📻 REO TABU: Matka Natura nas nie kocha. O objawach naturopatozy

Adam Błażowski wyjaśnia naturę nowego schorzenia cywilizacyjnego: naturopatozy

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 




Tak to prawda, Mama nas nie kocha.

Teraz, kiedy najtrudniejszą część tego tekstu mamy już za sobą, pozwól, Drogi Czytelniku, że rozwinę wątek.

Prawie cała przyroda tylko czeka na to, by nas zabić lub okaleczyć. Począwszy od promieniowania UV, miliardów wirusów i bakterii, trujących roślin, niepasteryzowanego mleka, przez zastępy kleszczy i pasożytów, aż po drapieżne zwierzęta: natura cierpliwie czeka na nasz zgon.

Nie jesteśmy w tej kłopotliwej sytuacji jedyni. Taki stan rzeczy utrzymuje się od miliardów lat i dotyczy absolutnie każdej istoty na planecie Ziemia.

Może nie jest to przyjemne, ale jest jak jest.

Wychowani na romantycznych historiach z Króla Lwa czy z Avatara mamy jako ludzie tendencję do antropomorfizowania i uładzania tego wszystkiego, co nazywamy Naturą. Zapominamy o małych słoniach często przez kilka dni żywcem jedzonych przez lwy, a patrząc na białe łabędzie, nie widzimy, że składają się one z piór, kości oraz z pasożytów.

 

Podziwiamy tzw. geniusz stworzenia (nawet będąc niewierzącymi), skomplikowanie różnych ekosystemów, zależności między organizmami, a jednocześnie prostotę dzikiego świata pozbawionego podatków, ZUS-u, polityki, i przede wszystkim… innych ludzi.

Kto z Was nie uronił łzy pod koniec filmu Into the wild?

Jednocześnie to proste życie, żywienie siebie i rodziny tym, co samemu uda się zebrać lub wyhodować, tak dla nas kuszące, jest bardzo obciążające i szkodliwe dla Matki Natury. Jest to mało atrakcyjna opcja koegzystencji dla każdej ze stron. I choć jako pierwszy gatunek opanowaliśmy wzrost naszej populacji – człowiek świadomie decyduje, żeby się NIE rozmnażać mimo sprzyjających warunków środowiskowych – to jest nas dziś już zbyt dużo, żeby każdy mógł żyć w zgodzie z naturą, cokolwiek by to miało oznaczać.

Najedzeni, wyszczepieni i ogrzani żyjemy w (czasem słusznym) poczuciu winy z powodu dewastacji środowiska naturalnego, które jest efektem naszej walki o  przetrwanie. Ta osobliwa mieszanka niezadowolenia z niedoskonałości otaczającego nas świata, poczucia winy i romantycznej wizji dzikiego świata, czasem skutkuje zjawiskiem tzw. naturopatozy.

Objawy naturopatozy

Naturopatoza objawia się irracjonalną wiarą w to, że wszystko co naturalne jest dobre a produkty ludzkiej cywilizacji powinny być traktowane z daleko idącym sceptycyzmem lub powinny być zwalczane.

Postać ostra naturopatozy objawia się w różnych formach: antyszczepizm, fascynacja alternatywną medycyną, płaskoziemstwem, kreacjonizmem, fanatycznym spożywaniem jedynie organicznej żywności, używaniem środków homeopatycznych, chemiofobią, etc.

Postać kliniczna naturopatozy to naturalne porody w lesie, spożywanie własnego łożyska, bretharianizm, odmowa podania wit. K noworodkom, wkładanie nasion w rany, leczenie nadczynności tarczycy jodem lub zgagi kwasem solnym. I tym podobne głupie pomysły, o których świetnie pisał ostatnio Damian Parol.

Chriss McCandless wyjechał w amerykańskie “Bieszczady”, czyli na Alaskę. Później powstał o tym wspaniały film “Into the Wild” w reżyserii Seana Pena. fot. z mat. dystrybutora
Zjawisko to zapewne ma po części parareligijne korzenie.

Podobnie jak wśród wyznawców kultów czy sekt, osoby cierpiące na naturopatozę same izolują się intelektualnie od otoczenia. Ich skrywane lub jawne przekonania nigdy nie są konfrontowane z faktami. Przekonani są o tym, że eksperci, naukowcy i specjaliści są przekupionymi agentami Systemu.

Wierząc w to, że tylko ignoranci potrafią być prawdziwie obiektywni, stanowią łatwy żer dla teorii spiskowych. Badania wykazały np. częste koinfekcje: osoby wierzące w jedną teorię spiskową często były też święcie przekonane o prawdziwości innych, czasami sprzecznych ze sobą teorii.

Kto z Czytelników nie ma wujka lub szwagierki, która w czasie rodzinnego obiadu notorycznie psuje intelektualną atmosferę, niech się cieszy i czyta dalej.

Problemy pierwszego świata

Naturopatoza to jednak głównie domena jednego miliarda uprzywilejowanych i jest niczym innym jak pogardliwym splunięciem w twarz ludzi biedniejszych. Pozostałe 6 mld Ziemian dotkliwiej doświadcza wątpliwych uroków codziennej walki o przetrwanie. Z trudem pojmują zapewne nasze problemy pierwszego świata.

Pracują w pocie czoła za kilka dolarów dziennie, marząc o rowerze, butli gazowej, szkole, szczepieniach lub możliwości okadzenia chaty środkiem DDT (który choć w dużych dawkach szkodliwy, może uratować od koszmaru malarii). Na chemiofobię lub postawy antyszczepionkowe po prostu nie ma tu zwykle miejsca, a kto może od zbyt bliskiego kontaktu z Naturą ucieka.

Rozum, nauka, nasza zmyślność i kreatywność to wszystko co mamy do dyspozycji w trudnej walce o to, by zaspokoić nasze potrzeby i przy okazji nie zadeptać świata. Tak jak demokracja jest najmniej złym z ustrojów, jakie mamy do dyspozycji, tak samo i te wymienione narzędzia są dalece niedoskonałe.

Niestety, nie mamy pod ręką niczego lepszego.

Droga naszego rozwoju prowadzi tylko do przodu. I możemy mieć jedynie nadzieję na to, że uda nam się ogarnąć zarządzanie Ziemią zanim systemy podtrzymywania życia zredukują nas samych. Pamiętamy, że naturalne redukcje miały już przecież miejsce wiele razy wcześniej. Uczcijmy w tym miejscu minutą ciszy 95% życia na tej planecie, czyli wszystkie organizmy wybite swojego czasu przez cyjanobakterie, którym zawdzięczamy  tlen…

Pora się usamodzielnić

To, czy katastrofalne zmiany klimatu przetoczą się jak walec po ziemskiej biosferze czy nie, zależy od nas: od naszej inwencji, sprawności i mądrości rządzących, wydajności organizacji, które tworzymy.

Nie zbawi nas Karma ani Opatrzność czy Dobry Los. Jesteśmy tu sami ze sobą, jak uczestnicy burzliwego zebrania spółdzielni mieszkaniowej wrzuceni nagle na bezludną wyspę. Skazani na siebie, zależni od siebie.

Matka Natura, choć jest piękna i winniśmy o nią dbać, nie kocha nas i jesteśmy jej obojętni. Ona w ogóle nie ma żadnych uczuć, brak jej celu, jak i kierunku. Po prostu sobie jest, bezosobowa. I będzie dalej, nawet bez nas. Przynajmniej do kolejnego kosmicznego kataklizmu.

Lysa Tully i Robyn Arryn w serialu Gra o Tron to dobry przykład skomplikowanej relacji ludzkości i Matki Natury. fot. z mat. dystrybutora

A my zamiast wisieć na jej przysłowiowym cycku, powinniśmy stanąć na własnych nogach, odpępnić się (przede wszystkim energetycznie, produkując dużo czystej energii); uniezależnić się na tyle, by zaspokajać własne potrzeby bez nadwyrężania środowiska naturalnego i szans przyszłych pokoleń na realizację ich potrzeb.

Do 2050 roku 70% ludzi będzie mieszkało w miastach i to jest jednocześnie najlepsza okazja, żeby oddać przyrodzie połowę Ziemi.

To odpępnienie się jest najprostszą definicją zrównoważonego rozwoju. Na rejs planetarny statkiem Ziemia nie dostaliśmy biletów pasażerskich: my jesteśmy tu załogą.

A Mamusię możemy odwiedzać, a i owszem, raz w tygodniu, ale nie częściej. Dla dobra wszystkich zainteresowanych.



REO POLECA

Monika Kilian: Z wizytą w samowystarczalnej społeczności

Adam Błażowski
Absolwent Politechniki Wrocławskiej. Tworzy rozwiązania informatyczne dla Internetu Rzeczy w branży efektywności energetycznej budynków. Jest certyfikowanym profesjonalistą unijnego stowarzyszenia Climate KIC.