Marcin Popkiewicz: Zagłada dzikich zwierząt

Przyroda musi konkurować z rozrastającą się ludzką populacją.

Tempo wymierania gatunków i liczba gatunków zagrożonych jest tak wielka, że obecny kryzys można porównać jedynie do pięciu wielkich wymierań, jakie wydarzyły się w ciągu ostatnich 500 mln lat, wliczając w to zagładę dinozaurów sprzed 65 mln lat. Napisał w Świecie na rozdrożu Marcin Popkiewicz. I poparł tę tezę litanią przerażających faktów. Oto kilka z nich.

Gołębie wędrowne to ptaki stadne żyjące w grupach liczących setki tysięcy osobników. Najliczniejsze stada liczyły nawet miliardy osobników, które tworzyły na niebie swego rodzaju chmury, szerokie na dwa kilometry i długie na kilkaset kilometrów.

Wiesz może, co się stało 1 września 1914 roku? Tego dnia zmarła Marta – ostatni znany gołąb wędrowny, hodowany w zoo w Cincinnati. Jeszcze pokolenie wcześniej były ich miliardy. Upolowaliśmy je wszystkie z imponującą skutecznością. Skoro jesteśmy w stanie zrobić to z tak rozpowszechnionym gatunkiem, to jaki los może czekać mniej rozpowszechnione zwierzęta?

Jeszcze 100 lat temu po świecie chodziło 100 tysięcy tygrysów. Obecnie na wolności żyją już tylko 3-4 tysiące.

Dziś nadal polujemy na dzikie zwierzęta, choć większość polowań ma miejsce w biednych krajach. Czasem przyczyną jest głód i chęć zdobycia pożywienia, czasem chęć pozbycia się zwierząt zagrażających ludziom, zwierzętom hodowlanym lub uprawom, czasem zaś chęć zarobku na sprzedaży cennych zwierząt lub ich futer, kłów albo innych cennych części.

Jeszcze 100 lat temu po świecie chodziło 100 tysięcy tygrysów. Obecnie na wolności żyją już tylko 3-4 tysiące. Tygrysy balijskie, jawajskie i kaspijskie wymarły kilkadziesiąt lat temu, podobnie jak lew berberyjski. Pozostałe gatunki są poważnie zagrożone. Te wielkie, drapieżne zwierzęta potrzebują dużych terenów łowieckich, a te się kurczą. Ludzie wkraczają na dzikie tereny, karczują lasy, wybijają gatunki będące pokarmem tygrysów, a gdy te – głodne – wychodzą z lasów i polują na zwierzęta hodowlane, zabijają je. Tysiące tygrysów – wartych na rynku po kilkadziesiąt tysięcy dolarów – zginęły z rąk kłusowników polujących na nie dla ich futer, kłów i kości używanych w medycynie ludowej.

Kwitnie handel kością słoniową.
W interes weszły gangi, które w środkowej Afryce pozyskują ciosy słoniowe na skalę przemysłową, a następnie przemycają je do krajów Dalekiego Wschodu, gdzie ciosy są przerabiane na biżuterię, luksusowe zestawy szachów, pałeczki, pierścienie i inne ozdoby. Kilogram ciosów słoniowych kosztuje w Kenii 40 dolarów, a po przewiezieniu na Daleki Wschód jego wartość rośnie do półtora tysiąca dolarów. Dorodny samiec, który dźwiga kły o wadze stu kilogramów, może więc zapewnić kenijskiemu myśliwemu dochód, którego jako robotnik nie zarobiłby przez kilkanaście lat, a dla dalekowschodniego handlarza stać się źródłem fortuny wartej 150 tysięcy dolarów. Wszyscy zaangażowani w ten biznes mogą zyskać naprawdę dużo pieniędzy – nic więc dziwnego, że słonie znalazły się w poważnych opałach.

Licząca pół miliona populacja słoni afrykańskich kurczy się w tempie 30-40 tysięcy rocznie.

W wielu krajach ogarniętych korupcją lub wojną domową o ochronę dzikich zwierząt nie dba prawie nikt. Licząca pół miliona populacja słoni afrykańskich kurczy się w tempie 30–40 tysięcy rocznie, a polujący na nie kłusownicy rozkręcają swój dochodowy biznes. Polują na słonie z bronią palną, używają zatrutych pocisków, a na ścieżkach słoni umieszczają stalowe wnyki i deski nabite zanurzonymi w truciźnie gwoździami.

Ostatnie badania pokazują, że w ostatnich 40 latach populacja tych dużych afrykańskich ssaków spadła o 60%. To smutna wiadomość. Jednak jeszcze gorsze jest to, że badania te były prowadzone w parkach narodowych i rezerwatach, będących terenami prawnie chronionymi – poza nimi sytuacja wygląda znacznie gorzej.

Zagrożona wyginięciem jest połowa naczelnych.
Wątpliwie zaszczytny tytuł pierwszej małpy naczelnej, która za naszych czasów stanie się gatunkiem wymarłym, mogą otrzymać orangutany. Jeszcze 30 lat temu było ich 300 tysięcy, teraz żyje ich już jedynie 50 tysięcy i liczba ich wciąż szybko maleje. Główną przyczyną nie są tutaj kłusownicy (choć jest ich wielu), lecz karczowanie puszcz Borneo i Sumatry pod uprawy palm olejowych. Liczby pokazujące utratę miejsc życia i rozwoju są porażające. W ostatnich 20 latach obszary te skurczyły się o ponad 50%, obejmując już tylko 70 tysięcy kilometrów. Na samej Sumatrze, gdzie na wolności wciąż jeszcze żyje 6500 orangutanów, od roku 1975 wycięto 90% dżungli. Pozostałe fragmenty lasów są coraz mniejsze, przez co dzikie orangutany głodują, co zmusza je do wypraw na tereny plantacji, gdzie zaspokajają głód młodymi pędami palm, niszcząc drzewa, zanim te dojrzeją. Zarządcy plantacji postrzegają więc dzikie orangutany jako niszczące ich plony szkodniki i za każdego zabitego orangutana płacą kilkanaście dolarów, co jest dużą zachętą dla biednych pracowników najemnych. Michelle Desilets, dyrektor wykonawczy chroniącej orangutany organizacji Orangutan Land Trust, wspomina: – Znajdowaliśmy orangutany zatłuczone na śmierć pałkami i stalowymi prętami, posiekane maczetami, pobite do nieprzytomności i pogrzebane żywcem, oblewane benzyną i podpalane. Od roku 2004 coraz więcej orangutanów w naszych centrach jest ratowanych z rejonów bliskich plantacjom palm olejowych, a ponad 90% osieroconych małych dzieci poniżej trzeciego roku życia pochodzi właśnie z tych rejonów – ich rodzice zginęli, szukając dla nich pożywienia.


Posłowie

Dorota M. Zielińska: Twoja książka roi się od przerażających liczb, obrazujących wymieranie kolejnych gatunków. Wszystkie dane opatrzone są źródłami, które w tej publikacji pominęłam. Czy śledzisz nadal losy gatunków zagrożonych wyginięciem? Jakie źródła polecałbyś osobom zainteresowanym tą tematyką, bo niestety, ale sytuacja jest dynamiczna…

Marcin Popkiewicz: Śledzę. Kronikę naszej wojny z życiem na Ziemi – którą wyraźnie wygrywamy – można znaleźć na prowadzonej przeze mnie stronie Ziemia na Rozdrożu. W latach 1970-2012 całkowita liczebność populacji kręgowców na świecie spadła o 58%. 10 tysięcy lat temu masa wszystkich ludzi na świecie wraz z naszymi udomowionymi zwierzętami stanowiła 0,1% masy kręgowców lądowych. Obecnie na ludzkość i nasze zwierzęta przypada ponad 97% masy.

Tu na przykład są dane o słoniach:
Jak długo przetrwają słonie?
Gdyby nawet dziś położyć kres kłusownictwu, słonie i tak byłyby w opałach
Słonie karłowate kontra produkcja oleju palmowego
Słonie leśne – ofiary handlu kością słoniową
2/3 słoni leśnych w Afryce zabito w 10 lat
Afryka jako globalny spichlerz – nowe zagrożenie dla ginących gatunków

Dostaliśmy w nasze ręce piękną, pełną cudów planetę, a teraz pracujemy w pocie czoła, by to wszystko jak najszybciej unicestwić. W kontekście eksterminacji innych żywych istot, z którymi dzielimy Ziemię, mógłbym dodać artykuły o konsekwencjach zmiany klimatu, sztucznych biologicznie czynnych związkach chemicznych, wylesianiu, erozji gleb i wiele innych. Osoby chcące pogłębić swoją wiedzę mogą o tym wszystkim przeczytać na portalu ziemianarozdrozu.pl.

Wielu ludzi nie chce o tym w ogóle słyszeć. Wypierają te informacje, bo ich implikacje są zbyt niewygodne – dla wzrostu gospodarczego, dla biznesu, dla polityków, a także dla światopoglądu i samozadowolenia ludzi, którzy nie chcą wiedzieć, jaki los w imię własnej krótkoterminowej wygody sprowadzają nie tylko na inne gatunki, ale też na własne dzieci i wnuki. Odbieram to jako zupełne szaleństwo, bo udawanie, że problemu nie ma, nie powoduje, że ten znika, lecz wręcz przeciwnie – narasta coraz bardziej. Wielu ludzi obudziło się już z tego zaczadzenia, wciąż jednak niewystarczająco wielu, byśmy zmienili obecny katastrofalny kurs.

Jak się czujesz z tą wiedzą?
Serce krwawi.



REO POLECA

Weronika Kostrzanowska: Oda do bioróżnorodności

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.