Michał Ćwil: Monopol na zielone certyfikaty?

Mechanizm figurujący w Polsce w postaci tzw. zielonych certyfikatów wspiera wytwórców energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Polityka ta wynika jeszcze z transpozycji do krajowego prawa Dyrektywy z 2001 r. wspierającej w UE rozwój elektroenergetyki wykorzystującej źródła odnawialne. Ciepło czy paliwa transportowe nie doczekały się dedykowanego wsparcia.

Mimo że ok. 90 proc. zielonej energii w Polsce wytwarzane jest pod postacią ciepła z biomasy, dochodzi do anomalii polegającej na przekierowaniu dostaw biomasy z sektora ciepłownictwa do elektroenergetyki. I nie chodzi tu akurat tylko o współspalanie, tylko o bezsensowną budowę w Polsce największych na świecie bloków energetycznych o mocy kilkuset megawatów, wymagających dostaw biomasy liczonych w milionach ton rocznie. A to związane jest z transportem biomasy do tych elektrowni z miejsc odległych o kilkaset kilometrów, w tym także z innych kontynentów.

Sytuacja ta spotęgowana zostanie po wejściu w życie podpisanego 18 października br. przez ministra gospodarki rozporządzenia kształtującego m.in. niedoszacowane wielkości obowiązków zakupu zielonych certyfikatów i złagodzone restrykcje wykorzystania biomasy leśnej w energetyce.

W myśl nowego rozporządzenia inwestorzy w elektrownie na biomasę nie muszą śpieszyć się z oddaniem takich jednostek do końca bieżącego roku, by zachować preferencje wykorzystania biomasy leśnej. Czas na oddanie jednostek do użytkowania z preferencjami został przez ministra wydłużony do końca 2015 r. Oznacza to, że państwo dalej chce rozwijać duże scentralizowane źródła energii, co nie ma nic wspólnego z doktryną rozproszonych odnawialnych źródeł energii, na którą stawiają wszystkie liczące się gospodarki świata.

W Polsce mamy do czynienia z dążeniem do całkowitej kontroli cen zielonych certyfikatów przez oligopol energetyczny, do którego obecnie trafia ok. 70 proc. wydawanych przez Urząd Regulacji Energetyki certyfikatów zielonych. Po oddaniu w latach 2012-2013 do użytkowania kilku dużych bloków energetycznych na biomasę, wolumen zielonych certyfikatów trafiający do koncernów energetycznych zwiększy się o ok. 3 TWh.

W przyszłym roku, przy utrzymaniu całkowitego finalnego zużycia energii elektrycznej netto na dotychczasowym poziomie, do realizacji obowiązku rozporządzenia wystarczy produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych na poziomie 14,5 TWh. Podsumowany przez Urząd Regulacji Energetyki rok 2011 wygenerował ok. 12,5 TWh energii elektrycznej z OZE. W efekcie w znacznie większym stopniu obowiązki rozporządzenia mogą być realizowane przez umarzanie certyfikatów kupowanych przez oligopol w swoich grupach. Po raz kolejny będziemy mieć do czynienia z nadpodażą zielonych certyfikatów, których zakupem spółki obrotu nie będą zainteresowane. Gra prowadzona przez oligopol doprowadzić może do tego, że projektowane współczynniki korekcyjne w ustawie o odnawialnych źródłach energii nie będą mieć żadnego znaczenia. Bo nawet dużo wyższy od jedności współczynnik, dla takiej branży jak np. fotowoltaika, pomnożony przez zerową cenę certyfikatu da, po stronie przychodów, zero! Nie pomoże tu nieskuteczny mechanizm zapobiegania nadpodaży certyfikatów zaprezentowany w projekcie ustawy.

Zagrożenia, które artykułujemy od kilku miesięcy, nie przedostają się do decydentów najwyższego szczebla, bo zagłuszane są z jednej strony przez domorosłych ekspertów utożsamiających rozwój odnawialnych źródeł energii z klimatem, którego konsekwencją ma być rzekome zniszczenie energochłonnego przemysłu i gospodarki węglowej w Polsce. Z drugiej strony część przedsiębiorców naszej branży, kierowana swoim partykularnym, ale iluzorycznym interesem zarobienia od kilku do kilkuset tysięcy złotych, popiera projekt ustawy, nie będąc najwyraźniej świadomym lub będąc obojętnym na to, jak negatywne konsekwencje dla gospodarki niesie uchwalenie ustawy w zaprezentowanym kształcie.

Wartości obowiązków w rozporządzeniu są niedoszacowane i powinny zostać podniesione przynajmniej do takiego poziomu, jak nakreślono w Krajowym Planie Działania, aby osiągnąć cele ogólne Dyrektywy 2009/28/WE. Jednak trzeba pamiętać, że metodyka Dyrektywy i rozporządzenia do wyliczenia udziału energii ze źródeł odnawialnych jest zdecydowanie odmienna i – jak wskazywaliśmy przy konsultowaniu projektu rozporządzenia – należy wielkość obowiązku ustalić na poziomie co najmniej 25 proc. w roku 2020.

Dziś na rozwoju dużej scentralizowanej energetyki wykorzystującej biomasę traci przede wszystkim przemysł wykorzystujący drewno, którego ceny hurtowe w Polsce w ostatnich latach wzrosły ponad dwukrotnie. Po wprowadzeniu w życie projektu ustawy w kształcie z października stracą także wytwórcy energii z rozproszonych źródeł odnawialnych, którzy zaczęli inwestować w tempie, które najwyraźniej zaczyna przeszkadzać wielkim koncernom energetycznym.

 

Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here