📻 ZAŁOGA, WYPAD! Facebook przerodził się w portal złotego liścia

Ten serwis nie jest już młody w żadnym sensie.

AUDIO REO. Posłuchaj artykułu. Czyta Danuta Stachyra

W ostatnich dniach nastąpiły okoliczności, które powinny doprowadzić do wybuchu wielkiego skandalu. Kolejna afera Facebooka.

O co chodzi tym razem? Wszystkie – otóż – składniki potrzebne do swobodnego poruszania się WEWNĄTRZ NASZYCH KONT NA FB dostępne były conajmniej dla 20 000 pracowników firmy. Dodatkowo przechowywane były niemalże (a może dokładnie) w plikach wordowskich, czyli nie trzeba było być wybitnym hakerem by dostęp do takiego buszowania mieć z zewnątrz (biur Facebooka).

Skandalu nie ma bo już te pokrzykiwania co kilkanaście tygodni od czasu afery z Cambridge Analytica w sprawie kolejnych ujawnianych działań i zaniedbań firmy zaczęły mieć siłę i oryginalność pokroju piątej, czy dziewiątej manifestacji KODu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Wściekłość, poczucie bezradności i świadomość bycia skazanymi, jak większość z nas, na monopol tego serwisu. I jeszcze coś w rodzaju „teczki” na każdego. Wszystko to razem powoduje stupor, który wyzwalają obecnie rewelacje dotyczące „zabezpieczeń” naszych haseł dostępu.

To nie jest dobry sposób na zatrzymanie uciekających młodych. 

The Guardian podejrzewa że fb staje się serwisem dla osób starszych.

Rok 2018 pokazał, jak dynamiczna platforma szybko może zacząć przypominać nieco pogubionego staruszka, który za nic nie może pojąć, czego wszyscy od niego nagle chcą. Ale o tym za chwilę. Bo Facebook – co niesie ze sobą niewesołe rynkowe perspektywy – zestarzał się w jeszcze bardziej dosłowny sposób. 

 



W 2018 roku niemalże połowa wśród millenialsów – pokolenia dzisiejszych 20-30 latków – pozbyła się aplikacji Facebooka ze swojego telefonu. Choć podobny krok deklaruje jedna czwarta wszystkich użytkowników i użytkowniczek platformy, to właśnie w tej grupie wiekowej odsetek był największy. To także wśród tej grupy wiekowej najwięcej osób (64%) zmieniło swoje ustawienia prywatności – na przykład ukrywając część udostępnianych przez siebie informacji – lub zwyczajnie zrobiło sobie przynajmniej kilkutygodniowy odwyk od platformy (47%). Tendencja jest też jasna – młodsi dokonują bardziej drastycznych wyborów. Wnioski z kilku różnych badań ankietowych z ostatnich lat pokazują, że

im ktoś młodszy i zamożniejszy, tym większa szansa, że zdecyduje się odciąć.

Szacunki publikowane na początku 2018 sugerowały, że w ciągu roku trzy miliony nastolatków w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych skasują konto na Facebooku bądź zaprzestaną regularnego korzystania z serwisu. Sam Facebook – co jasne – nie upublicznia takich statystyk (choć z pewnością je ma). Ale przesłanek jest więcej: inny z sondaży, przeprowadzony przez firmę analityczną Piper Jaffray, wskazywał, że jesienią 2018 korzystanie z fejsa deklarowało o ponad jedną czwartą mniej nastolatków niż jeszcze dwa lata temu. Amerykańskie Pew Research Center także wskazuje, że od 2015 roku znacząco, o ponad 20 punktów procentowych, zmniejszył się odsetek nastolatków deklarujących regularne korzystanie z platformy Zuckerberga.

Wyrzucić mamę ze znajomych

Jest tam już trochę nudno. Za dużo zajmowania się cudzym życiem, dużo starych ludzi, musiałem wyrzucić moją mamę z przyjaciół, bo to była po prostu żenada – tłumaczyli nastolatkowie dziennikarce Guardiana, gdy pytała ich o powody, dla których korzystają lub nie z Facebooka. Ci, którzy decydują się pozostać na platformie, mówią, że największym magnesem jest wciąż możliwość kontaktowania się z przyjaciółmi i krewnymi, także tymi, z którymi nie łączą ich codzienne relacje. Tych (którzy używają Facebooka do utrzymywania więzi) jest jednak dużo więcej niż tych, których faktycznie angażują publikowane za pomocą Facebooka treści. W gruncie rzeczy wyłania się z tego całkiem logiczna i spójna opowieść: nastolatkowie i młodzi ludzie często nie czują się u siebie w tym samym środowisku komunikacyjnym, co pokolenie ich rodziców; tym bardziej jeśli to ono narzuca dominujące konwencje i rytuały.

Choć to nieco już zużyta metafora, trudno nie zgodzić się, że Facebook staje się już tatuśkiem w świecie hipsterek i hipsterów. Wciąż próbuje się odmładzać, jeździ na elektrycznej hulajnodze i nosi dziecko w chuście, ale metryka jest nieubłagana.

18-34 latkowie są na Facebooku mniejszością – na świecie jest grubo ponad miliard starszych członków społeczności Facebooka, 54% wszystkich.

To był początkowo portal młodych dla młodych. Nic nie trwa wiecznie – wydaje się pokazywać jego założyciel i szef
Witajcie w jaskini chaosu

To niejedyny problem. Coraz więcej osób zaczyna zauważać, że Facebook jest platformą do wszystkiego i… niczego. Dziś, korzystając z Facebooka, jesteśmy jednocześnie na czacie internetowym, kalendarzu wydarzeń, serwisie służącym zrzutkom społecznym na najróżniejsze (szczytne i trywialne) cele, agregatorze wiadomości ze świata, platformie blogerskiej, targowisku i na stronach prestiżowego magazynu o modzie i trendach, gdzie różne marki testują najnowsze pomysły marketingowe – naraz. A to i tak wycinek z całej książki telefonicznej funkcji, z których część pojawia się, by zniknąć; inne znajdują się w fazie testów lub dostępne są w wybranych regionach; jeszcze inne adresowane są wyłącznie dla profesjonalistów, jeszcze inne dla dzieci lub nieco zdziecinniałych dorosłych (kto pamięta Farmville, palec do obórki). Coraz więcej z nich wymaga od nas głębokiej reakcji – więcej niż pasywnej lektury lub kliknięcia like. Jednak również coraz częściej nie są to głębokie interakcje w żadnym innym sensie.

Każdy, najbardziej nawet nieopierzony projektant usług cyfrowych, powie że user experience – doświadczenie użytkowania – jest kluczowe dla sukcesu dowolnego projektu sieciowego skierowanego do masowego użytkownika. Mówiąc prościej: niejeden doskonale pomyślany i obiecujący projekt upadł lub przyniósł swoim twórczyniom i twórcom niemało wstydu, gdy okazywało się, że przeciętny użytkownik gubi się w morzu bezsensownych okienek, klika na oślep albo sfrustrowany nieumiejętnością obsługi aplikacji czy urządzenia czym prędzej domaga się zwrotu pieniędzy. Doświadczenie korzystania z Facebooka coraz częściej staje się zaś dość znojną pracą, związaną z przesuwaniem kolejnych ekranów, przeklikiwaniem dziesiątków nieistotnych komunikatów, filtrowaniem zalewu niechcianych wiadomości i żądań. Nawet bardziej doświadczeni – mający wyższe kompetencje cyfrowe – użytkownicy zauważają, że coraz częściej nie wiedzą, co się dzieje na ekranie i czego się właściwie od nich chce.

Coś po drodze nie wyszło

Ta spirala zaczęła się niebezpiecznie ciasno nakręcać na początku 2018 roku, gdy Facebook zmienił swój algorytm odpowiadający za główną stronę, news feed. W założeniu chodziło o to, aby – w związku ze słusznym i zrozumiałym oburzeniem na ilość fake newsów i politycznej propagandy – przywrócić równowagę i na powrót uczynić doświadczenie przebywanie na platformie mniej politycznym, a bardziej społecznym. W skrócie:

więcej zdjęć kotków i bachorków naszych znajomych, mniej wściekłego politycznego monologu.

Coś po drodze nie wyszło: być może rzeczywiście coraz trudniej na Facebooku o newsy (ze sprawdzonych lub nie) źródeł, za to na pewno więcej chaosu. Zamiast wiadomości i starych, dobrych statusów, użytkowników coraz częściej wita niekończący się, niespójny i niespecjalnie zachęcający strumień: ofert kupna nowego kompletu innowacyjnych garnków, kompletu pościeli lub maszynek do golenia, zachęt do wpłacenia na fundusz powołany z okazji urodzin dalekiego znajomego, ankiet i psychotestów. I na dokładkę jeszcze trochę reklam i wyskakujące znikąd wideo o gotowaniu.

Facebook jest w kłopocie z powodu własnych monopolistycznych ambicji – jest najpopularniejszą platformą społecznościową na planecie, ale w typowy dla cyfrowych gigantów sposób próbuje przechwycić większy kawałek uwagi i pieniędzy, jakimi obracamy w sieci. Stąd – choć oczywiście Facebook nie jest w tych ambicjach osamotniony – próba włączenia w jeden zintegrowany system tak różnych aktywności i potrzeb jak kupno AGD, komentowanie wydarzeń politycznych, działalność charytatywna, gry online i randki.

Ten nienasycony apetyt generuje jednak problem: nie można być najlepszym we wszystkim.

Sam Facebook już teraz jest w posiadaniu aplikacji (wartych dziesiątki miliardów dolarów), których funkcje się wzajemnie dublują: Whatsappa, Instagrama i Messangera. Każda z nich oferuje czat tekstowy, wymianę zdjęć i przesyłanie transmisji wideo. Każda jest też osobną platformą komunikacyjną i dyskusyjną samą w sobie. Bez wątpienia, szefowie Facebooka chcieliby, żebyśmy spędzali, korzystając z ich platform, każdą niezarezerwowaną na sen godzinę. Jednak równie prawdopodobne jest, że pojawi się syndrom Myspace’a – objawiający się pytaniem, co ja tu właściwie w ogóle robię?.

Czy to koniec Facebooka?

To wszystko nie musi oznaczać, że Facebook padnie z 2019 roku. Ani, szczerze mówiąc, w 2020, 2021 i 2022. Ale coraz więcej analiz wskazujących, że największa na świecie platforma społecznościowa osiągnęła szczyt swoich możliwości rozwoju, pokazuje sedno problemu, a Facebook jest już powszechnie traktowany jako zło konieczne – w komunikacji, utrzymywaniu relacji i życiu zawodowym – nie jako przyjemna i pożyteczna innowacja. To jest pewne: dla giganta z Doliny Krzemowej lepiej już było. Z platformy korzystają już ponad 2 miliardy ludzi, a największy potencjalny rynek do zdobycia, czyli Chiny, pozostaje przed korporacją z Doliny Krzemowej dość szczelnie zamknięty.

 

                      REO POLECA:

Jesteśmy podsłuchiwani non-stop i wcale (?!) nam to nie przeszkadza