Miro Biały: Alfred ze Złotą Przepustką

Z pocztu galerników polskich

Alfred Kruger – postać znana w kręgach tzw. wyższej sfery, bywalec teatrów, oper i bankietów, znawca sztuki i właściciel galerii sztuki. Zawsze nienagannie i markowo ubrany, w stylu anglosaskiego fircyka. Z bucikami zawsze na glanc lub na sportowo. Z rozpiętą zawadiacko marynarką. Doskonały tancerz walca. A także samby, co zdarza się rzadko, bo tylko wówczas, gdy towarzystwo jest na tyle swobodne, by dać się ponieść tańcom łacińskim. Krakowiak i oberek odpadają. Są zbyt chłopskie i ludowe.

Alfred Kruger jest posiadaczem certyfikatu arystokratycznego, który ma poświadczać jego nadludzkie pochodzenie. Certyfikat, który wyglądał prawie jak oryginał, nabył za sumę miliona złotych na Stadionie Dziesięciolecia w latach 90. XX wieku.

Już nie musi się z nim zresztą obnosić, bo wszyscy, którzy powinni byli go zobaczyć, już go zobaczyli. I byli pod wrażeniem.

Złota Przepustka zadziałała.

Arystokratyczne pochodzenie było kluczem, którym Alfred otwierał wszystkie drzwi. Dzięki sprytowi osiągał swoje cele. Zaspokajał różnego rodzaju zachcianki: modna garderoba, wyszukane potrawy, podrabiane roleksy, fałszywe sygnety herbowe czy zęby inkrustowane sztucznymi brylancikami.

Nikt nie podejrzewał, że tak wysoko urodzona osoba mogła być chodzącą podróbą.

Potrafił znaleźć się w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Alfred tu, Alfred tam, Alfred dupę złoi Wam – to była jego maksyma.

Ludzie kultury, dziennikarze, pisma plotkarskie wciągnięte były w grę pozorów naszego bohatera. Jego potrzeby i ambicje wzrastały wraz z wydatkami.

Jeśli nie jesteś na ustach tych, którzy coś znaczą, możesz pakować walizy i wracać na prowincję, wyrzucając przez okno pociągu fałszywy sygnet, fałszywy zegarek i fałszywy brylancik.

Alfred nie mógł do tego dopuścić, za bardzo uwielbiał drogi koniak, szampana, wystawne życie i nicnierobienie. Wykorzystywał więc naiwnych artystów, grając przed nimi Wielkiego Marchanda, a będąc w stanie udzielać jedynie nieporadnych wskazówek, jakich farb i pędzli powinni używać malarze. W jego pseudogalerii w tajemniczych okolicznościach ginęły obrazy z wystaw.

Jego jałowa egzystencja straciłaby sens, gdyby nie była wypełniona nadętym blichtrem. Istotą życia Alfreda Krugera była pustka, pozoranctwo i ostentacja. Był zdeterminowany, by za wszelką cenę je utrzymać. Brnął więc każdego dnia w tę pustkę, którą sam stworzył, zapełniając ją złudzeniem. Wszystko działo się zgodnie z planem, dopóki pewnego dnia nie znalazł się w modnym, wielkomiejskim SPA. Kąpiąc się w szampanie z kobietami, Alfred zachłysnął się i przestał oddychać. Przez kwadrans pozostawał w stanie niedotlenia mózgu i nieświadomości, a przez jego szare komórki przelatywały obrazy z jego życia.

Po reanimacji i rekonwalescencji sprzedał majątek, oddał zagrabione dzieła sztuki, a pieniądze przeznaczył na budowę studni w dotkniętym suszą odległym kraju. Sam przeniósł się na wieś, gdzie otworzył salon piękności dla rolników i sadowników.

PS Alfred Kruger to postać fikcyjna, ale mająca odbicie w rzeczywistości. Niejeden artysta spotkał na swojej drodze marszanda, który przypominał Alfreda Krugera.