Marcin Popkiewicz: Pół roku i na śmietnik

Mamy szukać duchowej satysfakcji w konsumpcji.

Nasz system gospodarczy ma liniowy charakter. Pobiera surowce, zamienia je w rzeczy, a te po krótkim okresie używania zamieniają się w odpady. PKB musi rosnąć rok w rok, a wzrost opiera się na coraz większej konsumpcji.
Dlatego psucie się produktów zostało świadomie zaplanowane. Stwierdza Marcin Popkiewicz w swojej książce Świat na rozdrożu.

Wkrótce po zakończeniu II wojny światowej rząd amerykański i korporacje zastanawiały się, jak podtrzymać gospodarkę, która przez ostatnie lata była napędzana przez publiczne wydatki na prowadzenie wojny.

Wniosek, do którego doszły, można streścić słowami analityka sprzedaży Victora Lebowa.

– Nasza wydajna gospodarka wymaga, abyśmy uczynili konsumpcję sposobem na życie. Abyśmy przekształcili kupowanie i używanie dóbr materialnych w rytuały. Żebyśmy szukali satysfakcji duchowej w konsumpcji. Musimy konsumować rzeczy, zużywać je, zastępować innymi i wyrzucać, we wciąż wzrastającym tempie.

Wtedy też przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta Eisenhowera stwierdził, że: najwyższym celem amerykańskiej gospodarki jest produkcja coraz większej ilości towarów konsumpcyjnych.

Celem, do którego dążymy, nie jest więc zapewnienie opieki zdrowotnej, edukacji, bezpiecznego transportu, zrównoważonego rozwoju czy sprawiedliwości. Jest nim produkcja coraz większej ilości towarów konsumpcyjnych.

Wiadomo, kiedy się zepsuje

Firmy świadomie projektują więc produkty tak, aby po jakimś czasie się psuły, a klienci musieli kupować kolejne. Ten proces został zapoczątkowany jeszcze przed II wojną światową, gdy w latach 20. XX wieku kartel producentów żarówek uzgodnił, że ich produkty nie powinny działać dłużej niż 1000 godzin, a na firmy produkujące żarówki o średniej trwałości powyżej 1500 godzin nakładane były kary.

W latach 50. XX wieku zaplanowane starzenie się stało się otwartym tematem dyskusji projektantów piszących na łamach przemysłowych pism branżowych. (Podkreślał to także Bartosz Fifti Mindewicz, odpowiadając dla REO na pytanie: Czy nowoczesność już była? – przyp.red.).

To, co kupujemy średnio po sześciu miesiącach ma trafić na śmietnik.

Na tej zasadzie osłabiano w fabrykach nylon w pończochach, w pralkach zaczęto stosować gorszej jakości gumę i słabsze mocowania bębnów, a w drukarkach atramentowych poduszeczki odsączające tusz po pewnym czasie blokowały wypływ atramentu.

Jeden z moich znajomych, inżynier, opowiedział mi, jak jego zespół na żądanie producenta miał poprawić zaprojektowany przez siebie zegarek, aby był mniej wytrzymały – ponieważ produkowane dotychczas egzemplarze zbyt długo się nie psuły. Zespół inżynierów musiał więc zmienić konstrukcję tak, żeby po określonym czasie zegarki te ulegały naturalnemu zużyciu. Przykłady można mnożyć.

Nowy rupieć

Takie podejście daje wymierne korzyści biznesowe. Nie tylko pewność kolejnych sprzedaży, ale też przewidywany okres, kiedy one nastąpią. Oraz znaczącą przewagę nad firmami, które nie stosują takich sztuczek.

Dotyczy to nie tylko zegarków, pralek czy drukarek, ale całej gamy przedmiotów codziennego użytku – od mopów i pończoch przez żarówki, telefony i odbiorniki radiowe po lodówki i auta.

W ten oto sposób nasze lśniące nowością towary i gadżety przechodzą transformację z dóbr konsumpcyjnych w rupiecie. Rupiecie towarzyszą swoim właścicielom przez miesiące lub lata, kurząc się na półkach, w szafach i w piwnicach.

Właściciele nie mają zbyt wiele czasu, by korzystać z tych wszystkich zakupionych cudeniek – przecież oni w tym czasie biegają po sklepach, kupując coraz to nowsze cudeńka i gadżety, oraz nabijają nadgodziny w pracy, aby na te cudeńka zarobić.

W użyciu pozostaje jeden procent

Po kilku latach rupiecie przechodzą w swoją ostateczną formę – śmieci. Na tym etapie właścicielowi pozostaje pozbyć się nieprzydatnych rzeczy: wyrzucić do śmietnika, wywieźć do lasu albo spalić w domowym kominku.

W ten sposób nasze śmieci dołączają do odpadów przemysłowych (powstałych przy ich wytwarzaniu – przyp.red.), przyczyniając się do zanieczyszczania wody, gleby i powietrza.

Aż 99% tego, co wydobywamy, zbieramy, przetwarzamy, transportujemy i przepuszczamy przez nasz system (dotyczy to całego cyklu produkcyjnego, a nie tylko tego, co wkładamy do koszyka w sklepie), staje się śmieciami zaledwie po sześciu miesiącach od momentu zakupu.


Od Redakcji

Cytowane na początku tekstu słowa Victora Lebowa dobrze ilustrują konsumpcjonizm i są często przywoływane przez jego przeciwników. Warto jednak wiedzieć, że pochodzą one z poradnika dla handlowców. Nie są więc odzwierciedleniem poglądów gospodarczych tego amerykańskiego ekonomisty z XX wieku. Co ustalił bloger.

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.