📻 MARCIN POPKIEWICZ: Koniec legendy rzeki Jangcy

Delfin baiji to gatunek wymarły. Morświnów kalifornijskich pozostało 12 sztuk.

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Hubert Augustyniak. 8’06”


W ciągu 30 lat w całej Europie ubyło ponad 95% węgorzy. Jeszcze w latach 80. wody Zalewu Wiślanego i Szczecińskiego obfitowały w ryby tego gatunku. Dziś jej populacja jest najmniejsza w historii, a w ciągu 10 lat gatunek może wyginąć. Marcin Popkiewicz i jego Świat na Rozdrożu.

Jeszcze w latach 50. XX wieku w Jangcy żyło około sześciu tysięcy delfinów rzecznych baiji. Jednak gwałtowny rozwój przemysłu i industrializacja rolnictwa związane z szybkim rozrostem chińskiej gospodarki, w połączeniu z rozbudową miast i wielkich tam (włącznie z największą na świecie Tamą Trzech Przełomów), doprowadziły do tego, że Jangcy, obfitująca niegdyś w setki unikatowych gatunków, stała się jednym z najbardziej zdegradowanych ekosystemów słodkowodnych świata.

Ilość ryb w rzece dramatycznie spadła, a połowy załamały się (według oficjalnych źródeł chińskich w 2007 roku do poziomu 1⁄5 tego sprzed 50 lat). Wielu ledwo wiążących koniec z końcem rybaków zmuszonych jest do sięgania po drastyczne metody połowu, m.in. z użyciem prądu i materiałów wybuchowych.

Od 2007 roku w Jangcy nie spotkano już ani jednego baiji. Nawet jeśli przetrwało kilka osobników, to jest mało prawdopodobne, aby w dłuższej perspektywie gatunek ten zdołał przeżyć. Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan rzeki – potężne tamy, podatność na zaplątywanie się w sieci rybackie i nielegalne techniki połowu z wykorzystaniem prądu – niezwykle trudno liczyć na sukces jakichkolwiek działań ochronnych.

Pożegnanie z baiji, delfinem z Jangcy, Natural History Museum

Wyginięcie delfinów baiji stało się katalizatorem przeprowadzenia badań socjologicznych wśród mieszkańców brzegów Jangcy. W 2008 roku naukowcy przeprowadzili serię wywiadów z miejscową ludnością na temat baiji oraz innych dużych gatunków masowo występujących w wodach rzeki. Gatunki, o które pytano, odgrywały bardzo ważną funkcję w chińskiej kulturze i gospodarce, a baiji był przedstawiany w wielu mitach i legendach obszaru rzeki Jangcy. Ich zniknięcie nie powinno więc przejść niezauważone.

Okazało się jednak, że delfin baiji od kilku lat jest nie tylko prawdopodobnie wymarły, ale też, że grozi mu zapomnienie. Przeprowadzający badania byli wstrząśnięci tempem, w jakim niegdyś bardzo ważne gatunki uległy zapomnieniu. Często dochodziło do sytuacji, w której wypytywani starsi rybacy podawali szczegółowe opisy dotyczące technik połowu lub podawali przepisy, jak przyrządzić delfina oraz jak smakuje jego mięso, gdy zaś potem o to samo pytano młodego rybaka, który mieszkał zaledwie kilkanaście metrów dalej, często w ogóle nie wiedział, o co chodzi.

Okazało się, że lokalne społeczności natychmiast zapominają o gatunkach, nawet tych najbardziej charakterystycznych i charyzmatycznych, gdy tylko przestają się one regularnie pojawiać. Zjawisko to określa się jako przesuwający się punkt odniesienia. Ludzie z pokolenia na pokolenie mają skłonność do niezauważania nawet wielkich zmian w otaczającym ich środowisku, takich jak utrata największych drapieżników, jak np. delfinów rzecznych baiji.

Społeczeństwo może dzisiaj postrzegać ekosystem jako kompletny lub wręcz dziewiczy, podczas gdy ich dziadkowie oceniliby go jako kompletnie zdegradowany.

Z drugiej strony to, co dzisiaj uważamy za nieznośną dewastację, nasze dzieci będą postrzegać jako naturalny punkt odniesienia. Nasze niedostrzeganie powoli zachodzących zmian oraz ignorowanie tego, co już jest dla nas nieważne, bo odeszło w niebyt, powoduje, że rzeczywisty rozmiar ludzkiej ingerencji w środowisko jest nieoszacowany, a przez wielu jest w ogóle niedostrzegany.

Jangcy to tylko przykład, podobny los spotkał zwierzęta żyjące w Jeziorze Aralskim, Jordanie, Eufracie, Tygrysie i wielu innych rzekach i jeziorach świata.

Przykład z naszego podwórka. W ciągu 30 lat w całej Europie ubyło ponad 95% węgorzy. Jeszcze w latach 80. wody Zalewu Wiślanego i Szczecińskiego obfitowały w tę rybę, dziś jej populacja jest najmniejsza w historii, a w ciągu 10 lat gatunek może wyginąć.

Co na to Ministerstwo Rolnictwa, którego urzędnicy odpowiadają za ochronę gatunku? Gdy wiosną 2011 roku zobaczyłem sygnowaną przez Ministerstwo Rolnictwa reklamę, opatrzoną hasłem: Chcesz być zdrowy – jedz ryby. Odkryj smak węgorza! – zdębiałem. Myślałem, że już mnie nic nie zdziwi, ale stan ten pogłębił się, gdy stwierdziłem, że autorem kampanii jest Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Rybactwa i Ochrony Środowiska Ryb Pro-Eko. Pomyślałem, że ci ludzie żyją w rzeczywistości sprzed ćwierćwiecza, gdy w naszych wodach były jeszcze węgorze. Nasza percepcja ponownie nie nadąża za szybko zmieniającą się rzeczywistością.


Posłowie

W wydanym w 2012 roku Świecie na rozdrożu opublikowałem rysunek z morświnami kalifornijskimi (ang. vaquita) z opisem: Morświn kalifornijski, najmniejszy z delfinów, endemicznie występujący w Zatoce Kalifornijskiej. Jeszcze kilka lat temu żyło ich ponad pół tysiąca. Dziś pozostało 150, a co roku 30 z nich zaplątuje się w sieci rybaków i ginie. W 2014 roku populacja morświnów spadła poniżej 100, wg badań z 2016 roku ich liczba skurczyła się już do zaledwie 60 sztuk, w 2017 było ich 30, a obecnie pozostało już tylko 12.

Całościowa analiza globalnego stanu łowisk pokazuje, jak szybko pogarsza się ich stan.

Stan łowisk wyrażony jako odsetek całości światowych łowisk na podstawie danych FAO.

Załamują się też nasze polskie łowiska: Dorsze na diecie, Agonia bałtyckich dorszy. To, co trafia do rybackich sieci na Bałtyku, to cień dawnych ryb. Populacja dorszy nie tylko nie jest w stanie się odrodzić, ale nie jest w stanie nawet utrzymać się w dobrej kondycji. Dzieję się tak, bo odławia się nie tylko zbyt dużo dorsza, ale też i zbyt dużo ryb, którymi on się żywi. Do tego niszczone jest jego środowisko: duże statki dewastują dno a zanieczyszczenia towarzyszące produkcji rolnej zatruwają wodę. Ponadto, z powodu ocieplenia dorsze opuszczają Bałtyk i kierują się w kierunku Morza Barentsa, jeszcze pół wieku temu skutego lodem.

Jeśli wyścig do łowisk będzie przebiegać tak jak dotychczas, wkrótce ilość odławianych ryb zacznie pikować – w przeliczeniu na osobę już to zresztą następuje. Warto o tym pamiętać, gdy kupujemy czy zamawiamy dorsza, jedną z ryb najbardziej popularnych na polskim stole.


REO POLECA

📻 INŻYNIERIA SPOŁECZNA. I jej skutki

 

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.