📻 KONIN. Co po węglu? pyta Miłka Stępień

Ludzie są gotowi stawić czoła zmianom. Politycy unikają trudnych decyzji.

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Hubert Augustyniak. ’17”29


Firmy energetyczne i ludzie pracujący w branży znają światowe trendy, zobowiązania unijne, a także konsekwencje wynikające z konieczności ograniczania emisji CO2. Rozumieją, co to oznacza i chcieliby się do tego przygotować, ale politycy odwracają wzrok tak długo, jak to tylko możliwe. Byleby uniknąć stawienia czoła rzeczywistości.

Dawna przemysłowa potęga regionu wciąż definiuje powiat koniński i miasto Konin, które zaczęło się rozrastać w latach 60. XX wieku dzięki kopalniom odkrywkowym węgla brunatnego i elektrowniom węglowym. Teraz ta potęga chwieje się na swoich węglowych nogach i wydaje się kwestią czasu, aż runie całkiem, a wciąż brakuje jasnej koncepcji, co dalej – po węglu.

Duża część Konina powstała w czasach PRL, w latach 60. i 70. To wtedy wybudowano wielkie blokowiska, aby pomieścić rzesze górników i pracowników elektrowni, ściąganych niemalże z całego kraju. W przeciągu tych 20 lat populacja miasta wzrosła czterokrotnie. Znajomość zagłębia węglowego Konin-Koło-Turek to część elementarnej wiedzy geograficznej o lokalnej ojczyźnie. Prawie każdy Koninianin ma w rodzinie kogoś, kto pracował bądź nadal pracuje w kopalni albo elektrowni. Dlatego – gdy coraz trudniej mówić o kopalni i elektrowni jako o motorach rozwoju regionu – ciężko też rozmawiać o już toczących się zmianach bez silnych emocji i rozgoryczenia ludzi pamiętających okres świetności miasta.

Częściej mówi się o Śląsku jako o ofierze transformacji energetycznej. Jednak to Konin powinien przyciągać większą uwagę zainteresowanych tą tematyką, ponieważ tutaj właśnie toczy się teraz decydujący bój o to, jak w Polsce przebiegnie (trochę poza nami albo poza naszą kontrolą) transformacja energetyczna – i niestety nic nie wskazuje na to, żeby to miała być historia z happy endem.

Konin ma bardzo niski poziom przedsiębiorczości, co uważa się za skutek zależności regionu od wielkiego przemysłu.

Ostatnie 30 lat nie były dla tego regionu łaskawe. Konin stracił status miasta wojewódzkiego, a wiele lokalnych firm z różnych przyczyn nie przetrwało przemian, które nastąpiły w latach 90., jak chociażby Konwart czy Cukrownia Gosławice. Inne przeszły poważne restrukturyzacje, na których część zyskała i zdołała odbić się od dna (np. Huta Aluminium), a część wydaje się zmierzać ku nieuchronnemu upadkowi.

Konin ma bardzo niski poziom przedsiębiorczości, co uważa się za skutek zależności regionu od wielkiego przemysłu. Odkrywki coraz bardziej oddalają się od miasta, a jednocześnie – zgodnie z najnowszymi trendami – zmniejsza się w nich zatrudnienie. Od końca lat 80. do 2005 roku zatrudnienie w kopalniach i elektrowniach zmniejszyło się o 40%.

Elektrownie nie zapewniają już regionowi możliwości rozwoju. Nie udało się ściągnąć znaczącej liczby inwestycji, które by jakoś podtrzymały tutejszą gospodarkę, poza nielicznymi pozytywnymi wyjątkami, jak gmina Stare Miasto, leżąca nieopodal Konina. Wśród zauważalnych negatywnych trendów obserwuje się od wielu lat wysoki poziom migracji mieszkańców przy jednoczesnym wysokim bezrobociu. Obecnie wynosi on ok. 10 proc., co jest znaczącym spadkiem w porównaniu z niemal 20-procentową stopą bezrobocia w latach 2000-2005. Jednak ten spadek musi być oceniany w zestawieniu z olbrzymią liczbą osób, które w ciągu ostatnich 15 lat wyjechały z tego regionu na stałe. To wszystko wiąże się w oczywisty sposób ze starzeniem się społeczeństwa i zmniejszającą się dosyć znacząco populacją. W samym Koninie z 83 tysięcy w szczytowym punkcie w 2000 roku do 75 tysięcy w 2016, z najgorszym scenariuszem przedstawiającym wizję, że w 2050 roku w Koninie mieszkać będzie zaledwie 40 tys. ludzi.

Swoje zrobiła też prywatyzacja Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, który przeszedł w ręce Zygmunta Solorza-Żaka. Inwestor nie do końca wywiązał się z obietnic przeprowadzenia niezbędnych modernizacji części kotłów w elektrowni, na dodatek znacząco zmniejszył zatrudnienie i wysokość wynagrodzeń. Przyszłość Zespołu jest niepewna, bo wciąż brakuje decyzji w sprawie pozwolenia na eksploatację kolejnego planowanego złoża węgla brunatnego w Ościsłowie. Na dzisiaj decyzja Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w sprawie Ościsłowa jest negatywna, i – choć są bardzo wyraźne przeciwskazania środowiskowe, związane z lejem depresyjnym i ubytkiem wód gruntowych, zniszczeniem rolnictwa i obawami o duże straty wodne w rejonie – są też podejrzenia, że jest to raczej decyzja polityczna, wynikająca z niechęci obecnego rządu do właściciela Polsatu oraz krajową polityką, dążącą do renacjonalizacji strategicznych gałęzi przemysłu (także energetyki). Negatywną ocenę oddziaływania środowiskowego w sprawie Ościsłowa należy też powiązać z decyzją Komisji Europejskiej w sprawie skutków działalności odkrywki Tomisławice, w której uznano, że pozwolenie wydano z naruszeniem zasad ochrony środowiska i eksploatacja negatywnie wpłynęła na stan wód w rejonie. Kopalnia Węgla Brunatnego Konin musi zatem uwzględnić rekompensaty środowiskowe w swoich kalkulacjach.

Region potrzebuje działań, które uratują powiaty koniński i turecki przed zapaścią gospodarczą.

Na początku roku zamknięto dużą kopalnię i elektrownię Adamów w Turku o mocy 600 MW, która – będąc elementem systemu energetycznego kraju – zapewniała również ciepło mieszkańcom miast a.Jak na dłoni zatem widać ogrom wyzwań, przed którymi stoi region i potrzebę działań, które uratują powiaty koniński i turecki przed zapaścią gospodarczą.

Wieloletnie przymykanie oka
Są tacy, którzy nawet teraz mówią o tym, że choć odejście od węgla jest nieuchronne, trzeba to zrobić ewolucyjnie a nie rewolucyjnie, czyli rozłożyć w czasie na 15 lat (pozwalając na otwarcie odkrywki w Ościsłowie). Przykra prawda jest jednak taka, że o tym, iż to odejście nastąpi, wiadomo od kilkunastu lat, a przymykano na to oko, zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym. Teraz zaś skutki przespania momentu, kiedy można było przygotowywać się do transformacji energetycznej, mogą rzeczywiście być trudne dla regionu, które od dawna nie potrafi nadrobić zaległości wobec reszty województwa wielkopolskiego.

Wiele wskazuje na to, że nie ma już czasu na kolejne 15 lat i nową odkrywkę. Polityka klimatyczna UE i wzrost opłat za emisję CO2 powoduje, ze produkcja energii elektrycznej z węgla brunatnego jest nieopłacalna. Jak długo ratować nas mogą dopłaty z kieszeni podatników? O olbrzymich dopłatach do przemysłu węglowego, powszechnie wiadomo. Tworzono i powtarza się nadal optymistyczne scenariusze, w których to węgiel ma być głównym źródłem energii w Polsce. Obecny rząd nadal rozsiewa fantastyczną wizję przyszłości kraju mlekiem i miodem węglowym płynącym, pomimo prognoz przewidujących spadek wydobycia z powodu coraz trudniej dostępnych złóż (węgiel kamienny) i kosztów środowiskowych i transportu (węgiel brunatny), a jednocześnie głośno jest ostatnio o rosnącym imporcie węgla z zagranicy, z powodu coraz wyższych cen rodzimego surowca.

Obecny rząd nadal rozsiewa fantastyczną wizję przyszłości kraju mlekiem i miodem węglowym płynącym, pomimo prognoz przewidujących spadek wydobycia.

Od pracownika jednej z okolicznych odkrywek usłyszałam, że najbardziej irytuje ich nie to, że mają odchodzić od węgla, tylko brak jasnej decyzji w tym zakresie i brak harmonogramu działań. Wydaje się to podstawowym problemem całej branży w kraju. Firmy energetyczne i ludzie pracujący w branży znają światowe trendy, zobowiązania unijne, a także konsekwencje wynikające z konieczności ograniczania emisji CO2. Rozumieją, co to oznacza i chcieliby się do tego przygotować, ale politycy odwracają wzrok tak długo jak to możliwe, byleby uniknąć stawienia czoła rzeczywistości. Czas najwyższy spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć długoterminowe działania strategiczne ponad podziałami, aby uchronić ludzi przed najgorszymi skutkami tak poważnych zmian. I chyba nie ma w tej chwili regionu, w którym byłoby to pilniejsze niż w konińskim.

Czas najwyższy spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć długoterminowe działania strategiczne.

Warto zwrócić uwagę, że w przeciągu ostatnich dwóch dekad powstało w okolicy kilka nowych odkrywek – Tomisławice, Drzewce, Jóźwin – a mimo to powiat koniński od ponad dekady wciąż stacza się po równi pochyłej. Oznacza to, że zgoda na eksploatację węgla w Ościsłowie pozwoliłaby jedynie trochę opóźnić proces, który trwa od wielu lat.

Kiedy nie będzie już grzało
Zapewnienie ciepła dla Turku i Konina można potraktować jako symbol kiepsko przygotowanej (albo raczej wcale nieprzygotowanej) transformacji energetycznej. Przede wszystkim dlatego, że wszyscy wydają się być całkowicie zaskoczeni tym, że taki problem w ogóle się pojawił.

Turek i Konin nagle stanęły w obliczu braku źródła ciepła dla mieszkańców.

Dwa lata temu gruchnęła wiadomość, że ZE PAK wypowiada umowę dostarczania ciepła dla Turku i Konina. Nie wydaje się, żeby była to zaskakująca informacja, ponieważ o zobowiązaniach unijnych dotyczących ograniczeń emisji i wygaszania elektrowni niespełniających norm wiadomo nie od dziś. Wiele wcześniejszych analiz wskazywało, że elektrownia w Adamowie (w Turku) i niezmodernizowane kotły w Pątnowie i elektrowni Konin zostaną wyłączone. A jednak nawet ci, którzy powinni byli być doskonale o tym poinformowani, publicznie wydawali się bardzo zaskoczeni, a co gorsza – w dużej mierze nieprzygotowani. Oba miasta zaskoczono do tego stopnia, że nagle stanęły przed widmem braku źródła ogrzewania.

W Turku, w którym 1 stycznia tego roku wyłączono elektrownię, co oznaczało brak ciepła, które dostarczała miastu, podjęto decyzję – firma GETEC wybudowała w ciągu kilku miesięcy ciepłownię, której dwie kotłownie będą zasilane pyłem węgla brunatnego (w specjalnej technologii niemieckiej), a trzecia – gazem. Wśród zastrzeżeń do takiego wyboru jest niechęć do dalszego korzystania z rozwiązań opartych na węglu. Przecież można było podjąć decyzję o innej technologii (choć trzeba przyznać, że ta obecnie uruchomiona jest niskoemisyjna). Pojawiły się też obawy o radykalny wzrost cen za ciepło, których zasadność na razie trudno ocenić.

W Koninie z kolei najpierw ogłoszono przetarg w celu znalezienia opcji, która zapewniłaby miastu ciepło, po czym w styczniu 2018 roku ZE PAK niespodziewanie wycofał wypowiedzenie umowy i to właśnie ta elektrownia będzie ogrzewała Konin do 2022 roku. Nadal jednak nie wiadomo, co nastąpi potem, ale jest nadzieja, że realna groźba nagłego braku ciepła została zażegnana – miasto ma dwa lata na stworzenie długoterminowej strategii zapewnienia ciągłości energetyczno-ciepłowniczej w rejonie.

W regionie pojawiły się oddolne ruchy mające na celu zapewnienie rozproszonych i zdywersyfikowanych źródeł energii i ciepła, o czym rozmawiano podczas konferencji, zorganizowanej w Koninie przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA 19 stycznia 2018 roku. Konferencja przebiegała pod hasłem Ocieplamy Konin. Jak zapewnić ciepło miastu i mieszkańcom powiatu konińskiego. Koncepcje stworzenia klastrów energetycznych w okolicznych gminach czy wykorzystania wód geotermalnych wydają się być pierwszymi krokami w kierunku stworzenia sensownego miksu energetyczno-ciepłowniczego w regionie, choć obarczone są różnymi problemami. Szczególnie ciepłownia geotermalna wydaje się kosztownym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę koszty technologii tego typu w ogóle, oraz specyfikę wód w Koninie, leżących na dużej głębokości, a do tego na terenach zalewowych i Natura 2000. Ale z pewnością są ciekawą opcją, biorąc pod uwagę możliwość wykorzystania rekreacyjnych i leczniczych walorów wód gorących i solankowych.

Martwi jednak tendencja do widowiskowych inwestycji, zamiast podjęcia mniej rzucających się w oczy, ale bardziej ekonomicznie uzasadnionych, długoterminowych przedsięwzięć. Przykładem jest spalarnia śmieci w Koninie, która mogłaby zapewniać miastu jakiś procent potrzebnego ogrzewania i tym sposobem świetnie wpisuje się w potrzebę dywersyfikacji źródeł ciepła. Trudno jednak nie zauważyć, że zamiast wybudować znacznie mniejszą, bardziej przystosowaną do lokalnych realiów instalację, powstał moloch, na którego obsługę nie wystarcza śmieci z okolicy, co pogarsza ekonomikę przedsięwzięcia oraz powoduje horrendalne ceny usług.

Co dalej?
Czas najwyższy usiąść do stołu i rozmawiać o zmianach, bliższych lub dalszych, ale z pewnością nas czekających. Wydaje się, że Konin mógłby wytyczyć pewną drogę dla regionów stojących w obliczu tak wielkich wyzwań, ale – po pierwsze – musimy stawić czoło rzeczywistości, a nie ją wypierać, a – po drugie – musimy sięgnąć po przykłady z innych rejonów Europy, które już przez to przeszły i podjąć nareszcie te najtrudniejsze, lecz niezbędne decyzje, które pozwolą przetrwać nadchodzące burze, których przedsmak doświadczamy w regionie od prawie 15 lat.

Trzeba podjąć decyzję, że czas ruszyć do przodu, a nie uparcie patrzeć z utęsknieniem wstecz.

Region, który w Polsce dokona przekształcenia energetycznego i gospodarczego wpisującego się w politykę energetyczno-klimatyczna UE, będzie miał na początku pod górkę. Jednocześnie – nie mając za bardzo innego wyboru poza trwaniem i czekaniem – może liczyć na wsparcie i przychylność z różnych stron, jeśli dokona tej transformacji w oparciu o nowe technologie odnawialne i oszczędne w ramach np. klastrów energetycznych. Wreszcie takie przekształcenia gwarantują trwałość gospodarczą, tworzenie nowych miejsc pracy, zachowanie walorów środowiska i zdrowia. To wszystko może spowodować, że wizja wyludniającego się i biedniejącego regionu się nie ziści.

Niedawno odrzucony projekt energetycznego parku techologicznego w Koninie mógł być zalążkiem strategii łagodzenia skutków transformacji, dzięki któremu zamiast rezygnować z przemysłu energetycznego można by zainwestować w rozwój nowych technologii energetycznych. Aby tego dokonać, potrzebny jednak byłby kompleksowy program, obejmujący wsparcie dla przedsiębiorców, programy edukacyjne na poziomie szkoły średniej i wyższej, rozbudowany system obsługi inwestorów, programy pomagające w przekwalifikowaniu personelu energetycznego, wsparcie infrastrukturalne itd.

Trzeba jednak przede wszystkim podjąć decyzję, że już czas ruszyć do przodu, a nie uparcie patrzeć z utęsknieniem wstecz.