Michał Michałowski: Mieć rybę i zjeść rybę

Piątek, nie piątek - kupuj świadomie

fot. pixabay.com, Free-Photos

Coraz więcej wiemy o niebezpieczeństwach grożących morskiemu ekosystemowi. Wskazałem już, co jest nie tak z tonażem plastiku rokrocznie trafiającym do oceanów, ekspansją beztlenowych stref nieprzyjaznych życiu, a także masowym przełowieniem znacznie już uszczuplonych rybich ławic. Skala problemów przerasta wyobraźnię, ale każdy z nas prostymi rozwiązaniami może przyczynić się do poprawy sytuacji. Poczynając od wyboru ryby na talerz.

Rynek kształtują w dużej mierze konsumenci, ale wpływ władz państwa jest niezaprzeczalny – dotacjami i innymi formami wspierają wybrane przez siebie sektory i branże. Niemniej jednak jeśli klienci zaczną omijać szerokim łukiem pewne produkty na półkach sklepowych, to te zostaną z nich po prostu zdjęte. I nie zmienią tego żadne dotacje. Dotyczy to również do ryb i innych owoców morza, których w stanie dzikim jest coraz mniej  w morzach i oceanach.

fot. pixabay.com, pasja1000

Jedną z najbardziej cenionych smakowo ryb na świecie jest tuńczyk błękitnopłetwy, którego można znaleźć w wizytówce kuchni japońskiej, czyli sushi. Konsumenci potrafią zapłacić bardzo dużo za jego mięso otoczone warstwą ryżu. Tuńczyk błekitnopłetwy zwany jest ostatecznie pospolitym, a więc wydaje się, że wystarczy wsadzić rękę do wody, a już się go złapie. Prawda jest zaś taka, że to gatunek zagrożony bliskim wyginięciem.

Tuńczyk błękitnopłetwy, fot. Wikimedia Commons

Obok niego na tej smutnej liście znajduje się o wiele więcej posiadaczy płetw i macek. Ich przetrwanie, a także utrzymanie w zdrowym stanie morskiego środowiska, leży w naszym żywotnym interesie – dla 3,5 miliarda ludzi oceany są głównym źródłem pożywienia. Sytuacja, w której każdy może zjeść rybę, a jednocześnie w przyszłości też mieć ocean na talerzu, jest trudna do osiągnięcia, ale nie niemożliwa. Co więc każdy z nas (może nie ja, bo ryb nie jadam) może zrobić, aby do tego się przyczynić?

1 Najłatwiej kupić będzie nam produkty rybne oznaczone ekologicznym certyfikatem MSC. Gwarantuje on, że łowisko, z którego pochodzi ryba czy owoc morza, jest eksploatowane w sposób zrównoważony, pozwalający przyszłym pokoleniom również na jego użytkowanie. Marine Stewardship Council (MSC) to międzynarodowa organizacja założona w 1977 roku, która we współpracy z naukowcami, rybakami i innymi podmiotami opracowała oraz stale rozwija standardy dla zrównoważonego rybołówstwa. Jeśli widzimy niebieski znaczek MSC na produkcie, możemy go bezpiecznie wziąć do koszyka.

2 Brak certyfikatu wymaga trochę większej pracy z naszej strony przed zakupem. Na co należy zwrócić uwagę? Pochodzenie kupowanej ryby. Pamiętajmy, że wiele gatunków zamieszkuje więcej niż jeden akwen na świecie i w jednym ich populacja może być stabilna, ale w innym już niekoniecznie. Kolejna sprawa to wiek ryby. Jeśli została ona złowiona w zbyt młodym okresie swojego życia, to nie miała szansy na wydanie potomstwa. Nie bójmy się też pytać obsługi sklepu i producenta o metodę połowu. Jeżeli ryba czy owoc morza został złapany selektywnie, to tym samym w sieci nie wpadł inny niepotrzebny gatunek.

3 Skąd u wybrzeży krajów afrykańskich, jak Somalia, wzięli się piraci? Przez ryby. Tamtejszym społecznościom ocean od zawsze zapewniał źródło pożywienia oraz utrzymania, ale zmieniło się to wraz z rozkwitem globalnego rynku i pojawieniem się narzędzi umożliwiających połowy na masową skalę. Lokalni rybacy w małych łódkach wypchnięci zostali z bogatych łowisk przez ogromne statki, które przy okazji przyniosły ze sobą techniki takie jak trałowanie dna, a czym przyczyniły się do znacznych szkód morskiego ekosystemu. Wybierając ryby z lokalnych połowów, mamy możliwość zmniejszyć presję na przełowione obszary przy brzegach Afryki oraz damy szansę miejscowym rybakom.

4Można zrezygnować z ryb w ogóle, a to na pewno przyczyniłoby się do widocznej w krótkim czasie poprawy morskiego ekosystemu. Nie jest to jednak ruch, na który zdecyduje się każdy, ale trzeba o nim wspomnieć, dla samej uczciwości rozważań i przedstawienia każdej z dostępnych opcji. Zrozumiałe, że podmiana ryby na przypominającą ją potrawę z selera dla wielu może wydać się trudna do przełknięcia, ale najpierw trzeba jej spróbować. Do wykonania tak zwanej seleryby nie potrzebujemy wiele, bo jedynie trochę selera, litr bulionu, arkusze nori, sos sojowy oraz przyprawy, każdemu podług gustu i smaku. Smacznego!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here