Marcin Popkiewicz: Nowy Zielony Ład

Potrzebujemy radykalnej zmiany kursu, a nie malowania barierek na Titanicu

Wyczerpywanie się paliw kopalnych oraz ich niechlubna rola w zgubnej dla planety zmianie klimatu wymaga podjęcia radykalnych działań. Zamiast subsydiować wydobycie węgla, powinniśmy podnieść jego cenę, i to dwukrotnie – taką terapię zaleca Marcin Popkiewicz w swojej książce Świat na rozdrożu.

W latach 30. XX wieku administracja prezydenta Roosevelta, walcząc z kryzysem gospodarczym Wielkiej Depresji, rozpoczęła program Nowego Ładu (New Deal). Jego kluczowym elementem były wielkie inwestycje publiczne, mające dać ludziom zatrudnienie i pobudzić gospodarkę. Nowy Ład nie spełnił wszystkich pokładanych w nim nadziei i nie doprowadził do pełnego odrodzenia amerykańskiej gospodarki, jednak jego długoterminowe osiągnięcia były nie do przecenienia. Jak zauważył Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla z ekonomii w 2008 roku: Nowy Ład dał pracę milionom ludzi (…). Do dziś dnia jeździmy po drogach zbudowanych w ramach inwestycji Nowego Ładu i wysyłamy dzieci do zbudowanych wtedy szkół.

Nowy Zielony Ład

Gdy wybuchł kryzys gospodarczy 2008 roku, powszechnie uznano, że należy podjąć działania mające przywrócić wzrost gospodarczy. Jednym z dyskutowanych kierunków był podobny do Nowego Ładu program inwestycji publicznych, ukierunkowany jednak na inwestycje w nowe technologie i nowoczesną infrastrukturę. Miałyby one służyć rozwiązaniu stojących przed nami u progu XXI wieku problemów środowiskowych, energetycznych i związanych z zasobami.

Skierowanie w ramach takiego Nowego Zielonego Ładu (lub Zielonej Gospodarki) środków stymulacyjnych na nowe technologie energetyczne, infrastrukturę niskowęglową, efektywność energetyczną i ochronę środowiska przełożyłyby się na szereg korzyści, takich jak:

  • redukcja wydatków na energię i surowce,
  • uwolnienie zasobów na inwestycje i wydatki gospodarstw domowych, 
  • zmniejszenie uzależnienia od importu energii i ryzyka polityczno-gospodarczego związanego z dostawami surowców energetycznych,
  • przyspieszenie tworzenia miejsc pracy w przyjaznych środowisku sektorach gospodarki, 
  • spadek emisji gazów cieplarnianych, 
  • poprawa stanu środowiska i jego usług oraz jakości życia.

Pakiety stymulacyjne przeznaczone przez rządy na ratowanie gospodarek oznaczały tysiące miliardów dolarów. Jednak za klucz do sukcesu uznano stymulowanie wzrostu konsumpcji, czyli dalsze rozkręcanie spirali niezrównoważonego wzrostu wykładniczego zużycia zasobów. Większość pieniędzy podatników trafiła do sektora finansowego na wykup toksycznych aktywów i dofinansowywanie banków, sporo też zostało przeznaczone na działania niezbyt zgodne z zakładanymi powyżej celami, takie jak budowa większej liczby dróg czy dofinansowanie koncernów motoryzacyjnych

Na prawdziwie zieloną część pakietów stymulacyjnych pozostały resztki – niecałe ćwierć procent światowego PKB. To co najmniej o rząd wielkości mniej niż inwestycje konieczne dla stworzenia niskowęglowej gospodarki.

Rzeczywiste – liczące co najmniej kilka procent PKB – zielone pakiety stymulacyjne mogą okazać się najlepszym długofalowym sposobem na utrzymanie gospodarki przy życiu przez czas wystarczająco długi, by zapewnić transformację infrastruktury. Jednak obecnie krytycznie wysokie zadłużenie rządów (szczególnie krajów Zachodu) praktycznie uniemożliwia uruchomienie kolejnego szeroko zakrojonego pakietu finansowanego z pieniędzy podatników.

Wysokie zadłużenie gospodarstw domowych i brak oszczędności są niekorzystne, a cała polityka jest nastawiona na zachęcanie do konsumpcji i wydawania pieniędzy.

Zielone obligacje mogą dać klasie średniej sposób na oszczędzanie w niespokojnych czasach i równocześnie dostarczyć środki na tak potrzebne inwestycje.

Zielone obligacje

Alternatywę mogą stanowić zielone obligacje, emitowane dla finansowania określonych inwestycji w nową infrastrukturę. Wiele tych inwestycji (szczególnie w obszarze efektywności energetycznej) przynosi przyzwoity zwrot, co jest szczególnie pożądane w czasach, gdy konwencjonalne mechanizmy oszczędzania, takie jak lokaty bankowe, przestają chronić przed inflacją i utratą oszczędności. W obecnej gospodarce rządy stoją przed dylematem – z jednej strony wysokie zadłużenie gospodarstw domowych i brak oszczędności stanowią ryzyko gospodarcze i są niekorzystne dla kraju, a z drugiej strony cała polityka jest nastawiona na zachęcanie do konsumpcji i wydawania pieniędzy. Zielone obligacje mogą pomóc rozwiązać ten dylemat, dając klasie średniej sposób na oszczędzanie w niespokojnych czasach, jak i równocześnie dostarczając środków na tak potrzebne inwestycje.

W Polsce wciąż słyszymy, że jesteśmy zbyt biedni, żeby oszczędzać. Jednak według wyliczeń Międzynarodowej Agencji Energii, chociaż ograniczenie przez Polskę emisji dwutlenku węgla zgodnie z wymogiem do poziomu 450 ppm kosztowałoby nasz kraj do 2030 roku 489 mld zł, to z drugiej strony: rachunki za energię dla przemysłu, budownictwa i transportu byłyby niższe o 572 mld zł niż w scenariuszu referencyjnym, wpływając na znaczną redukcję wydatków na import ropy i gazu. Wniosek z porównania tych kwot jest jasny – podejmując działania – zarobimy, i to nawet przy założeniu, że świata nie czeka kryzys energetyczny, a ceny nośników energii nie będą wielokrotnie wyższe niż obecnie. Jeśli natomiast wpadniemy w kryzys i ceny będą znacznie wyższe, każda złotówka zainwestowana w zielone programy i projekty zwróci się wielokrotnie.

Jednak nawet skuteczne uruchomienie dobrze finansowanego programu zielonych inwestycji nie wystarczy. Z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, kiedy przywrócimy wzrost, będzie to… cóż… wzrost. Podobnie jak zielona rewolucja w rolnictwie pozwoliła na trzykrotny wzrost liczby ludzi na świecie, wznosząc nasze problemy na znacznie poważniejszy poziom, tak zielony pakiet stymulacyjny sam w sobie pozwoli jedynie urosnąć funkcjom wykładniczym obrazującym zużycie zasobów jeszcze bardziej. Po drugie, zielone inwestycje wciąż będą przegrywać z najtańszą gospodarką rabunkową. Konieczne jest zatem zniechęcenie do tego typu działalności poprzez wycenę eksternalizacji, szczególnie tych związanych z wykorzystywaniem paliw kopalnych.

Potrzebujemy radykalnej zmiany kursu, a nie malowania barierek na Titanicu.

Portfel prowadzi nas w złym kierunku

Większość ludzi nie czyta raportów naukowych, nie będzie też skłonna zmienić stylu życia dla dobra abstrakcyjnych przyszłych pokoleń czy nawet własnej, odległej o kilka lat przyszłości. Przy podejmowaniu codziennych decyzji ludzie kierują się bowiem własną korzyścią, a szczególnie tym, czym dysponują w portfelu.

Na razie portfel prowadzi nas w złą stronę. Subsydiujemy paliwa kopalne zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio. Paliwo lotnicze jest zwolnione z podatków, a drogi są budowane z pieniędzy podatników, przez co taniej jest lecieć samolotem czy jechać samochodem niż przyjaźniejszą dla środowiska koleją.

Bezpośrednie subsydia do paliw kopalnych w 2009 roku wyniosły 312 mld dolarów. Do tego dochodzi szereg subsydiów pośrednich wspierających ich produkcję i zużycie, takich jak: ulgi podatkowe, niskie stawki za dostęp do zasobów pozostających pod kontrolą rządową (np. tereny wydobywcze, woda), a także przenoszenie ryzyka działań koncernów na podatników przez udzielanie niskooprocentowanych pożyczek i gwarancji. Dochodzą do tego olbrzymie i ukryte koszty eksternalizacji, które ponosi społeczeństwo, m.in. 40–125 mld zł rocznie eksternalizowanych kosztów działania elektrowni węglowych czy 100 mld zł kosztów ruchu drogowego.

Najskuteczniejszą metodą zmiany sposobu korzystania z energii, zwiększenia efektywności energetycznej i opłacalności różnych jej źródeł jest wysoka cena energii z paliw kopalnych – co oznacza cenę co najmniej dwukrotnie wyższą, a nie wyższą o 2% – jeśli naprawdę oczekujemy rzeczywistych i głębokich zmian w podejściu do wykorzystania i produkcji energii.

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.