Marcin Popkiewicz: Globalna gonitwa do tortu ruszyła

Co Polska zaoferuje światu, który przechodzi na OZE?

fot. Annie Spratt, unsplash.com

Jeśli świat przejdzie na OZE, będzie to globalna transformacja, w której zostanie wydane – i zarobione – mnóstwo pieniędzy. Czy chcemy zgrzytając zębami, kupować wszystko od Chińczyków, Niemców i Amerykanów? Czy może raczej wolimy, żeby miały udział w tym torcie nasze firmy, czyniące Polskę eksporterem netto i beneficjentem zmian? 

Paweł Sito: Twoja książka Rewolucja energetyczna. Ale po co? nawoływała do zmiany i… przyszła zmiana, którą określa się dobrą zmianą. Czy to kontrrewolucja energetyczna, czy kontynuacja?
Marcin Popkiewicz: Zwróć uwagę, że jestem analitykiem megatrendów, więc obserwuję, co się dzieje na świecie, jaka jest sytuacja z zasobami, z paliwami kopalnymi, ze zmianą klimatu, z kwestią naszego uzależnienia od importu ropy i gazu, a także z kwestią węgla i rozlicznych z nim problemów.

Świat stoi dziś na rozdrożu, a to czy nastąpi zderzenie z granicami wzrostu i kryzysem zasobów, czy też udana głęboka transformacja gospodarki światowej, dopiero się decyduje. To radykalnie różne drogi i wciąż nie jest jasne, dokąd dojdziemy. Ale są pewne wspólne wnioski odnośnie tego, co w tej sytuacji powinniśmy robić.

Jeśli idziemy na zderzenie z granicami wzrostu, to powinniśmy zaopatrzyć się w polisę ubezpieczeniową, czyli lokalny system energetyczny odporny na zawirowania, na gazrurkę Putina, oparty na własnych odnawialnych źródłach energii. Nie rosyjskich, nie niemieckich czy jakichkolwiek innych, tylko naszych polskich, w szczególności tych rozproszonych.

Powinniśmy stary system, który miał rację bytu w XIX, XX wieku, zastępować nowym, skrojonym na wiek XXI.

Jeśli zaś świat sprosta wyzwaniu i przejdzie na OZE, rozwijając technologie fotowoltaiczne, magazynowania energii, transportu, domów zeroenergetycznych i tak dalej, to będzie to wielka nowa rewolucja, w której zostanie wydane – i zarobione – wiele pieniędzy. Czy chcemy zgrzytając zębami, kupować wszystko od Chińczyków, Niemców i Amerykanów? Czy może raczej wolimy, żeby urosły nasze firmy mające udział w tym torcie, czyniące Polskę eksporterem netto i beneficjentem zmian?

Jak widać w obu scenariuszach powinniśmy z pełnym zaangażowaniem wybrać kurs na transformację.

Pytałem o zmiany w kontekście krajowym…
Buduję pewien fundament pod odpowiedź: wziąwszy pod uwagę, że świat generalnie idzie w tę stronę, jest bardzo możliwe, że transformacja się uda i co wtedy? Nie powinniśmy trzymać się kurczowo węgla, bo strzelimy sobie w stopę, tylko raczej walczyć o udział w światowym torcie wielkiego rynku rewolucji technicznej, innowacyjnej, nowych miejsc pracy. Tam jest przyszłość Polski, niezależnie od tego, jaką trajektorią podąży świat, powinniśmy to robić. Powinniśmy stary system, który miał rację bytu w XIX, XX wieku, zastępować nowym, skrojonym na XXI. Czyli wiemy, na czym stoimy, wiemy, w którą stronę powinniśmy zmierzać i teraz pytanie, czy zmierzamy? Zdecydowanie nie zmierzamy wystarczająco szybko i zostajemy z tyłu. Jak rozumiem, pytasz, czy z regulacjami prawnymi, ustawami, Polska idzie w dobrą stronę? Jest to zdecydowanie niewystarczające, a czasem nawet idzie w niedobrą stronę. A dzieje się to, ponieważ politykom doradzają eksperci.

Jacy eksperci?
Ano właśnie – związani z big energy – wielkoskalową energetyką korporacyjną (WEK). Profesor Jan Popczyk, który jest autorem tego określenia, mawia także: jakie interesy, takie prognozy, takie sugestie. Tak więc według tej zasady radzą oni tak, żeby zakonserwować monopol wielkiej energetyki, wyeliminować konkurencję, no i niestety zmiany idą u nas bardzo opornie. Są oczywiście pewne jaskółki, choć wiele osób bardzo zjechało nową ustawę prosumencką, ja bym jej tak nie beształ, uważam, że jest całkiem niezła, w mojej opinii jest wręcz lepsza od tego, co uchwalono za poprzedniej kadencji, daje dużo większe możliwości.

Które aspekty?
Generalnie zmienił się rynek: pięć czy nawet dwa lata temu taryfy gwarantowane były jedynym sposobem na to, żeby fotowoltaika mogła zaistnieć, bo po prostu była niekonkurencyjna. Jednak w międzyczasie ceny spadły na tyle, że jak sobie zainstalujesz fotowoltaikę po cenach rynkowych, zepniesz to z pompą ciepła na przykład, to masz najtańsze ciepło w okolicy, tańsze od ciepła sieciowego.

WIELKIE KONCERNY ENERGETYCZNE TO TAKIE nieelastyczne MAMUTY, KTÓRE SIĘ BRONIĄ. trudno je pokonać, bo są duże i silne, ALE ICH CZAS PRZEMIJA.

Jak to jest z tą opłacalnością?
Są dwie ceny energii, hurtowa i detaliczna. Hurtowa wynosi kilkanaście groszy za kilowatogodzinę – to, co sprzedaje się komercyjnie do sieci elektrycznej – ale nikt nie kupuje prądu, ani ty, ani ja, za 15 groszy. Do naszej są doliczone różne opłaty: przesyłowe, dystrybucyjne, podatki i na koniec kupujemy prąd za jakieś 60 groszy za kilowatogodzinę – to jest cena detaliczna. Jeśli teraz będziesz produkować u siebie prąd za 20-30 czy 40 groszy za kilowatogodzinę, to owszem, do sieci sprzedawać takiej energii nie ma sensu, ale na własne potrzeby masz energię dużo taniej. Według mnie już przekroczyliśmy punkt, za którym ruszy lawina, jak zaczną się pojawiać pierwsze instalacje, to już sąsiad sąsiadowi powie, że mu się opłaca, że podliczył sobie, ile trzeba włożyć i jaka będzie stopa zwrotu, że warto instalować fotowoltaikę.

A jeśli chodzi o wiatraki?
To jest niestety gorsza sprawa, bo wiatraki zostały potraktowane niezwykle ostro. Przeszkadzają one wielkiej energetyce, ponieważ, jak już stoją, to produkują energię bardzo tanio. Gdy pracują wiatraki, to prądu nie mogą sprzedawać elektrownie węglowe. Jak zacznie potężnie wiać, to bloki węglowe wyłącza się i włącza przez wiele godzin, z obawą, że się od tego popsują. Tak naprawdę więc cały czas działają, tylko z mniejszą mocą, z którą nie mogą zejść zbyt nisko, może do 50-60%, w konsekwencji produkują prąd na gwizdek. Do tego wiatraki zbijają często ceny prądu w szczycie, więc elektrownie węglowe też na tym tracą. A ponieważ wielkie elektrownie węglowe należą do wielkich koncernów, które, jak stwierdziliśmy, piszą prawo, to gdy mają konkurencję w postaci wiatraków, starają się jej pozbyć. To dlatego pojawiają się ograniczenia, że np. wiatraki mogą stać w odległości dziesięciokrotności wysokości turbiny ze śmigłem od zabudowań, co w zasadzie eliminuje całe terytorium Polski.

W nowych lokalizacjach…
Do tego dochodzą restrykcyjne przepisy dotyczące np. przeglądów technicznych, niejasne przepisy podatkowe, co spowodowało, że biznes wiatrakowy na chwilę obecną się nie opłaca. Według mnie to, co jest obecnie, jest nie do utrzymania, bo jednak energia wiatrowa obecnie w Polsce jest najtańszą energią odnawialną.

Co myślisz o tym, że naszym głównym odnawialnym źródłem energii jest współspalanie?
To nie jest sensowne źródło energii – współspalanie służy przede wszystkim wielkim koncernom węglowym do wyciągania pieniędzy – na wsparcie OZE zresztą, choć z zieloną energią nie ma to nic wspólnego. Nie ma nawet specjalnego sensu energetycznego. Często do pieca wrzuca się wilgotne drewno, więc wartość kaloryczna jest słaba. Do tego spalanie biomasy w kotle zaprojektowanym na zupełnie inne paliwo niszczy same instalacje i skraca ich czas życia. Przy czym, o ile uważam współspalanie za idiotyzm, to jak najbardziej jestem za wykorzystaniem biomasy. Ale mądrym, a nie szkodliwym.

Biogazownia

Biomasa jak stosowana?
Biomasa jest jednym z istotnych elementów naszego systemu energetycznego przyszłości. Eleganckim rozwiązaniem jest biomasa stosowana w biogazowniach. To technologia efektywna i czysta, choć także proces bardziej skomplikowany technologicznie niż spalanie. Materię organiczną zamieniamy w biogaz – 60% z tego to metan, reszta to głównie dwutlenek węgla. Z punktu widzenia wartości paliwa CO2 jest balastem, ale… po dodaniu do biogazu wodoru (np. z elektrolizy korzystającej z nadwyżkowej energii z wiatru i słońca) można CO2 zamienić w metan. Rezultatem jest biometan, który jest pełnym funkcjonalnym odpowiednikiem gazu ziemnego. Tak jak gaz ziemny, można go spalić czysto – rezultatem spalania metanu są dwutlenek węgla i para wodna. Istotne jest, że powstający przy spalaniu dwutlenek węgla można uznać za bezemisyjny, bo najpierw rośliny wyciągnęły molekułę CO2 z atmosfery, a później 1:1 wróciła ona do niej z powrotem przez spalanie. Bilans więc jest zerowy i klimatycznie jest to działanie neutralne.

Biogazownie mogą pracować kiedy nie wieje wiatr i nie świeci słońce, stabilizując cały system energetyczny.

W biogazowni generowany jest prąd, ciepło i jeszcze mamy na wyjściu nawóz. Podczas produkcji nie powstają żadne poważniejsze zanieczyszczenia. Bardzo eleganckie są niewielkie, o mocy do kilku MW elastyczne bloki kogeneracyjne, które łatwo jest wyłączyć i włączyć, tak jak gazowe. Przy okazji, pracując z biometanem, będącym funkcjonalnym odpowiednikiem gazu ziemnego, można używać całej sieci gazowej do przesyłania i magazynowania gazu w szczególności. To bardzo ważne, bo wiele odnawialnych źródeł energii pracuje niestabilnie, na przykład wiatr i słońce, a biogazownie można ustawić tak, żeby pracowały wtedy, kiedy są potrzebne, szczególnie kiedy nie wieje i nie świeci. Biogazownie mogą więc stabilizować systemy energetyczne. W Polsce mamy dobry potencjał do rozwoju tej technologii i możemy budować w tej dziedzinie wysokie kompetencje, także eksportowe.

Czy wielka energetyka wchodzi jakoś w program tej rewolucji?
Świat zmienia się bardzo szybko. Szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Zmieniają się technologie, zmieniają się rozwiązania, zmieniają się potrzeby, patrz: konieczność ochrony klimatu. Jedyną stałą rzeczą są zmiany, a teraz te zmiany są bardzo szybkie. Wielkie koncerny energetyczne, państwowe, którym nie przewodzą wizjonerzy, nie są elastyczne. Są jak mamuty, które się bronią, bo są wielkie, silne i trudno je pokonać, ale ich czas przemija. Albo zreformują swój model dostarczania usług, albo czekają je trudne czasy, a wraz z nimi resztę kraju – i to dotyczy zarówno elektroenergetyki, jak i sektora ciepłowniczego. Odpowiadając na pytanie o mentalność menedżerów, to jest tak: tam są ludzie, którzy rozumieją, ale są też i wspomniane mamuty.

Ale przecież większość z wielkich ma elektrownie wiatrowe.
Ale to jest u nich margines. Z niejednych ust słyszałem już teorię – trochę spiskową, ale całkiem logiczną, że wielkie koncerny energetyczne grają na to, że teraz te wiatraki będą wyprzedawane za bezcen, więc oni to wykupią, a potem zmieni się prawo, bo faktycznie popełniliśmy błąd, przepraszamy i te wiatraki znowu będą miały wysoką wartość, …ale już u innych właścicieli.

INWESTOWANIE TERAZ MILIARDÓW PO STAREMU JEST PO PROSTU BEZ SENSU. CZY to W ELEKTROWNIE WĘGLOWE, CZY W KOPALNIE, CZY W inne przestarzałe ROZWIĄZANIA.

Jak Ci się rozmawia z przedstawicielami konwencjonalnej energetyki?
Miałem ostatnio bardzo ciekawą rozmowę z osobą piastującą stanowisko dyrektorskie w PGNIG Termika (warszawskie Siekierki), dotyczącą systemu ciepłowniczego. Zaczęło się od termomodernizacji szkoły, która zużywała300 kWh/m2 rocznie – taki wampir energetyczny. Po termomodernizacji będzie 24, a więc kilka procent tego, co zużywała wcześniej. No i teraz: czy to grzać? W szkole są dzieci, a każde z nich wytwarza tyle ciepła, co grzejnik o mocy 100 W, więc w jednej klasie mamy 3 kW – czyli, jak są dzieci w szkole, to w ogóle nie trzeba grzać, nawet przy mrozachy do minus 20 stopni. Ewentualnie jak jest przerwa świąteczna i dzieciaków nie ma, trzeba coś tam dogrzać. Po co sieć ciepłownicza w takim razie takiej szkole, w której w ogóle nie trzeba grzać? Może dlatego, żeby była ciepła woda? Ale ile ciepłej wody zużywają dzieciaki? Tam nie ma pryszniców, nie ma wanien, czasem z kranu ktoś coś odleje, dwa litry wody wyleje i to płynie przez 50 metrów rur, tak, że większość ciepła jest tracone po drodze. To już lepiej zainstalować elektryczny grzejnik przepływowy przy kranie. Czyli nie mamy potrzeb ciepłowniczych ani na grzanie budynku, ani na ciepłą wodę. Za to budynek trzeba będzie chłodzić, bo jest tak efektywny energetycznie.

Niemal w każdym przypadku najtaniej i najprościej jest zainstalować powietrzne pompy ciepła i fotowoltaikę. I jak masz tę okoliczną pompę ciepła, ona może też ogrzewać, to w tym momencie, jeśli możesz dogrzać zimą w takiej już istniejącej instalacji, to niepotrzebny już jest ten rurociąg z ciepłą wodą. Co więcej, jak porównasz sobie koszty ogrzewania za pomocą takiego zestawu: powietrzna pompa ciepła o sprawności powiedzmy COP 4, czyli z 1 kWh, masz 4 kWh ciepła, dodasz koszty fotowoltaiki na dachu, wszystko działające w uchwalonym ostatnio systemie opustów prosumenckich, to wychodzi, że to jest znacznie tańsze ciepło niż ciepło sieciowe. Nawet w Warszawie, która ma najtańsze ciepło sieciowe w Polsce, jest to po prostu ekonomicznie najbardziej opłacalne. Spójrzmy dalej: te technologie stają się coraz tańsze, będzie coraz mniejsza potrzeba grzania, bo klimat się ociepla i w Polsce już prawie nie ma prawie mrozów, a będzie coraz większa potrzeba chłodzenia w lecie. To podkopuje perspektywy biznesu ciepłowniczego. Można też dodać do listy porozumienie z Paryża, zakładające ograniczenie ocieplenia do 1,5-2 stopni, co w praktyce oznacza eliminację paliw kopalnych do połowy stulecia. Teraz popatrz na interes elektrociepłowni, wielkiej instalacji, której biznes polega na tym, że mają wielką instalację kogeneracyjną, która ciepło rurami rozprowadza po domach. Jak zmodernizujesz szkoły, szpitale, urzędy, a także domy i resztę budynków, i tam drastycznie spadnie zapotrzebowanie na ciepło, w coraz większej ilości budynków będziesz miał własną fotowoltaikę, własne instalacje grzewcze, to co z tego biznesu zostanie? No szlag go trafi!

Muzeum…
Do tego bardzo kosztowne muzeum… Siekierki za kilkanaście lat mają wyłożyć 2-3 mld zł, bo im się stare instalacje po prostu sypią i trzeba budować nowe. Te 2-3 mld zł w tym kontekście to są po prostu pieniądze wyrzucone w błoto.

A co takie Siekierki mogą zrobić?
Po pierwsze, zrobić planowanie scenariuszowe, czyli na czym stoimy, dokąd zmierzamy w obecnym modelu i co możemy zrobić, żeby zmienić model? Bo mogą zmienić model! Na model usługowy, czyli z mamy elektrociepłownię z rurami, na dostarczamy usługi komfortu termicznego i wentylacji wysokiej jakości. Jeśli Kowalski chce, żeby w domu było mu ciepło zimą, a latem chłodno, żeby miał powietrze dobrze wentylowane, ale nie chce mieć z tym wszystkim nic do czynienia, to firma może zainstalować w budynku pompy ciepła, a na dachu fotowoltaikę, docelowo połączone z magazynem ciepłą w budynku i inkasować co miesiąc odpowiednie kwoty za to, że Kowalskiemu wszystko działa, a oni to wszystko obsługują. Mogą przejść na model usługowy, wcale nie muszą upaść, mogą przetransformować swój biznes i np. za 2-3 lata zrobić projekt pilotażowy, za pięć lat już mieć pierwsze osiedle, za 10 lat mieć sporą część w ten sposób zrobioną, a za 20-30 już tak naprawdę działać w ten sposób i nie inwestować za kilkanaście lat tych trzech miliardów w stare, tylko w nowe rozwiązania. Gdyby tę sumę wpuścili w głęboką termomodernizację, fotowoltaikę i w pompy ciepła, to za te pieniądze zrobiliby to na większości obszaru świadczonych przez siebie usług. Ale o tym nie chcą na razie rozmawiać.

Tym bardziej więc dziękuję Tobie za tę rozmowę!


 

Marcin Popkiewicz pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatycznych, zasobów i energii.Szef zespołu projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia, na co dzień prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” i “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here