tym, co akurat mamy pod ręką. Do ognia idą plastikowe butelki, odzież, oleje czy nawet opony. W warszawskich Włochach w zeszłym roku ktoś spalał stare meble, w Ursusie w skupie złomu wypalano cewki elektryczne, a na terenie ogródków działkowych na Bielanach do ogniska poszły kable elektryczne. Warto przypomnieć że za spalanie śmieci grozi mandat nawet do 500 złotych.

Jeśli strażnicy wejdą do domu, kiedy już zdążymy, jako gospodarni ludzi, wzorem Teresy Bochwic z KRRiT, spalić wszystkie nasze śmieci, nie uratuje nas to przed karą. Strażnicy skorzystają wtedy z bardziej klasycznych urządzeń – wiaderka i łopatki – a pobrane próbki prześlą do laboratorium w Jastrzębiu-Zdroju. Po 14 dniach dostaną wyniki.

Fotopułapka
W smogowozach umieszczono też ekrany, bo na dachu każdego z nich znajduje się kamera, którą można wysunąć nawet na sześć metrów i dokładnie obejrzeć teren. Sprzęt ma 30-krotny zoom optyczny i jeszcze dodatkowo cyfrowy. Dokładność zaskakuje. Gdy jeden z funkcjonariuszy opowiadał mi o wyposażeniu auta, drugi pokazywał możliwości kamery – znajdowaliśmy za bramą ratusza miejskiego, a widzieliśmy wszystkie szczegóły witryn sklepów znajdujących się po drugiej stronie Placu Bankowego. Kamera działa też w podczerwieni, można robić w niej stopklatki, wydrukować i przesłać dane dalej. – Możemy sprawdzić, co się dzieje za płotem, czy są spalane odpady, i co jest spalane w ognisku. A na obrzeżach Warszawy można przeszukać większy teren, zobaczyć, gdzie się dymi – wyjaśniają funkcjonariusze.

Wyposażenie smogowozu wygląda imponująco. fot. UM Warszawa

To nie koniec zaawansowanych możliwości tego sprzętu. Jeśli dom znajduje się przy jakimś cieku wodnym, strażnicy mogą też sprawdzić, czy właściciel nie odprowadza tam ścieków. Trzy sondy badają poziom tlenu w wodzie, pH i przewodność. Po paru minutach już wiadomo, czy woda jest czysta. Jeśli nie, to mundurowi pobierają próbki i przekazują do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Tam są robione dokładniejsze badania.

Ponad 900 interwencji
Właściwie jedyne do czego można się przyczepić to fakt, że te mobilne laboratoria mają silniki diesla. Nowoczesny sprzęt do walki z zanieczyszczeniami sam przyczynia się do powstawania smogu? Nie jest tak źle. Miasto zdecydowało się na wybór aut z najwyższą normą spalania euro 6, która oznacza bardzo znikomy wpływ na stan powietrza. Samochody elektryczne niestety nie spełniły wymagań miasta.

Zakup pięciu wozów był związany z reorganizacją Straży Miejskiej i powstaniem w 2016 roku jej nowej jednostki – Oddziału Ochrony Środowiska. Mobilne laboratoria kosztowały 2,2 miliona złotych. Przez rok brały udział w ponad 900 interwencjach.

W przyszłości miasto chce też wyposażyć Straż w drony do pomiaru jakości powietrza. To istotne, bo działania dotyczące ochrony środowiska to 10% wszystkich zeszłorocznych interwencji Straży.  Jak może wyglądać kontrola takim dronem, sprawdzili strażnicy m.in. w Katowicach. Mandat wlepiono już po pierwszej godzinie testów urządzenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here