Minimalna odległość dla wiatraków jest w Europie powszechna – jaka będzie w Polsce?


Wraz z objęciem władzy przez PiS bardzo prawdopodobny jest powrót pomysłu na wprowadzenia minimalnej odległości turbin wiatrowych od zabudowań. Przesłanką dla wyciągania takich wniosków mogą być „antywiatrakowe” inicjatywy tej partii w ostatniej kadencji. Najgłośniejszą była oczywiście propozycja ustalenia tej odległości na 3 km, nie tylko od zamieszkałych budynków, ale i terenów leśnych. W krajach UE, powszechnie wiązanych z najszybszym rozwojem energetyki wiatrowej odległość minimalna to nic niezwykłego, choć akurat 3 km na tle Europy wygląda niezwykle radykalnie.

W Niemczech nie ma centralnych regulacji, rozwiązania są w gestii władz lokalnych. Podstawą jest planowanie przestrzenne i ustalanie stref zakazu budowy wiatraków. Generalnie minimalna odległość wynosi od 500 do 1000 m, a w większości przypadków warunki lokalizacji farmy wiatrowej ustalane są indywidualnie.

W Austrii minimalna odległość może sięgać nawet 2 kilometrów, choć typowo jest to 1000-1500 m. W górach spada nawet do 800 m, ale o zgodzie decyduje ingerencja w krajobraz, a właściwie jej brak. Widać to zresztą gołym okiem. Austriackie równiny i pagórki pokryte są gęsto farmami wiatrowymi, ale w górach wiatraka już nie uświadczysz.

Można zauważyć, że rząd wielkości tych dystansów w zasadzie odpowiada odległościom, wynikającym z norm hałasu, a to ten czynnik jest obecnie brany pod uwagę w Polsce. W niektórych przypadkach minimalną odległości wylicza się, mnożąc przez odpowiedni współczynnik wysokość masztu lub średnicę wirnika. Ten właśnie model jest powszechny w słynącej z wiatraków Danii, choć tam obowiązują dodatkowe obostrzenia, dotyczące ochrony krajobrazu brzegów morskich.

Do niedawna krajobraz był główną przeszkodą w budowie farm wiatrowych we Francji. Wiadomo, Francuzi zarabiają krocie na turystyce i są bardzo czuli na punkcie swoich widoków. Tamtejsze władze lokalne zablokowały wiele projektów, choć czasami decydująca była ingerencja spoza kraju. UNESCO zagroziło swego czasu, że z listy światowego dziedzictwa wyleci słynne opactwo Mont Saint-Michel, jeśli będzie z niego widoczny choć jeden wiatrak. Francuzi podporządkowali się bez szemrania. A dla wiatraków we Francji nadchodzą jeszcze cięższe czasy, bo w nowej ustawie o transformacji energetycznej minimalną odległość turbin od domostw podniesiono z 500 do 1000 m. Francja jest jednak przypadkiem szczególnym, bo tamtejszy sektor produkcji energii dzięki atomowi i hydroenergetyce jest niemal bezemisyjny, stąd i władze przykładają stosunkowo niewielką wagę do wspierania rozwoju OZE.

Na tle Europy, jeśli chodzi o warunki budowy turbin wiatrowych, Polska jawi się jako kraj dość liberalny, regulacji związanych z krajobrazem na ten przykład nie udało się uchwalić. Dotychczasowe poglądy ekipy przejmującej władzę, na czele z wynoszeniem na piedestał węgla każą jednak przewidywać, że stan ten się zmieni. Ze względu na powszechny bałagan w planowaniu przestrzennym „systemowe” rozwiązanie jest mało prawdopodobne i PiS raczej pójdzie po linii najmniejszego oporu, dekretując minimalną odległość. Pytanie, czy nowe restrykcje będą porównywalne do rozwiązań z reszty Europy.

 

Wojciech Krzyczkowski

fot. energetyka wiatrowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here