Marcin Popkiewicz: Dług chce więcej

Aby go spłacić wszystkiego ciągle musi być więcej. Czy to możliwe?

Co się stanie, jeśli rozwój gospodarki, niezbędny do spłacenia naszych długów przez kolejne pokolenia, zatrzyma się? Czy mamy prawo niefrasobliwie przenosić przyszłą konsumpcję na dziś? Co na to powiedzą nasze dzieci, kiedy się zorientują, że żyliśmy na ICH koszt? Pyta Marcin Popkiewicz w swojej książce Świat na rozdrożu.

Mamy gospodarkę, która musi rosnąć, bo mamy system finansowy, który wymaga, aby rosła ilość krążących w nim pieniędzy. Model ten działa od lat – od tak dawna, że społeczeństwa, a nawet ekonomiści, traktują go jako coś zupełnie naturalnego.

Wzrostowi gospodarki sprzyjał szereg czynników, takich jak wzrost populacji, ekspansja na nowe tereny, wzrost produkcji i zużycia zasobów. Jednak dziś czynniki te przestają stymulować gospodarkę, a nawet zaczynają działać w drugą stronę, hamując wzrost.

Dług to formalne zobowiązanie do zapłacenia pewnej kwoty w przyszłości. Bierzemy pieniądze dziś, a po jakimś czasie je oddajemy. Powiększone o odsetki oczywiście.

Dług sam w sobie nie musi być problemem. Możemy zaciągnąć dług inwestycyjny, na przykład pożyczkę na zdobycie wykształcenia, które zapewni nam lepiej płatną pracę; lub na rozbudowę restauracji, w której już nie mieszczą się walący drzwiami i oknami klienci. W gwarze finansistów jest to dług samolikwidujący się, co oznacza, że inwestycje z pożyczki zwiększyły dochody tak, że pożyczka sama się spłaciła.

Co pomyślą o tym nasze dzieci, gdy dorosną? Obawiam się, że nic miłego.

Jednak pożyczki na konsumpcję – zakup większego mieszkania, fajniejszy samochód czy wyjazd na wakacje – nie generują przyszłych wpływów. Oznacza to, że nasze przyszłe dochody posłużą do zapłacenia za dzisiejszą konsumpcję. Dług pozwala nam wydać pieniądze dziś. Kupujemy nowe auto za 100 tysięcy i cieszymy się nim. Jednak ta pożyczka powoduje, że w przyszłości nie będziemy mieć tych 100 tysięcy na inne rzeczy lub na oszczędności. Tak więc dług oznacza przeniesienie konsumpcji z przyszłości na dziś.

Dopóki to twoje własne zakupy, decyzje i odpowiedzialność, wszystko jest w porządku. Jednak kiedy uświadomimy sobie, że obecne wielkości długów poszczególnych państw (czy to w USA, czy w krajach strefy euro, czy w Polsce) są tak wielkie, że ich spłata i obsługa wymagać będzie wysiłku przyszłych pokoleń, dochodzimy do moralnego aspektu tej historii.

Czy jest w porządku, by jedna generacja konsumowała ponad swoje możliwości finansowe, zaciągając długi, którymi obarczy swoje dzieci, które będą musiały ograniczyć swoją konsumpcję, aby spłacać nasze długi? Ciekawe, co pomyślą o tym nasze dzieci, gdy dorosną. Obawiam się, że nic miłego.

Tworząc tę górę długu, przyjęliśmy kluczowe założenie odnośnie naszej przyszłości – zakładamy, że gospodarka w przyszłości będzie znacznie większa od obecnej. To jest jasne – po wyjaśnieniach z poprzednich rozdziałów – aby obsłużyć ten dług, przyszłe PKB musi być większe od obecnego. Znacznie większe. Więcej sprzedanych samochodów, więcej wydobytych zasobów, więcej zarobionych pieniędzy, więcej wybudowanych domów – wszystkiego tego musi być więcej niż dzisiaj – jedynie po to, żeby nasze dzieci miały szansę na spłacenie naszych pożyczek, które już zaciągnęliśmy.

Rosnący dług wymaga, żeby gospodarka w przyszłości była większa od obecnej.

Co się stanie, jeśli tak nie będzie? Jeśli tych środków na spłatę długów z jakiegoś powodu nie będziemy mieli? Krótko mówiąc, mogą zdarzyć się dwie rzeczy, prowadzące do tego samego – wyzerowania długów. To hiperinflacja i deflacja. W tym pierwszym przypadku długi spłacane są bezwartościowymi papierkami, w drugim sprawę załatwiają bankructwa i niewypłacalności. Przyszła gospodarka nie jest wystarczająco duża na zapewnienie spłaty wszystkich zobowiązań? A więc bankrutujemy i ich nie spłacamy.

Wobec tego, czy możemy znaleźć się w sytuacji, w której przyszła gospodarka okaże się zbyt mała na zaspokojenie roszczeń? Jeśli uznasz, że jest to możliwe, to powinieneś usiąść i dogłębnie to przemyśleć, gdyż wszelkie twoje dotychczasowe oczekiwania, wizja świata i wiele założeń, które przyjmujesz jako oczywiste, mogą okazać się bardzo ulotne.

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.