Marcin Popkiewicz: PKB nie mierzy szczęścia

Celem powinien być dobrobyt ludzi, a nie wzrost gospodarczy.

Czy PKB jest dobrą miarą postępu? Ten fragment książki Świat na rozdrożu dedykujemy Kennethowi Bouldingowi, autorowi słów: Każdy, kto wierzy, że wzrost wykładniczy w skończonym świecie może trwać w nieskończoność, musi być albo wariatem, albo ekonomistą.

Specjalizujący się w kwestiach środowiskowych ekonomista Herman Daly stwierdził, że jeśli już pomiar wzrostu gospodarczego ma jakiś rzeczywisty sens w świecie realnym, to jest dobrym miernikiem tempa, w którym wyczerpujemy zasoby naturalne. Im wyższe są wskaźniki napędzanego paliwami kopalnymi wzrostu, tym szybciej wyczerpujemy zasoby naturalne.

Ironią jest, że kiedy mierzenie dobrobytu oparto na wzroście PKB, załącznikiem do tej koncepcji było bardzo poważne ostrzeżenie. Jeden z głównych architektów tego wskaźnika, ekonomista Simon Kuznets, otwarcie mówił o jego ograniczeniach, podkreślając, że wzrost dochodu narodowego nie mierzy jakości życia i pomija ważne i rozległe części gospodarki, gdzie wymiana nie ma charakteru monetarnego – rodzinę, opiekę i pracę społeczną – czyli elementy tworzące cywilizację.

Wskaźniki alternatywne

Opracowany został cały szereg innych wskaźników, np. MDP (Measure of Domestic Progress – Miernik Postępu), ISEW (Index of Sustainable Economic Welfare – – Indeks Zrównoważonego Dobrobytu Gospodarczego) czy GPI (Genuine Progress Indicator – Wskaźnik Autentycznego Postępu). Biorą one pod uwagę korzyści wynikające z czasu wolnego, pracy w domu, pracy wykonywanej bezpłatnie przez wolontariuszy (np. Wikipedii, oprogramowania open source, dużej części stron WWW, wielu usług internetowych). Uwzględniają korekty na rozwarstwienie dochodów, odejmują koszty społeczne (wzrost przestępczości, korki uliczne czy rozpad rodzin) i środowiskowe (zanieczyszczenie powietrza czy wody) oraz dokonują poprawek na długoterminowe inwestycje i rozwój zrównoważony.

Owszem, w biednych krajach wzrost gospodarczy przynosi wyraźną poprawę jakości życia. Prowadzi do jego wydłużenia, poprawy stanu zdrowia i wykształcenia, a także zadowolenia. Jednak w miarę wzrostu bogactwa zależność ta słabnie. Dla najbogatszych krajów świata zależność pomiędzy bogactwem mierzonym poziomem PKB na osobę a jakością życia i zadowoleniem jest już bardzo słaba.

wykładniczy wzrost gospodarczy jest niemożliwy
Zależność wskaźnika rozwoju HDI od zamożności

Warto zauważyć, że wskaźniki MDP, ISEW czy GPI w krajach rozwiniętych osiągnęły szczyt kilka dekad temu, kiedy ludzie byli szczęśliwsi, rodziny trwalsze, zasobów było więcej, a poziom przestępczości i natężenia ruchu samochodowego niższy.

Od czasów prezydenta Richarda Nixona wskaźnik PKB na osobę wzrósł trzykrotnie, lecz wskaźnik GPI na osobę nie zmienił się. Zerowy wzrost GPI oznacza, że wszystkie korzyści wzrostu PKB zostały zjedzone przez utratę wartości w obszarach nieujmowanych przez wskaźnik PKB.

Zrównoważony wzrost gospodarczy

Ekonomiści piszą o zrównoważonym wzroście gospodarczym, ale mają na myśli stały wykładniczy wzrost PKB. Jednak zrównoważony wzrost gospodarczy to oksymoron – sprzeczność sama w sobie. Nasza gospodarka nie istnieje w nieskończonej przestrzeni zasobów. Nie ma czegoś takiego jak zrównoważony wzrost. Zrównoważony wzrost to logika komórek rakowych, które mnożą się w nieskończoność, aż wyczerpią zasoby żywiciela, zabiją go i same zginą.

Zrównoważony wzrost to logika komórek rakowych, które mnożą się w nieskończoność, aż wyczerpią zasoby żywiciela, zabiją go i same zginą.

Prawdopodobnie znasz określenie rozwój trwały lub rozwój zrównoważony. Oznacza ono taki sposób funkcjonowania społeczeństwa, w którym zużywa się tylko tyle zasobów, ile się odtwarza. A każde pokolenie przekazuje świat swoim dzieciom w stanie nie gorszym, niż samo go odziedziczyło, czyli bez uszczuplonych zasobów i bez pogorszonego środowiska.

Uważam, że to bardzo rozsądna zasada. Warto jednak zwrócić uwagę, że w przypadku zasobów nieodnawialnych oznacza to ich eksploatację w tempie… zerowym. Owszem, jeśli zasoby te służą stworzeniu zrównoważonej infrastruktury na przyszłość, jest to akceptowalne. Jeśli jednak są zużywane do bieżącej konsumpcji – jest to co najmniej poważna nieodpowiedzialność.

Wykładniczy wzrost gospodarczy jest sprzeczny z rozwojem zrównoważonym.

Dalszy wykładniczy wzrost gospodarczy jest niemożliwy

W Polsce może to być dla naszych polityków myśl iście rewolucyjna. Ale na świecie ten kierunek myślenia rozpowszechnia się coraz bardziej, szczególnie w instytucjach zajmujących się całościowym obrazem sytuacji. ONZ w raporcie z 2011 roku zauważa, że: przy kontynuacji obecnych trendów zużycie zasobów naturalnych do 2050 roku wzrośnie trzykrotnie, (…) znacząco wychodząc poza gra­nice zrównoważonego ich wykorzystywania. I postuluje jak najszybsze odejście od konwencjonalnego wzrostu, opartego na rosnącym zużyciu zasobów, w kierunku zielonej gospodarki.

ONZ nie mówi jeszcze otwarcie, że wieczny wykładniczy wzrost gospodarczy jest niemożliwy – na takie stwierdzenie politycy ani ekonomiści nie są jeszcze gotowi. Jednak będący podstawą raportu postulat ograniczenia zużycia zasobów do poziomu odpowiadającego możliwościom ich odtwarzania się do tego właśnie się sprowadza. Opinia, że obecny system zmierza do zderzenia z ograniczeniami planety, staje się coraz bardziej powszechna, jest jednak tak bardzo sprzeczna z zakorzenionym wśród ekonomistów i w społeczeństwie światopoglądem, że spotyka się z naturalnym oporem i odrzuceniem.

Stoimy więc przed dylematem

Kontynuować wzrost niezrównoważony w obecnej postaci. W tym przypadku rosnące wykładniczo zużycie zasobów i koszty środowiskowe będą się nakładać na drastycznie rosnące nierówności społeczne.

Zrezygnować ze wzrostu (a nawet dopuścić kurczenie się gospodarki). W obecnym modelu finansowym doprowadzi to do załamania konsumpcji, spadku produkcji, wzrostu bezrobocia, globalnej recesji i fali bankructw.

Niezależnie od tego, jak trudny ten dylemat nam się wydaje, nie da się go już dłużej zamiatać pod dywan. Kluczowa w tym wszystkim jest odpowiedź na pytanie: Na czym nam właściwie zależy?

Na Wzroście, rozumianym jako przepuszczanie coraz większej ilości zasobów przez coraz większą gospodarkę – nawet jeśli pogarsza to jakość życia i zagraża bezpieczeństwu? To droga, na której ciężko pracujemy, żeby mieć więcej dóbr materialnych, którymi nawet nie mamy czasu się cieszyć. Postęp na tej drodze mierzymy wzrostem PKB.

A może jednak zależy nam na Rozwoju, rozumianym jako Dobrobyt osiągnięty przez stworzenie bezpiecznego, zdrowego, czystego i twórczego świata? Na tej drodze postęp mierzymy naszym zadowoleniem z życia i nie musimy nakręcać wzrostu PKB. Możemy pracować mniej, robić rzeczy trwalsze i robić ich mniej, na co będzie potrzeba mniej energii i zasobów. Wzrost ilościowy zastępujemy wzrostem jakościowym.

Im szybciej pożegnamy się ze Wzrostem i zastąpimy go Rozwojem, tym lepiej.

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.